Międzynarodowe zawody rowerowe o mistrzostwo Barlinka w kolarstwie górskim Barlinek 21.08.2004 r.
bikerszymon Wyświetlono: 494 razy 2005-09-23 20:58:44![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.91 (56 głosów) |
Barlinek 21.08.2004 r.
To był chyba mój pierwszy maraton z blatu, no może prawie z blatu, bo niestety raz musiałem użyć środkowej zębatki :-) Ale zaczynę od początku... Zawody były dość słabo rozreklamowane i gdyby nie Rafał, pewnie bym o nich nie wiedział. Z tego powodu do Barlinka nie zawitało zbyt wiele osób. W większości byli to ludzie z okolicy. Patrząc na mapę domyślałem się, że będzie raczej jazda po płaskim. Trasę wytyczono w całości po szerokich leśnych drogach, a z relacji znajomego wynikało że na całej pętli były najwyżej 3 nieco dłuższe (kilkaset metrów) podjazdy. Taktyka była więc prosta - złapać koło dobremu zawodnikowi i nie puścić. Start i biuro zawodów zlokalizowano w bardzo ładnym ośrodku nad brzegiem jeziora. Zapisaliśmy się i poszliśmy szykować się na start. W czasie napełniania bidonów okazało się, że zakupiony przez mojego tatę napój, kolorem, zapachem i smakiem do złudzenia przypomina niebieski płyn do napełniania kibli TOI-TOI. Trochę się zmartwiłem, czy zdołam to w ogóle wypić, ale pomyslałem sobie że jak będę zmęczony to i tak będzie mi wszystko jedno. Jakieś pół godziny przed startem nastąpiła odprawa techniczna. Dowiedzieliśmy się że są 4 rundy, każda po 19 km i dodatkowo jeszcze runda honorowa o długości 10 km. Na każdej rundzie miał być 1 bufet. Po pewnym czasie ustawilismy się przy bramie ośrodka i czekaliśmy na start. Jakieś 10 minut przed sygnałem startu poczułem nagłą ochotę na wizytę w toalecie. Stwierdziłem że w 10 minut spokojnie się uwinę (błąd) i poleciałem do kibla zostawiając rower Arkowi. Siedząc w przytulnym zaciszu drewnianej latryny usłyszałem w oddali coś w stylu "Pierwsze międzynarodowe zawody rowerowe o puchar Barlinka uważam za otwarte...", a potem jeszcze "Zawodniku z numerem 110, proszę się pośpieszyć!". Właśnie wystartował wyścig a ja siedziałem na klopie. Wyleciałem biegiem z kryjówki i z kaskiem w dłoni pobiegłem na start. Oczywiście nikogo juz nie było. Wysłuchałem wskazówek jak dogonić peleton i ruszyłem. Przejechałem żwirową drogę nad jeziorem, minąłem rondo w mieście i zacząłem doganiać sporą grupę rowerzystów. Na szczęście był to dopiero start honorowy, więc toczyli się jakieś 20 km/h. Całe szczęście że to nie Bikemaraton, bo tam po starcie honorowym peleton nie schodzi poniżej 40 km/h. W międzyczasie zauważyłem, że licznik nie działa. Zrobiłem mały postój, poprawiłem czujnik i jeszcez raz dogoniłem zawodników. Przecisnąłem się do przodu. Byli tam już Rafał, Remek, Andrzej i Arek. W naszych nowych ciuszkach łatwo było ich wypatrzyć. Jechaliśmy kawałek szosą, a następnie skręciliśmy ostro w lewo na polną drogę. Miejscami była dość śliska mokra trawa, na jednym ze zjazdów ktoś nawet się wyciął. Atmosfera zaczęła się robić odrobinę nerwowa, każdy chciał być na starcie ostrym jak najbardziej z przodu.
| Oceń relację |
PolskaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju













