WYPRAWY ROWEROWE - Do okoła Bałtyku - Dzień 1 - 5
Jabba Wyświetlono: 2371 razy 2005-10-20 22:19:33![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.15 (182 głosów) |
Dookoła Bałtyku ( 29 VI - 21 VII 2001, 4401 km )
http://www.jgdula.friko.pl/
29 czerwca, piątek. Dzień 1.
Wstałem wcześnie, bo o 6tej. Zjadłem śniadanie i zapakowałem wszystkie graty na rower. Po pożegnaniu się z rodzinką i pstryknięciu pamiątkowych fotek ruszyłem - była godzina 7.10.
Jechałem drogą nr 19. Trochę się bałem dużego ruchu (w końcu to czerwona droga), ale już za Lubartowem ruch znacznie się zmniejszył i jechało się naprawdę przyjemnie. Pogoda była idealna - ciepło, choć nie gorąco, lekki boczny wiaterek. I do tego piękne widoki - 19tka okazała się być całkiem widokową drogą.
Jechałem spokojnie, bez szaleństw, ale mimo to całkiem szybko - licznik na ogół pokazywał w okolicach 23 km/h.
Po przejechaniu 90 km miałem całkiem miłe spotkanie. Jechałem sobie pustą drogą, gdy zobaczyłem jadącego przede mną jakiegoś dziadka. Miał prędkość sporo mniejszą ode mnie, więc rychło go wyprzedziłem. Po chwili jednak mnie dogonił i zagadał. Wywiązała się sympatyczna rozmowa. Lubię takie spotkania - przypominają, że istnieją jeszcze mili ludzie na świecie. Jechaliśmy razem obok siebie kilka kilometrów, po czym facet odbił w bok.
Kilkadziesiąt kilometrów dalej natknąłem się na coś, co troszkę mnie zaskoczyło. Cmentarz na którym wszystkie nagrobki miały napisy cyrylicą. No i ta cerkiewka pośrodku. Zrobione tam zdjęcie mógłbym śmiało opatrzyć podpisem "gdzieś w Rosji". A w końcu byłem tylko 6 czy 7 godzin od domu.
Pod wieczór zadzwoniłem zameldować się do domu. Ojciec nieźle mnie rozbawił, bo powiedział, żebym tylko broń boże nie rozbijał się na dziko. Już wolałem nic nie mówić, tylko potakiwałem, oczywiście dalej wiedząc swoje.
Po 20tej uznałem, że na dzisiaj wystarczy. Znalazłem jakieś miejsce w lesie i rozbiłem obóz. Z ulgą wczołgałem się do środka, mażąc o herbacie. A tu niespodzianka! Nie wziąłem ani zapałek, ani zapalniczki. Wkurzyłem się na siebie nieźle, ale z herbaty nie miałem zamiaru rezygnować. Wziąłem rower i zostawiając obóz na pastwę losu pojechałem szukać zapałek. Znalazłem jakąś chatę i tam poprosiłem o paczkę. Dostałem je, ale wcześniej facet upewniał się, czy oby na pewno nie jestem podpalaczem. Wróciłem do obozu - całe szczęście stał tak, jak go zostawiłem.
222 km
30 czerwca, sobota. Dzień 2.
Rano czekała mnie przykra niespodzianka - namiot w środku był cały mokry, wręcz spływał wodą. Przekonałem się o wadzie namiotów jednopowłokowych :o(. Musiałem go przewrócić na lewą stroną i wycierać ręcznikiem, a mimo to nadal pozostał wilgotny.
W końcu ruszyłem. Jechało mi się nie gorzej niż dnia poprzedniego i do Suwałk dotarłem na godzinę przed przyjazdem pociągu Roberta.
| Oceń relację |
ŁotwaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju




















