Dotarlismy kolo poludnia do Asuncion. Niedziela, wszystko pozamykane, centrum miasta jakby wymarle...
Paragwaj



Kinga2003-11-23 13:18:06
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.50 z 5.00. 2 głosów oddanych
jutro (miejmy nadzieje). Zrobilismy zakupy w lokalnym sklepiku (troche cienko tu z warzywkami), bo nie wiadomo czy i kiedy bedzie nastepna okazja. Nocleg ofiarowalo nam wojsko - Gwardia Narodowa. Znowu mamy pokoj z lozkiem.
27 lipiec 2000
Troche popekana skorupa ubitej, wyjezdzonej ziemi. Po obu stronach niezmienne, wyblakle, przykurzone krzaki, karlowate drzewka, kaktusy. Droga do Boliwii. Po jakiejs godzinie czekania z rana pojawil sie pickup z dwoma Menonitami, podwiozl nas wglab tego dziwnego kraju i zostawil posrodku pustkowia na pustej drodze, ok. 300km od granicy. Przeszlismy sie do przodu troche, ale choc w nocy prawie mroz, teraz w dzien upal, zbyt goraco aby bez celu z plecakami wedrowac. Bez celu, bo 300km nie przejdziemy. Przychodzi nam wiec czekac. Az cos nadjedzie i moze nas zabierze. Na plecakach, w dwoch oddzielnych obok siebie cieniach.
Przez caly dzien przejechaly droga w naszym kierunku tylko cztery pojazdy. Pierwszy ze wspomnianymi Menonitami. Drugi, ktory nas zabral z dwoma Paragwajczykami i jednym Wlochem, ktory sfilmowal nas swoja kamera, i ktory przyjechal tu w poszukiwaniu swojej "estancji" (posiadlosci). Kupil ja, ale jak sie okazuje nie jest latwo ja odnalezc, szczegolnie kiedy kazda mapa mowi co innego. Trzeci pickup podwiozl nas parenascie km dalej, wraz z malzenstwem pracujacym na estancji nalezacej do Austriaczki, ktora przyjezdza tu od czasu do czasu. Taki letni domek z 500 sztukami bydla, podobno jedna z najmniejszych estancji w okolicy, normalnie maja po pare tysiecy.
Zaczelo sie od tego, ze zaprosili nas do domu napic sie wody, a skonczylo na tym, ze wyszlismy obladowani jedzeniem i z zaproszeniem wrocenia na noc, jesli nic nam sie nie zatrzyma. Faktycznie, czwarty przejezdzajacy dzisiaj pojazd przejechal nie zatrzymawszy sie zostawiajac za soba tumany kurzu. O zachodzie slonca wrocilsmy wiec na estancje kilometr od drogi. Celia (Indianka o klasycznych rysach) z Juanem (niebieskooki paragwajczyk europejskiego pochodzenia) mieszkaja i pracuja tu od ponad dwoch lat. Maja prosty domek i kuchnie na drzewo niedaleko pustostojacej okazalej willi wlascicielki. Wydzierzawiaja od niej kawalek pastwiska i maja swoich kilkadziesiat krow, Kupili sobie niedawno dom w miescie i samochod, ktore kosztowaly ich sto sztuk bydla. Pogadalismy wieczorem popijajac ceremonialnie "mate" - parzona w specjalnym naczyniu zrobionym z rogu wola. Popija sie przez metalowa rurke. Rog wypelniony do polowy suszonymi liscmi mate, dopelnia sie goraca woda. Jedna osoba wypija cala porcje, mistrz ceremoni dolewa wody z termosu i podaje rog kolejnej osobie i tak rog krazy w kolko przez caly wieczor.
28 lipiec 2000
Robimy w Paragwaju dwa kroki do przodu, jeden do tylu. Nasi gospodarze poradzili, ze lepiej bedzie, jak cofniemy sie, prawie do poczatku drogi, na posterunek policji, na ktorym melduja sie wszystkie jadace do Boliwi ciezarowki. A ze sami jechali rano - o piatej (!), jeszcze przed switem do koloni Filadelfia, zabralismy sie z nimi. Dalismy im na pamiatke nasze zdjecie, ktore Celia wlozyla do Biblii (chyba jedynej ksiazki, jaka posiadali) i stwierdzila, ze bedzie je tam zawsze trzymac, aby Bog nas chronil. Siedzimy teraz przed posterunkiem policji posrodku pustkowia. Chodza wokol nas smieszne kozki (awaryjny zapas miesa) i kury. Policjanci grzeja sie w porannym sloncu i popijajac mate rozmawiaja w guarani, indianskim jezyku, ktorym posluguje sie wiekszosc Paragwajczykow. Mieszkaja na tym niewielkim posterunku przez 5 dni, a 5 maja wolnych, choc w porze mokrej sa czasem tu uwiezieni przez dwa czy trzy miesiace, kiedy droga jest nieprzejezdna. Sami gotuja, zmywaja, karmia kury... My czekamy. Mam nadzieje, ze dzis cos przejedzie w strone Boliwii...
...więcej na...
kinga & chopin...
Zobacz zdjęcia:
Paragwaj
Paragwaj - wybierz obszar, który cię interesuje:












































