Relacja z podróży do Azji - Tajlandia
andw Wyświetlono: 1450 razy 2005-09-28 01:07:45![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.95 (64 głosów) |
Relacja z podróży do Azji w 2004 roku
http://arete.ibb.waw.pl/private/wierzbicki/
21 sierpnia 2004 roku, sobota, Tajlandia, Bangkok
31 dzień podróży
Znowu o świcie pobudka. Jedziemy na dworzec autobusowy, wsiadamy do mocno rozklekotanego autobusu i ruszamy. Wszystkie plecaki i bagaże poukładane są w przejściu od samego początku do końca więc wychodzenie z autobusu na postojach odbywa się metodą małpiego skakania. Na granicy wszystko przebiega sprawnie i jesteśmy w Tajlandii. Pakujemy się do starej ciężarówki i jedziemy do miejsca, skąd ma nas zabrać autobus do Bangkoku. Stolica wita nas ulewnym deszczem i mimo że to dopiero 20.00, jest już bardzo ciemno. Prawie nic nie widać i szybko się gubimy. Bierzemy więc tuk – tuka i jakoś docieramy do guesthousu „My home” poleconego przez Austriaka z chińskiego pociągu.
22 sierpnia 2004 roku, niedziela, Tajlandia, Bangkok
32 dzień podróży
Od samego rana szukaliśmy biletów lotniczych do Polski. Bardzo szybko okazało się jednak, że nie ma żadnej szansy na kupno tanich biletów i że będziemy mieć szczęście, jeśli znajdzie się coś za 500 $. Koniec końców wpisaliśmy się na listę oczekujących na trzy różne samoloty, wpłaciliśmy zaliczkę 10 tysięcy batów (1$ = 40 batów) i zdaliśmy się na los. Potem poszliśmy na przystań, żeby zorientować się, jak pływają statki. Dziś niedziela, więc chcielibyśmy pójść do kościoła, a ponieważ jest dość daleko, najłatwiej byłoby dostać się tam jakimś środkiem transportu. Na tuk-tuka nas nie stać, trasy autobusów są tak skomplikowane, że nie mamy żadnych szans ich rozszyfrować, pozostaje więc rzeka. Statek przypływa bardzo szybko i za 10 batów płyniemy. Wysiadamy na przystanku Oriental i bardzo szybko znajdujemy katolicki kościół. Msza jest dopiero za dwie godziny więc idziemy na spacer po okolicy. Z mszy znowu rozumiemy tylko amen i alleluja. Wieczorem idziemy na Khao San Road, zaliczamy obowiązkowy o tej porze deszcz i wracamy do hotelu.
23 sierpnia 2004 roku, poniedziałek, Tajlandia, wyspa Koh Samet
33 dzień podróży
Pobudka o 6.30, śniadanie i busik. Po kilku godzinach jazdy i przygodzie z silnikiem, ledwo ciągnąc dojeżdżamy do Ban Phe. Idziemy do przystani i wsiadamy do rozwalającego się stateczku. Kołysze dość mocno, ale szybko dopływamy do niewielkiej wysepki Koh Samet. Na miejscu za 200 batów od osoby kupujemy bilety wstępu, bo cała wyspa to park narodowy. W małej i sympatycznej zatoczce wynajmujemy stojący na plaży bungalow (400 batów za noc), chwilę odpoczywamy i idziemy na wycieczkę do miasteczka.
24 sierpnia 2004 roku, wtorek, Tajlandia, wyspa Koh Samet
34 dzień podróży
W nocy słyszeliśmy szum morza, coś fantastycznego. Po śniadaniu idziemy się kąpać.
| Oceń relację |
TajlandiaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju




















