Szlakiem Inków
crazytrails Wyświetlono: 1496 razy 2003-11-20 15:42:23![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.41 (91 głosów) |
Turysci z kolorowymi, wypchanymi plecakami i kolorowo ubrani tubylcy z wszelakiego rodzaju pakunkami wypchanymi roznego rodzaju dobrem. Druga klasa pociagu do Quillabamba jest tak zatloczona, ze z trudem udaje mi sie znalezc wolny kat. Wciskam plecak pomiedzy siedzenia i sadowiac sie na nim z zainteresowaniem obserwuje goraczkowo krzatajacych sie dookola mnie ludzi. Juz w kilka minut po odjezdzie w wagonie pojawiaja sie, glosno oznajmiajac swoje przybycie, sprzedawcy sniadaniowych przysmakow i nieodzownej herbaty z lisci coca. Z podziwem i lekkim zaniepokojeniem przygladam sie ich zrecznym manewrom czajnikami z wrzatkiem, tuz nad glowami pasazerow. Pare kubkow herbaty umila znacznie ponad 3 godzinna podroz.
Turysci z kolorowymi, wypchanymi plecakami i kolorowo ubrani tubylcy z wszelakiego rodzaju pakunkami wypchanymi roznego rodzaju dobrem. Druga klasa pociagu do Quillabamba jest tak zatloczona, ze z trudem udaje mi sie znalezc wolny kat. Wciskam plecak pomiedzy siedzenia i sadowiac sie na nim z zainteresowaniem obserwuje goraczkowo krzatajacych sie dookola mnie ludzi. Juz w kilka minut po odjezdzie w wagonie pojawiaja sie, glosno oznajmiajac swoje przybycie, sprzedawcy sniadaniowych przysmakow i nieodzownej herbaty z lisci coca. Z podziwem i lekkim zaniepokojeniem przygladam sie ich zrecznym manewrom czajnikami z wrzatkiem, tuz nad glowami pasazerow. Pare kubkow herbaty umila znacznie ponad 3 godzinna podroz.
Nie bedac do konca pewien czy to prawidlowy przystanek, ponaglany wesolymi okrzykami wspolpasazerow, wyskakuje z pociagu. Pociag zatrzymuje sie tylko na kilka sekund, trzeba sie spieszyc-uswiadamiaja mnie. Z ulga zauwazam rozciagnieta wzdluz torow grupke ludzi z plecakami. To jednak tutaj- "88 kilometr" - najpopularniejsze miejsce startu "Szlaku Inkow". Po uiszczeniu 17 dolarow oplaty przechodze mostem na druga strone rzeki Urubamba, gdzie zaczyna sie pierwszy odcinek (okolo 7 km), prowadzacy do wioski Huayllabamba (2750 m. npm).
Po osiagnieciu wioski szlak skreca ostro w prawo gdzie trzeba zmierzyc sie z dlugim, ostrym podejsciem poludniowym brzegiem rzeki Llullucha. Przygnieciony plecakiem, pocac sie jak cholera powoli nabieram wysokosci. Cale szczescie, ze spore odcinki trasy prowadza lasem gdyz upal nieznosny. Zaczyna sie sciemniac gdy moim oczom ukazuje sie wylot trawiastej doliny i (niestety) sporego (okolo 30) miasteczka namiotow. Na moj widok podrywa sie tragarz z kubkiem herbaty, traci jednak zainteresowanie mna dosc szybko widzac moj plecak i wnioskujac slusznie, ze nie jestem partia jego "zorganizowanej grupy" ( "zorganizowani" nie musza trudzic sie targaniem wlasnych gratow). Rozbijam namiot jakies 200 metrow powyzejnamiotowej "osady", w miejscu skad mam doskonaly widok na gorne pietro doliny i zamykajaca go, ginaca teraz w mglach przelecz Warmiwanusca (4198 m. npm).
Budze sie drzac z zimna. Na zewnatrz szary i mglisty poranek. Temperatura spadla w nocy chyba ponizej zera. Wmuszam w siebie kawalek chleba i dziwnie wygladajacego, ale calkiem przyzwoitego w smaku sera, ktory kupilem na bazarze w Cuzco. Po godzinie szybkiego marszu wychodze wreszcie ponad mgly. Cudowny widok. Wypelniona mgla dolina otoczona wysokimi (okolo 6 000 metrow), osniezonymi szczytami. Jeszcze jedna godzina i osiagam przelecz Warmiwanusca, najwyzej polozony punkt "Szlaku Inkow". Teraz juz tylko w dol... no nie zupelnie. Po dlugim i nudnym zejsciu w doline i przekroczeniu rzeki wspinam sie na druga przelecz (3998 m.npm), zatrzymujac sie po drodze przy owalnych ruinach Runturacay. Tuz pod przelecza dogania i mija mnie karawana tragarzy. Wielkosc i (prawdo podobnie) ciezar pakunkow na ich plecach wzbudza podziw.
| Oceń relację |
ChileWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju





















