Wiosną 2002, przeglądając posty w grupie dyskusyjnej pl.rec.gory, natrafiłem na propozycję dołączenia do wyprawy na Chan Tengri, niezwykle piękny siedmiotysięcznik w paśmie Tien-Szan, na granicy Kirgizji i Kazachstanu. Ekspedycja miała atakować Chan Tengri od strony kirgiskiej, południowej. Od razu zapaliłem się do tego pomysłu - miałem za sobą ponad 20-letnie doświadczenie we wspinaczce i zaawansowanej turystyce w górach średnich rozmiarów, od Tatr po Kaukaz, nigdy jednak nie byłem jeszcze w wielkich górach typu himalajskiego. Po krótkiej korespondencji z autorem wiadomości, Marcinem Miotkiem, zdecydowałem się i w czasie następnych kilku miesięcy większość weekendów spędziłem na intensywnych przygotowaniach kondycyjnych w Alpach (było to możliwe jako że mieszkałem wtedy u ich podnóża, w Monachium). <br /><br><br />Do Kirgizji poleciałem w lipcu, ale niestety na szczyt nie wszedłem - przeziębiłem się tuż po dotarciu do bazy na lodowcu i wyleczenie się tam przy bardzo ciężkich warunkach życia okazało się niemożliwe. Ale nasza wyprawa jako całość odniosła sukces - z 5-osobowej ekipy Kinga Baranowska i Marcin Miotk zdobyli szczyt, Jankowi Dudarowskiemu i Marcinowi Hennigowi zabrakło do tego tylko 200m. Ja sam dotarłem jedynie w pobliże wysokości 5000m, mimo to nie mogę narzekać - zobaczyłem kawałek egzotycznej post-radzieckiej środkowej Azji i naprawdę przepiękne góry. Zapraszam do przeczytania relacji i obejrzenia zdjęć z wyprawy. <br />
Kirgizja 2002 - Podróż w góry


Janusz12005-10-14 19:22:21
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Już po zmierzchu wykupiliśmy resztki chleba na lokalnym bazarku - ciągle nie mieliśmy wystarczającej ilości pieczywa na długi pobyt w górach, na 5 osób i 2-3 tygodnie potrzebowaliśmy kilkudziesięciu bochenków! Po powrocie do schroniska zadzwoniliśmy jeszcze do lokalnego przedstawiciela Tien-Shan Travel i umówiliśmy się, że następnego dnia wcześnie rano przyjedzie po nas samochód i zabierze na lotnisko. To była niespodzianka - według pierwotnego planu pierwszy etap podróży w góry mieliśmy odbyć jeszcze po ziemi! Okazało się jednak, że helikopter normalnie przewożacy ludzi tylko wzdłuż lodowca przyleciał do miasta na przegląd i wracając może zabrać i nas. Dość podekscytowani położyliśmy się spać.
Rano samochód przyjechał zgodnie z zapowiedzią około 6-tej, czekaliśmy spakowani i gotowi, ciągle jednak nie mieliśmy zapasów chleba. Po drodze na lotnisko kierowca zawiózł nas do małęj piekarenki. Zasadniczo była jeszcze zamknięta, ale pracownicy wpuścili nas do środka i mieliśmy okazję nie tylko kupić dość pieczywa, ale jeszcze obejrzęć sam proces jego wyrobu. Zaprowiantowani dotarliśmy na lotnisko, gdzie stało kilka niewielkich samolotów i, przede wszystkim, "nasz" śmigłowiec. Wyładowaliśmy plecaki z busika i tak zaczęła się nasza niezapomniana przygoda z post-radziecką awiacją. Miny wydłużyły nam się od razu po obejrzeniu wnętrza maszyny - wystrój był niezwykle ascetyczny. Stos bagaży wrzuconych wcześniej przez innych lecących z nami alpinistów piętrzył się luzem całkowicie niezabezpieczony w tylnej części kabiny, nasze plecaki jeszcze go powiększyły. Za siedzenia dla pasażerów służyły dwie wąskie płócienne ławeczki pod ścianami, żadnych foteli, poręczy, nawet jakichkolwiek elementów wystających ze ścian, za które można by się schwycić w razie jakichś przechyłów. Oczywiście, pasów bezpieczeństwa dla pasażerów też nie dostrzegłem
...
Zobacz zdjęcia:
Kirgistan
Kirgistan - wybierz obszar, który cię interesuje:











































