Peru
Kinga Wyświetlono: 725 razy 2003-11-23 13:25:50![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.66 (74 głosów) |
Peru! Udalo nam sie w koncu wydostac z przyruinowej wioski Tiahuanaco, przyjechac do granicy, przejsc ja i znalezc sie po peruwianskiej stronie wioski przygranicznej Desaguadero...
17 sierpien 2000
Peru! Udalo nam sie w koncu wydostac z przyruinowej wioski Tiahuanaco, przyjechac do granicy, przejsc ja i znalezc sie po peruwianskiej stronie wioski przygranicznej Desaguadero. Wyglada na to, ze ze stopem w Peru tak samo mniej wiecej, jak w Boliwi, czyli beznadziejnie. Nie dosc, ze ruch znikomy, to nikt sie nie chce zatrzymac, a jak juz sie zatrzyma, to chce kasy, najlepiej w dolarach. Tak wiec nie udalo sie nam odjechac poza wioske nad jeziorem Titicaca z osniezonymi szczytami na drugim brzegu. Moze jutro... Poki co, ciagle zimno. Zatrzymalismy sie w przydroznym hoteliku za 10 soli - 2.50$ ("Sol", czyli Slonce - tak nazywa sie peruwianskia waluta).
18 sierpien 2000
Nie ma co, albo bedziemy jezdzic stopem na tutejszych warunkach, albo nie bedziemy jezdzic wcale. Tutejsze warunki oznaczaja, ze owszem, mozna stojac przy drodze i wystawiajac kciuk zatrzymac jakis pojazd, ale za podwiezienie trzeba zaplacic. Kwestia tylko dogadania sie z kierowca ile. Tak wlasnie dogadalismy sie i za 10 soli kierowcy miniciezarowki powiezli nas przez caly dzien, przez spektakularne gorskie krajobrazy. Nie nudzilo mi sie ani przez minute. Podjazdy i zjazdy, przelecz prawie pieciotysieczna. W koncu, poznym wieczorem zjechalismy sporo nizej i wysadzeni zostalismy na rozdrozu, nasi kierowcy na Lime, my na Arequipe, tyle ze jutro.
19 sierpien 2000
Jak wspaniale. Cieplo! Mozemy znowu, nie zamarzajac spac pod golym niebem. Tak wlasnie cudownie spalismy, na pagorkowatej pustyni przy rozjezdzie, na ktorym zostalismy wysadzeni. (...) Jutro ruszamy w strone Kanionu Colca - najglebszego na swiecie.
20 sierpien 2000
Krotka okazala sie nasza radosc z ciepla. Opusciwszy Arequipe zaczelismy znowu piac sie pod gore i po drodze zastal nas snieg. I to nie gdzies tam w oddali na szczytach, a padajacy prosto na szyby naszego pickup'a i na nasze plecaki na pace. Scenka dzis rano byla taka: siedzimy przy pustej drodze i robimy sobie kanapki z guacamole. Hamuje przejezdzajacy autobus. Wysiada gosc, podbiega do nas:
- Do Chivay...?
- Za ile?
- Ile macie?
- Malo.
- 15 soli za wszystkich...?
- 10.
- O.K. Jedziemy.
Taki to peruwianski stop. Dobrze, ze sie zabralismy, bo niewiele tu poza tym autobusem jezdzi. Tyle, ze popsul sie posrodku pustkowia i wysadzil wszystkich pasazerow.
Zabralismy sie dalej pickup'em z dwoma Chilijczykami pracujacymi tu w kopalni zlota. Dzis nocleg w budynkach przykoscielnych w Chivay. Jutro w strone kanionu.
21 sierpien 2000
No to znowu, tak jak w Boliwi, tylko teraz w Peru wedrujemy z plecakami gorskimi drozkami. Przemaszerowalismy kilkanascie kilometrow. Krajobrazki slicznie pocztowkowe. Na stokach gor tarasowe pola, gdzie miejscowa ludnosc prymitywnymi metodami uprawia ziemniaki, jeczmien, kukurydze, amarantus, podobnie jak Inkowie.
| Oceń relację |
PeruWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju














