• Relacji z podrózy: 17350
  • Zdjęć: 123141
  • Podróżników: 28724
  • Porad: 18793
  • Postów: 115536
  • Tematów: 10546

Kirgizja 2002 - Biszkek

janusz1 Wyświetlono: 1191 razy 2005-10-14 19:13:52
  Ocena:1.91 (192 głosów)


Wiosną 2002, przeglądając posty w grupie dyskusyjnej pl.rec.gory, natrafiłem na propozycję dołączenia do wyprawy na Chan Tengri, niezwykle piękny siedmiotysięcznik w paśmie Tien-Szan, na granicy Kirgizji i Kazachstanu. Ekspedycja miała atakować Chan Tengri od strony kirgiskiej, południowej. Od razu zapaliłem się do tego pomysłu - miałem za sobą ponad 20-letnie doświadczenie we wspinaczce i zaawansowanej turystyce w górach średnich rozmiarów, od Tatr po Kaukaz, nigdy jednak nie byłem jeszcze w wielkich górach typu himalajskiego. Po krótkiej korespondencji z autorem wiadomości, Marcinem Miotkiem, zdecydowałem się i w czasie następnych kilku miesięcy większość weekendów spędziłem na intensywnych przygotowaniach kondycyjnych w Alpach (było to możliwe jako że mieszkałem wtedy u ich podnóża, w Monachium).

Do Kirgizji poleciałem w lipcu, ale niestety na szczyt nie wszedłem - przeziębiłem się tuż po dotarciu do bazy na lodowcu i wyleczenie się tam przy bardzo ciężkich warunkach życia okazało się niemożliwe. Ale nasza wyprawa jako całość odniosła sukces - z 5-osobowej ekipy Kinga Baranowska i Marcin Miotk zdobyli szczyt, Jankowi Dudarowskiemu i Marcinowi Hennigowi zabrakło do tego tylko 200m. Ja sam dotarłem jedynie w pobliże wysokości 5000m, mimo to nie mogę narzekać - zobaczyłem kawałek egzotycznej post-radzieckiej środkowej Azji i naprawdę przepiękne góry. Zapraszam do przeczytania relacji i obejrzenia zdjęć z wyprawy.

http://www.fuw.edu.pl/~rosiek/photo/jr_photo.html

Po intensywnym cyklu przygotowań, wyleciałem z Monachium na moją pierwszą wyprawę w góry wysokie w piątek 26 lipca, o 13.05. W samą porę - przez ostatni miesiąc przed odlotem do Kirgizji chodziłem w Alpy już w każdy weekend, jak na szychtę do kopalni, niezależnie nawet od pogody. Wszedłem na kilka mniejszych oraz trzy niemal 4-tysięczne szczyty, Ortler, Gran Zebru i Wildspitze, ale też zaczynałem mieć trochę dosyć tej harówki, a najważniejszy cel był ciągle przede mną. Z ulgą więc spakowałem sprzęt i wsiadłem do Boeinga Aerofłotu. Do Moskwy leciałem sam, reszta ekipy startowała z Warszawy.

Z uwagi na zmianę strefy czasowej, ciągle jeszcze wczesnym popołudniem wysiadłem na Szermietiewie II, lotnisku którego szczerze nie znoszę - lądowałem tu wcześniej już kilkakrotnie i zawsze musiałem odstać w ciemnej, dusznej i zatłoczonej sali koszmarną kolejkę do kontroli paszportowej. Tym razem też nie było lepiej, straciłem czekając ze dwie godziny, a potem jeszcze następne dwie zanim przyjechał autobus wożący pasażerów do hali odlotów wewnętrznych, na trasach między dawnymi republikami radzieckimi. Przy okazji okazało się, że wiza rosyjska, którą zdobyłem w konsulacie w Monachium sporym nakładem czasu i kosztów, nie jest w ogóle potrzebna (nie mogę się jednak oprzeć żeby nie przytoczyć wrażeń z procesu jej uzyskiwania, spisywanych na gorąco w listach do kolegów). W końcu późnym popołudniem dostałem się do kolejnego samolotu, tym razem Iła 86, i tu spotkałem pierwszego współuczestnika naszej wyprawy, Janka Dudarowskiego - pozostali mieli lecieć dzień póżniej.

Lecieliśmy w różnych częściach samolotu, więc udało nam się porozmawiać osobiście dopiero po wylądowaniu w Biszkeku, stolicy Kirgizji (nazwa pochodzi jeszcze z czasów carskich, za ZSRR miasto przemianowano na Frunze). Dotarliśmy tam wykończeni o całkiem barbarzyńskiej porze, 1-szej w nocy, i oczywiście kłopoty dopiero się zaczęły. Aerofłot był uprzejmy zgubić mój bagaż, a ściśle rzecz biorąc bagaże mniej więcej 1/4 wszystkich pasażerów. Po paru nerwowych chwilach przyszedł do nas przedstawiciel przewoźnika i zaczął uspakajać, że to sytuacja całkowicie standardowa, zdaża się praktycznie codziennie, bagaże się na pewno znajdą, tylko trzeba wypełnić zgłoszenie ich zaginięcia. Wszyscy rzucili się do właściwego okienka i karnie sformowali ogonek, my oczywiście na końcu jako najmniej zorientowani i w dodatku poruszający się w ciężkich plastikowych butach (sandały miałem, ale w zagubionym plecaku). Procedura rejestracji okazała się przerażająco długa - jeden komputerowy terminal w który urzędnik Aerofłotu powolutku wstukiwał dane, plus papierowe formularze i oświadczenia do wypełnienia.
Strona:  1, 2, 3, 4


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
KirgistanWybierz obszar który Cię interesuje

KirgistanChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju