Kiedy znajdziesz się w Marakeszu, musisz koniecznie odwiedzić plac Jemaa el Fna. Jest to miejsce przedziwne, na którym prawdziwe życie rozpoczyna się o zachodzie słońca atakując wszystkie nasze zmysły.
Akrobaci, węże i gawędziarze...

Marzena2003-11-22 22:30:17
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 3.00 z 5.00. 4 głosów oddanych
grę.
Uciekamy od szulerów, by posłuchać dziwnych opowieści tutejszych opowiadaczy. Szkoda, że nie rozumiemy arabskiego, bo historia jest zapewne zajmująca. Na dywaniku siedzi stary, brodaty mężczyzna w turbanie. Obok młodszy pokazuje kolorowe obrazki. Aż dziw, że w epoce telewizji satelitarnej i wideo, gawędziarze mają nadal tylu słuchaczy. Wokół dywanu zasiadają młodzi i starzy, otacza ich duży tłum stojących. Stary Arab rozpoczyna historię z tysiąca i jednej nocy. Widzowie patrzą uważnie na kolorowe obrazki. Niektórzy ze zdziwienia otwierają usta. Nikt się nie śmieje, nikt nie przeszkadza. W momencie największego napięcia gawędziarz mówi: “Nagle...” i wyciąga metalową miskę, do której sypią się dirhamy. Jeśli jest ich zbyt mało, stary człowiek milczy. Dobrze wie, że po chwili posypią się monety, bo każdy chce wiedzieć, co dalej stało się z biednym pasterzem, którego spotkała piękna i bogata księżniczka.
Gdzie indziej grono widzów otacza ślepca, który przybywa na plac prowadzony przez młodego chłopca. Każdego ranka nieruchomy tłum słucha wygłaszanych przez niego monotonnym i jednoznacznym tonem lekcji proroka.
A tu znowu komik rozśmiesza aż do łez zebranych widzów. Prawdziwy z niego sztukmistrz, a pomaga mu małpka fikająca kozły i wyciągająca łapki po orzechy.
Dalej wróżbici i magicy, sprzedający amulety przeciwko “złemu oku”, przed którym tak bardzo zasłaniają swe twarze Arabki. Na końcu wielkie namioty – kawiarnie, gdzie można zarówno napić się mocnej kawy i miętowej herbaty jak i obciąć włosy czy brodę albo dać zarobić parę groszy wędrownemu czyścicielowi butów.
Zmęczona całym tym widowiskiem idę na kawę do jednaj z kawiarń umiejscowionych na tarasach okalających plac budynków. Aby się tam dostać należy koniecznie zamówić jakiś napój, inaczej nie ma mowy o wejściu na tę platformę widokową. Słońce powoli zachodzi. Na plac Jemaa el Fna przybywa coraz więcej ludzi. Ktoś mówi, że bez turystów miejsce to przestałoby już istnieć. Nie wierzę w to, wszak w tłumie tylko garstka ludzi to turyści, reszta to miejscowi, którzy nie wyobrażają sobie sobotnio –niedzielnego wieczoru bez tych barwnych widowisk. Zwijają swe kramy handlarze, ale to nie koniec atrakcji. Oprócz różnorakich artystów, na scenę wkraczają kucharze. Na polowych kuchniach grzeje się tadżin, najpopularniejsza marokańska potrawa, duszone warzywa, kukurydza. Przekupnie z zupami i smażonymi rybami, a także z innymi smakołykami kuchni orientalnej, zapraszają zgłodniałych widzów do rozstawionych w mgnieniu oka stołów i ławek.
Ja patrzę na to wszystko z tarasu, zamykam oczy i czuję, jakbym na czarodziejskim dywanie odleciała w odległe czasy, gdzie żyła królowa Szeherezada, słynny Ali Baba i jego rozbójnicy, sułtani i piękne księżniczki. Z marzeń wyrywa mnie handlarz kartek pocztowych i T-shirtów. Odprawiam go, bo zupełnie nie pasuje do całego tego baśniowego miasta.
>moje opowieści...
Zobacz zdjęcia:
Maroko
Maroko - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj




























