Nurkowanie podlodowe - Jezioro Narty, 2 i 9.03.2003
janusz1 Wyświetlono: 1323 razy 2005-10-14 20:30:44![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.49 (110 głosów) |
Na pierwszy weekend marca 2003 wybrałem się z grupą przyjaciół spróbować nowej specjalności nurkowej - nurkowania podlodowego. W niedziele 2 marca rano pojechaliśmy z Warszawy nad położone niedaleko Szczytna jezioro Narty, które znaliśmy już z wcześniejszych letnich nurkowań. Znajduje się ono tylko 200km od stolicy, niedaleko szosy na Gdańsk, można tam pojechać nawet na jednodniowy wypad.
http://www.fuw.edu.pl/~rosiek/photo/jr_photo.html
Nurkowania podlodowe są trudne i stosunkowo niebezpieczne, z uwagi na brak możliwości natychmiastowego wynurzenia się w sytuacji awaryjnej. A o tę nietrudno - przy bardzo zimnej wodzie może się łatwo zdarzyć na przykład zamarznięcie automatu oddechowego, prowadzące do bardzo szybkiej utraty powietrza w butli. Nawet jeżeli nie zdarzy się nic nieprzewidzianego, należy bardzo uważać, żeby nie stracić orientacji i możliwości powrotu do przerębli - nurkuje się przywiązanym do liny asekuracyjnej, kontrolowanej przez kolegów zostających na powierzchni. Z uwagi na te niebezpieczeństwa, nurkowania podlodowe wymagają sporego doświadczenia i zwielokrotnionej ilości ekwipunku.
Jeżeli chodzi o sprzęt stricte nurkowy, przygotowalismy się do przedsięwzięcia bardzo starannie. Już nad jeziorem pojawiła się jednak niespodziewana trudność. Zima 2002/03 była naprawdę ostra - silne mrozy utrzymywały się przez kilka tygodni i pokrywa lodu narosła do prawie metra grubości! A my nie wzięliśmy niestety piły tarczowej, jedynie siekierę. Wyrąbanie nią przerębli, nawet przy częstych zmianach rąbiącego, okazało się bardzo męczące. W dodatku gdy przebiliśmy się w końcu do wody, wypełniła ona wykutą wcześniej szczelinę i zaczęła na nas chlapać. Bylibyśmy kompletnie mokrzy jeszcze przed wejściem do wody (a nie da się rąbać w skafandrach, zbytnio krępują ruchy). Zrezygnowaliśmy więc i spróbowaliśmy rozwiązać sytuację inaczej - połowa ekipy pojechała do Szczytna kupować piłę, reszta wybrała się na objazd jeziora szukać gotowej przerębli.
Przerębel znalazła się szybciej niż piła, dokładnie na przeciwległym brzegu jeziora. Wycięła ją piłą mechaniczną inna para nurków, którzy jak przyjechaliśmy byli jeszcze w wodzie. Wyszli, a właściwie zostali wyciągnięci na lód przez towarzyszącą im dziewczynę, kilkanaście minut później i ponieważ nie planowali już kolejnych nurkowań, mogliśmy wykorzystać zrobioną przez nich dziurę. Leżące obok kawały lodu pokazywały jego naprawdę imponującą grubość.
Kolejną godzinę zajęło nam przygotowywanie sprzętu i zakładanie go na siebie. Miałem go tym razem na sobie naprawdę bardzo dużo - suchy skafander założony na gruby ocieplacz, suche rękawice i neoprenowy kaptur, na plecach podwójną butle 2x10l z dwoma niezależnymi automatami oddechowami, mniejszą 4-litrową butlę (tzw. pony) z kolejnym automatem na brzuchu, jako dodatkową rezerwę. Do tego jak zwykle pas balastowy, nóż, komputer nurkowy, potężną podwodną latarkę - razem ponad 60kg ekwipunku! Na powierzchni trudno się w tym było nawet poruszać, na szczęście w czasie nurkowania waga przestaje mieć znaczenie bo równoważy ją wyporność wody.
| Oceń relację |
PolskaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju




















