Kilkanaście dni to stanowczo za mało, by poznać Wenezuelę. Wystarczająco długo, by ją pokochać.
Kakao, bawoły i zatoki piratów

Marzena2003-11-22 12:53:24
Wyświetlono razy (ostatnio: )
po kilkudniowej fermentacji wysypywane są ziarna, które po kilkudziesięciogodzinnym suszeniu nadają się już do mielenia. Nie potrzeba żadnych pieców. “Suszarnie” to w zależności od zamożności plantacji: platformy, tarasy, schody, a nawet asfaltowe drogi. Ze zmielonych owoców formuje się bryły wysyłane przede wszystkim do Europy. Na 150-hektarowej plantacji pracuje zaledwie kilka osób, w porze zbiorów właściciel zatrudnia dodatkowo trzech, pięciu robotników. Filiżanka gorącego napoju kończy wizytę w kakaowo - palmowym lesie.
Wioski, które mijamy są coraz bardziej egzotyczne. Nie spotykamy już murowanych domów, zastąpiły je chaty zbudowane z bambusów, liści palmowych, trzciny cukrowej. Teren znów staje się górzysty, droga coraz węższa i bardziej kręta. Kierowca głośno dziękuje Bogu, że nie pada. W czasie deszczu nie sposób podjechać pod strome góry. Jakby na zawołanie, z nieba lunęło. Znajdujemy się na szczycie. Zatrzymujemy się i z przerażeniem patrzymy na drogę, która coraz bardziej przypomina rwący potok. Wolałabym raczej iść piechotą, ale... zza chmur wyszło słońce. W tym kraju ulewa mija tak szybko, jak się zaczyna. Z liści kapie woda, a słońce przygrzewa tak mocno, że szybko chronimy się w naszym busiku - lodówce. Powoli ruszamy dalej.
Zbliżamy się do wybrzeża. Ze wzgórz oglądamy cudowne zatoki porośnięte palmami, z szerokim białym pasem plaż i turkusową wodą. Widok graniczący z kiczem. Przypominają mi się filmy o piratach. To w takich zatokach, za skałami ukrywali swoje statki pełne skarbów. Niebezpieczną, stromą ścieżką wijącą się wśród tropikalnej dżungli schodzimy na plażę. Chwytamy się każdego korzenia, każdej gałęzi, ale i tak co chwilę ktoś z nas przewraca się i zjeżdża w dół podcinając nogi osoby idącej z przodu. Gdy stajemy na plaży, przez kilkanaście minut nie przestajemy się śmiać - oblepieni błotem, liśćmi, gałęziami mało przypominamy cywilizowanych Europejczyków. W ubraniach wbiegamy do ciepłego morza.
W jednej z zatok na Półwyspie Paria o egzotycznej nazwie Pui-Pui czuliśmy się jak jedyni mieszkańcy tej krainy. Nocleg w bungalowach ukrytych w tropikalnym lesie graniczącym z plażą, kąpiel w ciepłym morzu przy blasku księżyca to chwile, których nigdy nie zapomnę.
Przepięknych rajskich zatok widzieliśmy na wenezuelskim wybrzeży jeszcze wiele. Ich ogromną zaletą jest to, że nad plażą nie górują betonowe hotele, nie przecinają ich drogi pełne głośnych samochodów. W urokliwych miejscach można znaleźć ciszę, spokój i nie skalaną ręką hotelowych biznesmenów naturę. Wenezuela, wyłączając pełną turystów wyspę Margarita, to wciąż dziewicze tereny. Sytuacja wynika z faktu, iż do niedawna, gdy czerpano ogromne dochody z przemysłu naftowego, nie myślano o rozwoju tutejszej turystyki. Pracujących Wenezuelczyków stać było na wakacyjne wyjazdy na Florydę czy Dominikanę. Gdy w połowie lat osiemdziesiątych ceny ropy gwałtownie spadły, zaczęto szukać innych sposobów zarobkowania. Niskie ceny, przepiękne plaże, ciepły, wilgotny klimat zaczynają przyciągać coraz więcej turystów, także z Europy.
>moje opowieści...
Zobacz zdjęcia:
Wenezuela
Wenezuela - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj

























elza, 2007-11-17 22:22:07