• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28284
  • Porad: 18790
  • Postów: 112579
  • Tematów: 10281

USA 1998 - Death Valley

janusz1 Wyświetlono: 433 razy 2005-10-12 00:16:24
  Ocena:3.00 (35 głosów)


W sierpniu 1998, tuż po powrocie ze wspaniałych wakacji w Laponii, zostałem zaproszony na przepracowanie miesiąca w Instytucie Fizyki Cząstek Elementarnych Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Cruz. Rok wcześniej po zakończeniu podobnej wizyty wybrałem się już w ramach prywatnych wakacji na Hawaje. Tym razem zdecydowałem się na szalony rajd po parkach narodowych południowo-zachodniej części USA. W ciągu tygodnia zrobiłem pętle o długości ponad 4000km: z San Jose na wschód w poprzek Kalifornii, Nevady i Utah aż pod granicę z Colorado, po czym na południe do Arizony i z powrotem na zachód do Los Angeles.
http://www.fuw.edu.pl/~rosiek/photo/jr_photo.html

Byłem tak zmęczony, że chętnie pospał bym nieco dłużej ale oczywiście słońce mi na to nie pozwoliło - około 8-mej samochód zaczął się nagrzewać jak puszka sardynek w mikrofalówce. Rozkleiłem po raz kolejny oczy, pozbierałem się, coś przekąsiłem i pojechałem w kierunku północnego krańca sławnej Death Valley, ostatniego ważnego etapu mojego rajdu przez Stany. Zamierzałem dostać się do jej wnętrza od północnego wschodu, boczną gruntową drogą idącą wąwozem Titus Canyon. Gdy jednak zajrzałem do budki strażników parku, żeby wziąć od nich ulotki informacyjne, powiadomili mnie że niedawne burzy zniszczyły drogę w wąwozie i jest ona chwilowo zamknięta dla ruchu. Wróciłem więc na normalną trasę, szosę nr. 374.

Po przekroczeniu bariery wzgórz otaczających Dolinę zatrzymałem się na pierwszym widokowym parkingu i uważnie przeczytałem długą listę ostrzeżeń na tablicy informacyjnej - temperatury mogą przekraczać 50C, należy więc pamiętać o zapasie wody, nakryciu głowy oraz NIGDY nie wyłączać silnika auta - przy takim upale może nie zapalić ponownie, a brak klimatyzacji może okazać się śmiertelnie groźny! Żeby mnie dodatkowo podnieść na duchu, dokładnie w momencie kiedy czytałem te zalecenia, przetoczył się obok mnie spory
ciągnik odholowujący z Doliny zepsuty wóz campingowy...

Lekko speszony pojechałem dalej, oglądając z szacunkiem pola soli majaczące w oddali. Zwiedzanie zacząłem od drugiego końca wąwozu Titus Canyon którym chciałem dostać się do Doliny. Ku memu zdumieniu, przed wlotem do niego stała cała karawana wielkich aut i spory tłumek ludzi! Okazało się, że była to prawdziwa ekipa filmowa z Hollywood. Ale żadnych gwiazd nie spotkałem - kręcili tylko tła (!) mające być wykorzystane w jakiejś pełnometrażowej kreskówce Disneya, niestety nie zapamiętałem jej tytułu. Strażnicy ekipy nie byli zbyt agresywni - dali mi zimną Colę i wpuścili bez problemu w głąb jaru. W obezwładniającym upale (chociaż jak na Death Valley podobno był to całkiem chłodny dzień, jedynie 42C!) przespacerowałem się kilkaset metrów żwirową drogą, po raz pierwszy z bliska oglądając skały fantastycznego geologicznego tygla jakim jest Dolina Śmierci. W rejonie Titus Canyon dominowała tonacja brunatno-czarna, ale z niezliczonymi wtrętami czerwonawymi, rudymi, żółtymi, białymi i wszystkimi pośrednimi. Szczególnie efektownie wyglądały mozaiki różnych minerałów powtapianych w siebie nawzajem, jedną z nich znajdującą się tuż nad ziemią uwieczniłem na zamieszczonym obok zdjęciu.

Po pożegnaniu się z ekipą filmową ruszyłem środkiem Doliny na południe, podziwiając po drodze wielkie pola soli zalegające jej płaskie dno.
Strona:  1, 2, 3, 4


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
Stany ZjednoczoneWybierz obszar który Cię interesuje

Stany ZjednoczoneChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju