Dookoła Bałtyku ( 29 VI - 21 VII 2001, 4401 km )
WYPRAWY ROWEROWE - Do okoła Bałtyku - Dzień 1 - 5

Jabba2005-10-20 22:19:33
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 3.80 z 5.00. 5 głosów oddanych
zdarzył tego dnia. Miało to miejsce już za Parnu, gdzie wjechaliśmy z powrotem na Via Baltica. A było to tak:
Jechałem na szpicy. Jadący za mną Robert dał znać, że czas na krótką przerwę. Kilka chwil później zobaczyłem fajną, zacienioną ścieżkę. Lekko (jednym palcem, tylny hamulec) przyhamowałem aby w nią wjechać. Poczułem uderzenie w tylne koło, ale bez problemu utrzymałem równowagę. Obejrzałem się za siebie i zobaczyłem padającego na ziemię Roberta i wjeżdżającego na niego Petera. Wyglądało to dosyć groźnie, ale całe szczęście nie stało się nic bardzo groźnego. Peter wyszedł z tego bez najmniejszego zadrapania, podobnie nic się nie stało jego sprzętowi. Robert miał mniej szczęścia: na plecach i ramionach miał sporo podchodzących krwią obtarć i potłuczeń. Ze sprzętu, jeśli nie liczyć drobnych usterek, najdotkliwszą stratą był kask. Co ciekawe, w czasie wypadku Robert miał go nie na głowie, ale na kierownicy. Mimo to pękł.
Doprowadzenie siebie i sprzętu do porządku zajęło Robertowi jakieś pół godziny. Nie powiedział mi ani jednego złego słowa, mimo że to ja byłem głównym sprawcą wypadku . Później też już nigdy do tego nie wracaliśmy. W końcu ruszyliśmy dalej.
Już pod koniec dnia zjechaliśmy z asfaltu na gruntówkę. Był to nasz świadomy wybór, bo mieliśmy dosyć jazdy główną drogą. Gruntówka okazała się być całkiem niezłą drogą - jechało się po niej niewiele wolniej niż po asfalcie. Niestety, gdy mijał nas jakiś samochód (całe szczęście rzadko), podnosił gęstą chmurę kurzu, która długo utrudniała oddychanie i ograniczała widoczność.
Tego dnia nie udało nam się rozbić nad wodą, z czego Robert był niezadowolony. Ja w sumie też, bo przyzwyczaiłem się do codziennych kąpieli po całym dniu jazdy. Wprawdzie do wody ( małego, płytkiego strumienia) mieliśmy kilkadziesiąt metrów to dojście było praktycznie niemożliwe: gęstwina była tak wielka, że bez maczety niesposób było się poruszać! Istna dżungla! lPeterowi zaś nie robiło to różnicy - przyznał się, że i tak ostatni raz mył się jakieś dwa tygodnie temu. I niestety było to czuć bardzo wyraźnie...
Rozbiliśmy się na zdziczałej łące pośród tegoż lasu. Trawa, która ją porastała była niesamowitych rozmiarów - sięgała nam do pasa. Ponieważ było dużo komarów, a mieliśmy pod ręką sporo suchego drewna, zafundowaliśmy sobie ognisko. Było całkiem sympatycznie, ale zmęczenie dniem spowodowało, że po godzinie poszliśmy spać.
201 (1037) km
Zobacz zdjęcia:
Łotwa
,
Polska
,
Litwa
,
Estonia
Łotwa - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj























