Rumunia – Marmarosze 2001
andw Wyświetlono: 836 razy 2005-09-27 23:51:16![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.79 (56 głosów) |
Relacja z wyjazdu w Marmarosze w 2001 roku
http://arete.ibb.waw.pl/private/wierzbicki/
26 lipca 2001 Marmarosze
Przez całą noc padało i rano też nie było lepiej. Spaliśmy bardzo długo i dopiero przyparci do muru późną godziną ugotowaliśmy śniadanie na epigazach. Cały dzień szliśmy świetną drogą, trawersując chyba wszystkie możliwe szczyty.Ponieważ ciągle padało, drugie śniadanie zjedliśmy w krzakach. Kilkaset metrów dalej natykamy się na duży dom o nieustalonej funkcji. My wykorzystaliśmy go jako źródło wrzątku na herbatę. Dalej zeszliśmy na niską przełęcz, weszliśmy na następną górę i rozbiliśmy namioty wśród kosodrzewiny koło stanowiska strzeleckiego z jakiejś dawnej wojny. Na chwilę pojawiła się nawet namiastka widoku. Niestety wody też było jak na lekarstwo i właściwie tylko w postaci paskudnego bajorka. Udaliśmy się więc na poszukiwania jakiegoś źródełka. Potem obiad, śpiewy, panika niedźwiedziowa i już spaliśmy.
27 lipca 2001 Kosówka
Niedźwiedź, jeśli był w nocy, to doskonale zatarł po sobie ślady. Na śniadanie wypiliśmy wodę z bajorka (wszyscy żyją). Po załagodzeniu wszystkich kryzysów, które były do załagodzenia tego ranka, wyruszyliśmy. Przez kosówkę mieliśmy iść tylko kilkanaście minut. Te pierwsze kilkanaście minut było nawet fajne. Drugie, trzecie, piąte, piętnaste i każde następne było już straszne. Zwarte zarośla kosówki o bardzo giętkich gałęziach, akurat takiej wysokości, żeby najtrudniej się szło, dwudziestokilowe plecaki, mgła i mżawka – to było zabójcze połączenie. Najmniejsza ścieżynka była szczytem naszych marzeń. W kulminacyjnym momencie Agusia rzuciła doskonały pomysł: żeby przed nocą dotrzeć na przełęcz, trzeba ruszyć biegiem. Wywołało to ogromny przypływ radości. Na szczęście, tak jak wszystko na tym świecie, kosówka też się skończyła. Namioty rozbiliśmy na jakimś pastwisku, a na obiad, w pobliskiej stynie kupiliśmy owcze produkty: bryndzę, urdu i śmietanę. Smak rumuńskich serów, a raczej ich brak smaku, trudno z czymś porównać. Tego dnia widzieliśmy po drodze norę niedźwiedzia. Wieczorem obiad w towarzystwie owiec, kóz i pasterzy.
28 lipca 2001 Marmarosze
Rano żegnamy Gracjanę, Agusię i Pawła, którzy wracają do Kraju. Celem reszty grupy jest Torojaga. Pada deszcz i nic szczególnego się nie dzieje. Konwersujemy z kolejnymi pasterzami i kupujemy kolejne sery. U stóp Torojagi dopada nas grupowe załamanie i w mniszym milczeniu rozbijamy namioty. Na chwilę pojawia się nawet kawałek widoku . Jednak wspomnienie kosodrzewiny jest ciągle żywe i jesteśmy strasznie rozmemłani. Nadal niewiele się odzywając rozpalamy ognisko, robimy kolację, suszymy mokre buty i skarpetki. Nasze ubrania powoli zaczynają pachnieć wędzonką.
29 lipca 2001 Torojaga
Rano wita nas mgła.
| Oceń relację |
WęgryWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju




















