Tybet
Kinga Wyświetlono: 2441 razy 2003-11-20 16:34:57![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.21 (43 głosów) |
Kilka dni z pamiętnika Kingi ... tych dni, które spędziliśmy w Tybecie...
...wybrane fragmenty...
29 kwiecien 2003
Chopin budzi mnie mówiąc, ze już świta. No to nic nie wyszło z nocnej wyprawy. Ale trzeba spróbować. Pakujemy szybko rzeczy i idziemy rozejrzeć sie, którędy najlepiej pójść. Jest już za jasno, aby próbować za murkiem wzdłuż drogi tuz przy szlabanie. Teraz musimy obejść sporym lukiem cala wioskę i wyjść na drogę z jej drugiej strony. tyle, ze nie jest to proste zadanie biorąc pod uwagę jej położenie. Z jednej strony drogi piętrzy sie pasmo stromych, skalistych gór. Z drugiej strony podobnie strome zejście prowadzi przez wioskę w dół wąwozu.
(...)
Niewielka chatka przy samej drodze okazuje sie być mieszkankiem i sklepikiem prowadzonym przez dwóch mnichów. Nie tylko dają nam gorącej wody, ale gestami zapraszają do środka, aby ogrzać sie przy piecyku w oczekiwaniu na stopa. Kupujemy z ich sklepiku trochę orzeszkow ziemnych i korzystamy z zaproszenia. Mnisi pomagają nam zatrzymać nadjeżdżającą ciężarówkę. Niestety tez miejsce tylko na pace, tym razem na workach ze zbożem. Znowu zaczyna zacinać deszcz i kiedy zostajemy wysadzeni na obrzeżach jakiejś wioski jesteśmy przemoczeni. Idziemy do przodu, ale ze siąpiący deszcz nie ustaje, wchodzimy zapytać sie o schronienie w pierwszym napotkanym domu niedaleko drogi.
Tybetanskie domy w tej okolicy sa biale i potezne. Teraz widzimy dlaczego. Caly dol zajmuja zwierzeta - jaki i kozki o wlochatej, gestej, owczej siersci. Nie ma drzwi, aby zapukac, wchodzimy wiec po stromych, drewnianych schodach na pietro, gdzie w przestronnym, ciemnym pomieszczeniu zastajemy grzejaca sie wokol piecyka rodzinke. Sa dosc zszokowani przez chwile na nasz widok, ale zapraszaja przed piecyk, podajasc niskie stoleczki. Tylko mezczyzna, jako jedyny z calej rodzinki zna kilka slow po chinsku. Kobieta przedaca welne mowi do nas po tybetansku, ale nie wiemy nawet jak jej powiedziec, ze to nasz pierwszy tu dzien i nie rozumiemy. Dwie corki i najmlodszy, kilkuletni synek tylko na nas patrza i sie nie odzywaja. Przyjmujemy z wdziecznoscia goraca herbate. Tylko - niespodzianka - nie jest slodka, a... slona. Na szczescie bez jaczego mleka. Wysuszywszy sie i ogrzawszy dziekujemy i wychodzimy na droge przed dom, aby sprobowac zlapac cos do niedalekiego juz miasteczka Markam, ale nic juz dzis nie przejezdza, wiec konczy sie na tym, ze spedzimy noc u goscinnej rodzinki.
(...)
30 kwiecien 2003
Pierwsza rzecz z rana - rozpalenie piecyka. Sniadanie identyczne jak wczorajsza kolacja. Srednia, okolo osmioletnia corka wybiera sie do szkoly. Starsza, moze dwunastoletnia chyba juz zakonczyla edukacje. Rodzice sa niepismienni co sie okazuje, kiedy Chopin pokazuje im swoje buddyjskie teksty w tybetanskim jezyku. Ogladam podreczniki wybierajacej sie do szkoly dziewczynki.
| Oceń relację |
Komentarze
TybetWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju



























Kochana Kinga, zostały po Tobie piękne słowa i zdjęcia...