Połonina Borżawa - 9 – 13 listopad 2005
Ewka Wyświetlono: 1364 razy 2005-11-17 22:25:51![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.07 (133 głosów) |
Połonina Borżawa - 9 – 13 listopad 2005
www.beznazwy.xa.pl
Fotografie pochodzą z archiwum Studenckiego Koła Naukowego Turystyki "Bez Nazwy" Akademii Świętokrzyskiej w Kielcach
„Dla Hucuła nie ma życia, jak na połoninie”, tak i dla nas, jak góry to na Ukrainie!
Kolejny krok w stronę poznania klimatu Lwowa, kolejny ukłon dla huculskiej kultury, kolejny zachwyt górami... . Kolejne spotkania z nami na górskim szlaku. I z samym sobą. I wreszcie – wytęsknione uczucie smaku Obolona i rumu z colą...
Wszystkie drogi prowadzą do Lwowa...
Sympatyków Ukrainy przybywa wraz z każdym wyjazdem. Tym razem wyruszyła z Polski cała armia i w liczbie osiemnastu osób spotkaliśmy się w barze nieopodal lwowskiego dworca. Bartek jechał z Gdańska przez Wrocław, gdzie dosiadła się Ewka. Monika i Robert przyjechali stopem... Drużyna z Kielc w niewyjaśnionych okolicznościach rozdzieliła się i też przyjechali oddzielnie – najprawdopodobniej Świerzak się wp.... (i tak cię lubimy!). Nina, Machoney, Gumiś, Misza i ja dotarliśmy do Lwowa taksówką... ehm starość...
We Lwowie poczyniliśmy zakupy do pociągu, mające na celu zintegrować grupę i o 15.17 za niecałe 6 hrywien wyjechaliśmy do Wołowca w okolice Połoniny Borżawy – celu naszej wyprawy. Zdziwiliśmy się nieco luksusową wersją klasy obszczij. Zamiast twardych ławek z oparciem kończącym się w połowie kręgosłupa były mięciutkie, kolorowe siedzenia. Tylko kible te same... Ogólnie czas w pociągu upłynął miło i przyjemnie. O 18.41 zbudziła nas pani i zakomunikowała o stacji Wołowiec.
Ruszyliśmy brygadą za Ewką, która kilka dni przed wyjazdem z nami zaprzyjaźniła się (na tyle, że jej w góry nie puścili...) z pewną rodziną. Mieliśmy więc nocleg w sympatycznej stodole wypełnionej pachnącym sianem. Noc byłaby całkiem spokojna gdyby nie akcja szukania komórki Tomka i przewracania siana do góry nogami; gdyby nie serenady młodych Ukraińców, które ucichły aby głos mógł zabrać gospodarz dojący krowę w środku nocy; gdyby nie nieustanne ujadanie psa i w końcu pobudka gospodarza, że słońce wysoko i czas ruszać w góry! Mimo tego wszystkiego i gryzącego siana wszyscy w dobrych humorach zaczęliśmy nowy dzień.
Dzień I
Ku szczytom Połonin...
Pogoda wspaniała: słońce, niebo bezchmurne, lekki mrozik, zapowiadała przyjemną wędrówkę ku połoninom. Gospodarz wskazał nam najkrótszą drogę prowadzącą na pierwszy szczyt Połoniny Borżawy. Wspinaczka zaczęła się niemalże zaraz po przekroczeniu progu zagrody. Widzieliśmy przed sobą szczyt zwieńczony krzyżem i ... żadnej drogi na niego. Zdobyliśmy niewielkie wzgórze, z którego ładnie było widać okolice Wołowca. Zeszliśmy w las aby znów wspiąć się ostrym żlebem.
| Oceń relację |
UkrainaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju






















