Z Norwich do Great Yarmouth baj bajk
Bunia Wyświetlono: 1784 razy 2005-10-19 09:43:31![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.24 (146 głosów) |
Niedluga, jednodniowa wycieczka przez malownicze (i błotniste) Norfolk Broads we wschodniej Anglii, zakończona moczeniem nóg w Morzu Północnym. I wcale nie trzeba miec dobrego roweru :)
Na rowerze? I to TAKIM rowerze? Niemożliwe...
A jednak!
Zbiórka 15.10.2005 godz. 8:30 pod Tesco w centrum Norwich. Krzyśki (tak, jest ich dwóch i obaj mają na imię Krzysiek, obaj studiują na AGH i są tu - tak jak ja - na wymianie w ramach Socratesa, w dodatku z jednym z nich chodziłam do liceum - świat jest mały :-) mieszkają na kampusie, ja w akademiku w centrum miasta, cała nasza trójka wkrótce po przyjeździe do Norwich poszła po rozum do głowy i zaopatrzyła się drogą kupna w "rowery" - cudzysłów wyraża tutaj dystans narratora do tego trochę na wyrost użytego rzeczownika; wiemy jednakże, jak się sprawy mają z kategoryzacją, a uważam, że bliżej im jednak do kategorii rower niż ruina. :-P
Rower/"rower" to tutaj niezwykle przydatna rzecz, szczegolnie kiedy trzeba dojezdzac na kampus na zajecia lub - w przypadku Krzysków - do supermarketu po FOOD, a nieszczególnie ma się ochotę płacić kierowcy autobusu 3 GBP za return ticket (!). Tym bardziej, że jest tu dosyć płasko, powiedziałabym nawet, że miejscami płasko jak przysłowiowy stół.
Odległość ok. 22mil (35km) po płaskim terenie wydała nam się do pokonania na naszych machinach, umówiliśmy się więc na sobotę.
Pod Tesco.
W rzeczonym supermarkiecie zaopatrzyliśmy się w niezbędny prowiant - głównie Snickersy i Tesco-Snickersy oraz niezastąpiony Tesco-energy drink o wdzięcznej acz uderzającej (kopytem) nazwie "Kick".
I pojechaliśmy.
Jechaliśmy lokalnymi drogami, unikając głównej szosy, która, choć prowadząca w kusząco prostej linii do Great Yarmouth, jest jednak dosyć ruchliwa i nieciekawa. Wybraliśmy w zamian kręte lokalne drogi przechodzące przez urocze w swojej angielskości wioski, osnute swojskim zapachem świeżego, jeszcze parującego krowiego łajna, często przyozdobione niczym koktajlową wisienką kilkusetletnim pubem bądź kościołem. Szczególne wrażenie zrobił na mnie (na chłopakach chyba też) St Mary's Church w Moulton - jeden z niewielu kościółków do którego dało się wejść i pooglądać na przykład fenomenalne freski z XIVw.
Początkowo tempo mieliśmy jak na Tour de Pologne i zakładaliśmy, że pokonamy cały dystans w jakieś dwie godziny - co z pewnością miałoby miejsce - gdyby nie lekka zmiana krajobrazu, a przede wszystkim nawierzchni...
Skończył się asfalt. Zaczęły się Norfolk Broads.
Norfolk Broads to rozległe mokradła i pastwiska poprzecinane siecią kanałów - większych i mniejszych (to moja niedoskonała definicja - po dokładniejszą odsyłam do Gugla ). TU TO DOPIERO ZROBIŁO SIĘ PŁASKO!! Do tego bezdrzewnie (tzn. bezleśnie, gdyż florę stanowią głównie trawy). Aż po horyzont widać było tylko łąki i pasące sie na nich setki owiec, krów i innych zwierząt hodowlanych.
| Oceń relację |
Wielka BrytaniaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju























