• Relacji z podrózy: 17571
  • Zdjęć: 123098
  • Podróżników: 34717
  • Porad: 18825
  • Postów: 131394
  • Tematów: 12274

Kolumbia

Kinga Wyświetlono: 2531 razy 2003-11-23 13:02:54
  Ocena:2.46 (249 głosów)


Pierwszy dzien na nowym kontynencie.

Obudzilismy sie dzis rano na plazy, gdzie wysadzono nas wczoraj...

... i jedynymi sladami szalonej nocnej akcji byly slady kol ciezarowek na piasku. Poza tym plaza spokojna i opustoszala. Spytalismy sie w ktora strone do Turbo i ruszylismy. Najpierw pieszo blotnista drozka do glowniejszej drogi. Z tamtad stopem do miasta. Nie majac przy sobie ani jednego kolumbijskiego peso udalismy sie na poszukiewanie banku. Banki znalezlismy, nawet dwa, z tym ze ani jeden, ani drugi nie wymienia czekow podroznych. Mowia, ze w tym miescie czekow nie wymienia nikt. Co zrobic? U wlasciciela supermarketu wymieniamy nasze ostatnie piec dolarow w gotowce. Zostajemy poczestowani napojami i wlasciciel pyta sie, czy chcielibysmy moze skorzystac z internetu. Jakby zgadl czego najbardziej nam potrzeba - dac znac rodzinom i znajomym, ze zyjemy, ze dotralismy z przygodami, ale szczesliwie do Kolumbi. Mamy wrocic o pierwszej. Idziemy w miedzyczasie do kolumbijskiego "Immigration" w drugiej czesci miasta, przy plazy, po pieczatke do paszportu. Przechodzimy przez dzielnice dosyc okropnych i przeludnionych slumsow nad woda, zamieszkalych glownie przez Czarnych. W "Immigration" mowia, ze urzednicy wyszli wlasnie na dwugodzinna przerwe. Ale dobrze, ze przyszlismy teraz, bo spotykamy w drodze powrotnej Jose - naszego Hiszpana z lodki z motorem. Opowiada jak to dziesieciu mezczyzn transportowalo jego motocykl ze statku na lodke i z lodki na lad, niosac go nad glowami, tak ze kropla wody na niego nie spadla. Profesjonalisci. Nocleg znajdujemy przy kosciele, pod daszkiem w ogrodku przy budynkach parafialnych. Nie chcemy pierwszego dnia w Kolumbi spac gdzies w parku miejskim w Turbo.

11 marzec 2000
Kartagena. Nie spodziewalismy sie, ze dotarcie z Turbo do Kartageny, niewielki w sumie dystans, zajmie nam trzy dni. Ale pierwsza czesc trasy to waskie, piaszczysto kamieniste drogi w okropnym stanie. Ale zobaczylismy troche lokalnego folkloru, male wioski po drodze z prostymi chatami, gdzie wiekszosc transportu ludzi i towarow odbywa sie przy pomocykoni, osiolkow i mulow. Jadac na pace sunacej z wielkim mozolem ciezarowki z piachem zostalismy wyprzedzeni przez czlowieka na koniu. A jeden z najpiekniejszych obrazkow, to maly czarny chlopczyk w samych majteczkach na sielkim bialym koniu. Spalismy pierwszej nocy w jakiejs malej wiosce, ktora nie wiem nawet jak sie nazywa i ktorej wiekszosc mieszkancow zgromadzila sie, aby ogladac jak gotujemy. Drugiego dnia, po przejsciu sie paru kilometrow z plecakami i po wystaniu przy pustej drodze ponad godzine zatrzymal sie nam jeep. Caly pelny, ale przymocowalismy plecaki na dach, sami usiedlismy na plecakach i ruszylismy, trzymajac sie z calej sily, aby nie wypasc przy licznych podskokach i szalonych zakretach na drodze. Po paru godzinach takiej jazdy pojawil sie w koncy dawno wyczekiwany asfalt. Przystanek w Monteria, gdzie udalo nam sie wymienic czek i nasz kierowca powiozl nas dalej, do miasta Sincelejo, gdzie zaprosil nas do siebie na noc.
Strona:  1, 2, 3, 4


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:

REKLAMA


KolumbiaWybierz obszar który Cię interesuje

KolumbiaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju