Relacja z podróży do Azji - Mongolia i Chiny
andw Wyświetlono: 1849 razy 2005-09-28 00:42:41![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.09 (45 głosów) |
Relacja z podróży do Azji w 2004 roku
http://arete.ibb.waw.pl/private/wierzbicki/
31 lipca 2004 roku, sobota, Rosja – Mongolia
10 dzień podróży
Pobudka o 4.00 nad ranem, śniadanie i do zwykłej już poczekalni w oczekiwaniu na pociąg do Pekinu. Na dworze jest po prostu lodowato, a pociąg spóźnia się ponad pół godziny. Wreszcie wsiadamy. Tym razem jest to pociąg chiński więc wygląda trochę lepiej niż rosyjski, którym przyjechaliśmy z Moskwy. Niestety nie oznacza to, że jest fajniejszy, tym bardziej, że jedziemy klasą typu „kupiejny” czyli w przedziale czteroosobowym, a nie jak poprzednio cały wagon „na kupie”. Razem z nami jedzie para Anglików, oni na dole, a my na górze. Szybko zaczynam czuć się jak święty Szymon Słupnik. Z każda godziną zmieniają się widoki, ale przez pierwszych pięć godzin jechaliśmy wzdłuż Bajkału, potem zaczął się step i straszny upał.
1 sierpnia 2004 roku, niedziela, Mongolia – Chiny
11 dzień podróży
Do Mongolii wjechaliśmy o 1.00 w nocy. W sumie na granicy spędziliśmy sześć godzin, ale piękny był widok, kiedy jeszcze w Nauszkach konduktorzy zaczęli pucować pociąg. W Ułan Bator byliśmy o 8.00 rano. Tu wysiedli nasi Anglicy, a wsiedli dwaj Chińczycy. Ja niestety znów czuję się gorzej, ale za to widoki wiele rekompensują. Pustynia Gobi super fajna. Dużo jurt, stada koni i wielbłądów. O 19.00 byliśmy na granicy. Mongolska odprawa trwała dwie godziny, potem zaczęła się chińska. Ja mam ponad 38˚ C, a Chińczycy, którzy ciągle boją się SARSa, wszystkim mierzą temperaturę. Odpowiednio wcześniej połykam paracetamol, temperatura spada do 37˚ C i termometr na podczerwień nic nie wykrywa. Dostajemy też do wypełnienia jakieś kartki w dwujęzycznej wersji tj. po mongolsku i po chińsku. No cóż, mimo szczerych chęci nigdy ich nie wypełnimy więc oddajemy puste. W Chinach jesteśmy tuż po północy.
2 sierpnia 2004 roku, poniedziałek, Chiny, Pekin
12 dzień podróży
Około południa z bólem serca zwlekliśmy się z łóżek, ale nie można było pozwolić, aby przepadły talony na obiad, które wczoraj wieczorem obcokrajowcom rozdawali konduktorzy. Spacer do wagonu restauracyjnego trwał w nieskończoność, ale przy okazji mogliśmy zobaczyć, jak wyglądają wagony pierwszej klasy. Przedziały dwuosobowe z fotelem i telewizorem, straszna nuda. Obiad nie był zbyt wykwintny, ale zawsze to chińskie jedzenie, a Andrzej miał pierwszą lekcję jedzenia pałeczkami. Kiedy wróciliśmy do swojego wagonu, zastaliśmy konduktora przy wielkich porządkach, w końcu dojeżdżamy do stolicy, głośniki huczące chińską muzyką i naszych sąsiadów w zdecydowanie lepszych humorach. Krajobraz też jest typowo chiński, mnóstwo pól ryżowych i kukurydzianych, a nawet Wielki Mur, który możemy przez chwilę podziwiać. W Pekinie byliśmy około 15.00.
| Oceń relację |
MongoliaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju




















