Turysci z kolorowymi, wypchanymi plecakami i kolorowo ubrani tubylcy z wszelakiego rodzaju pakunkami wypchanymi roznego rodzaju dobrem. Druga klasa pociagu do Quillabamba jest tak zatloczona, ze z trudem udaje mi sie znalezc wolny kat. Wciskam plecak pomiedzy siedzenia i sadowiac sie na nim z zainteresowaniem obserwuje goraczkowo krzatajacych sie dookola mnie ludzi. Juz w kilka minut po odjezdzie w wagonie pojawiaja sie, glosno oznajmiajac swoje przybycie, sprzedawcy sniadaniowych przysmakow i nieodzownej herbaty z lisci coca. Z podziwem i lekkim zaniepokojeniem przygladam sie ich zrecznym manewrom czajnikami z wrzatkiem, tuz nad glowami pasazerow. Pare kubkow herbaty umila znacznie ponad 3 godzinna podroz.
Szlakiem Inków
Crazytrails2003-11-20 15:42:23
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 2 głosów oddanych
Turysci z kolorowymi, wypchanymi plecakami i kolorowo ubrani tubylcy z wszelakiego rodzaju pakunkami wypchanymi roznego rodzaju dobrem. Druga klasa pociagu do Quillabamba jest tak zatloczona, ze z trudem udaje mi sie znalezc wolny kat. Wciskam plecak pomiedzy siedzenia i sadowiac sie na nim z zainteresowaniem obserwuje goraczkowo krzatajacych sie dookola mnie ludzi. Juz w kilka minut po odjezdzie w wagonie pojawiaja sie, glosno oznajmiajac swoje przybycie, sprzedawcy sniadaniowych przysmakow i nieodzownej herbaty z lisci coca. Z podziwem i lekkim zaniepokojeniem przygladam sie ich zrecznym manewrom czajnikami z wrzatkiem, tuz nad glowami pasazerow. Pare kubkow herbaty umila znacznie ponad 3 godzinna podroz.
Nie bedac do konca pewien czy to prawidlowy przystanek, ponaglany wesolymi okrzykami wspolpasazerow, wyskakuje z pociagu. Pociag zatrzymuje sie tylko na kilka sekund, trzeba sie spieszyc-uswiadamiaja mnie. Z ulga zauwazam rozciagnieta wzdluz torow grupke ludzi z plecakami. To jednak tutaj- "88 kilometr" - najpopularniejsze miejsce startu "Szlaku Inkow". Po uiszczeniu 17 dolarow oplaty przechodze mostem na druga strone rzeki Urubamba, gdzie zaczyna sie pierwszy odcinek (okolo 7 km), prowadzacy do wioski Huayllabamba (2750 m. npm).
Po osiagnieciu wioski szlak skreca ostro w prawo gdzie trzeba zmierzyc sie z dlugim, ostrym podejsciem poludniowym brzegiem rzeki Llullucha. Przygnieciony plecakiem, pocac sie jak cholera powoli nabieram wysokosci. Cale szczescie, ze spore odcinki trasy prowadza lasem gdyz upal nieznosny. Zaczyna sie sciemniac gdy moim oczom ukazuje sie wylot trawiastej doliny i (niestety) sporego (okolo 30) miasteczka namiotow. Na moj widok podrywa sie tragarz z kubkiem herbaty, traci jednak zainteresowanie mna dosc szybko widzac moj plecak i wnioskujac slusznie, ze nie jestem partia jego "zorganizowanej grupy" ( "zorganizowani" nie musza trudzic sie targaniem wlasnych gratow). Rozbijam namiot jakies 200 metrow powyzejnamiotowej
...
Zobacz zdjęcia:
Chile
Chile - wybierz obszar, który cię interesuje:



















































