USA 1998 - Grand Canyon - Zion Canyon - Las Vegas
janusz1 Wyświetlono: 1181 razy 2005-10-12 00:06:25![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.88 (78 głosów) |
W sierpniu 1998, tuż po powrocie ze wspaniałych wakacji w Laponii, zostałem zaproszony na przepracowanie miesiąca w Instytucie Fizyki Cząstek Elementarnych Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Cruz. Rok wcześniej po zakończeniu podobnej wizyty wybrałem się już w ramach prywatnych wakacji na Hawaje. Tym razem zdecydowałem się na szalony rajd po parkach narodowych południowo-zachodniej części USA. W ciągu tygodnia zrobiłem pętle o długości ponad 4000km: z San Jose na wschód w poprzek Kalifornii, Nevady i Utah aż pod granicę z Colorado, po czym na południe do Arizony i z powrotem na zachód do Los Angeles.
http://www.fuw.edu.pl/~rosiek/photo/jr_photo.html
Jedną z szeroko znanych atrakcji Wielkiego Kanionu jest obserwacja wschodu słońca nad jego majestatycznymi zerwami. Koniecznie chciałem to zobaczyć, ale wstanie o 4 rano okazało się nietrywialnym problemem - zaczynałem już być naprawdę wykończony intensywnością mojej podróży. Z dużym wysiłkiem pozbierałem się jakoś, złożyłem biwak, przekąsiłem kanapkę i w ciągle głębokich ciemnościach pojechałem na Imperial Point, najwyżej położony punkt w całym parku narodowym Grand Canyon - ponad 2500m nad poziomem morza. Ku memu zaskoczeniu, nie zastałem tam żywej duszy, podczas gdy z przewodnika wynikało że jest to najpopularniejsze miejsce porannych spotkań fotografów i miłośników pięknych widoków. Co więcej, ciemności jakoś wcale nie chciały się rozwiać, chociaż dochodziła już prawie 5-ta... Mimo nieludzkiej pory zdobyłem się na wysiłek intelektualny i wymyśliłem co się stało - przekraczając granicę Utah i Arizony zmieniłem też strefę czasową i w rzeczywistości całkiem bez sensu obudziłem się o godzinę za wcześnie! Wściekły przestawiłem budzik w zegarku i zadrzemałem na siedzeniu auta. Gdy obudziłem się ponownie, zebrała się już grupka turystów, plus jeden zawodowy fotograf z wielkim Rolleiflexem. Rozstawiłem także swój statyw i zaczęliśmy obserwować horyzont. Przez kilka minut było się naprawdę bardzo pięknie - głębokie cienie na skałach Kanionu zaczęły przechodzić w brązy i czerwienie, jaśniejące szybko do pomarańczy i złota. Niestety, niemal natychmiast ze wschodem słońca zaczęła się też pogarszać widoczność - podniosła się mgiełka zamazująca kontury odleglejszych formacji. Wszyscy w pośpiechu pstryknęliśmy po kilkanaście ujęć i po pół godzinie parking zaczął pustoszeć.
Z Imperial Point pojechałem wspaniałą widokowo drogą Cape Royal Road, poprowadzoną wzdłuż krawędzi Kanionu do kolejnych punktów widokowych Walhalla Outlook, Angel's Window i samego Cape Royal. Turystów spotykałem stosunkowo niewielu - najwyraźniej szczyt sezonu w tych okolicach nie obejmował już września. Za to przy parkingach kręciło się sporo zupełnie niepłochliwych zwierzaków - głównie saren, ale widziałem też jakieś szaraki i jeże.
Około południa zachmurzyło się trochę i widoczność pogorszyła się jeszcze, ale widoki pozostały spektakularne - każda z mijanych przeze mnie kilkunastu bocznych depresji wiodących do środka Kanionu przerastała ogromem dowolną z tatrzańskich dolin! Zmieniał się także kształt formacji geologicznych dominujących nad wąwozami - spiczaste wierzchołki z okolic centrum turystycznego zmieniły się po kilkunastu kilometrach w płasko ścięte piramidy.
| Oceń relację |
Stany ZjednoczoneWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju



















