• Relacji z podrózy: 17350
  • Zdjęć: 123141
  • Podróżników: 28724
  • Porad: 18793
  • Postów: 115536
  • Tematów: 10546

Liga Bikemaraton Złoty Stok 11.06.2005 r.

bikerszymon Wyświetlono: 329 razy 2005-09-23 20:45:31
  Ocena:2.96 (53 głosów)


Złoty Stok przywitał nas dość wilgotną pogodą. Dzień przed startem pojechaliśmy na krótką przejażdżkę po trasie. Pokonaliśmy pierwszy kilkukilometrowy podjazd i kawałek zjazdu. Obejrzeliśmy parę widoczków i wystraszeni deszczem wróciliśmy do naszego hotelu. W hotelu panował dość specyficzny klimat. Zapaszki w jadalni przypominały mi obozy harcerskie na które kiedyś jeździłem. Z innych ciekawostek to ciepła woda była tylko na parterze, a w pokojach temperatura była chyba niższa niż na zewnątrz. Takie szczegóły jednak nie mogły nam zepsuć dobrej zabawy, bo po pierwsze nocleg był tani, a po drugie w końcu przyjechaliśmy się tu ścigać, a nie leżeć na tapczanie przed telewizorem.

Trasa od startu prowadziła wąską asfaltową drogą pod górę. Miałem możliwość startu z sektora, więc nie musiałem się obawiać, że utknę w korku. Martwiło mnie raczej to, żeby nie pojechać od startu za mocno, bo mogło się to zkończyć zgonem na drugiej pętli. Po strzale startera ruszyliśmy wspomnianym asfaltem pod górę. Później przejechaliśmy kawałek płaskim szutrem i wyjechaliśmy na spory plac, gdzie po prawej stronie widać było wysoką ścianę skalną. Nie było jednak czasu na oglądanie osobliwości przyrody, bo w tym miejscu skręciliśmy ostro w lewo i wjechaliśmy na pierwszy podjazd. Droga była w miarę szeroka, ale miejscami pocięta koleinami z błotem i kamieniami. Duzy tłok powodował że momentami dochodziło do różnych przepychanek i gier słownych. Dość długi podjazd spowodował, że stawka w miarę się ułożyła i na zjeździe nie było już takiego tłoku. Starając się utrzymać komuś na kole przyjmowałem na twarz całkiem spora porcję błota spod jego tylnej opony. Na jednym z szybkich prawych zakrętów trochę przyszarżowałem i prawie zakończyłbym rywalizację na sporej belce wystającej z boku drogi. Ta pułapka w ostatniej chwili wyłoniła się zza pleców osoby jadącej z przodu. Mniej więcej w połowie rundy był fajny zjazd po kocich łbach i płytach betonowych. Ubłocone opony ślizgały się na kamieniach. Na jednym z zakrętów ktoś się wyłozył i zamiast szybko usunąć się z drogi, stał sobie spokojnie po zewnętrzej stronie łuku i dokonywał oględzin sprzętu. Ledwie go minąłem. Na trasie był jeszcze jeden trudniejszy technicznie zjazd. Na początek trzeba było się trochę napracować zjeżdżając wąską, stromą ścieżką między drzewami. Dziwny zbieg okoliczności spowodował, że w tym miejscu w czasie wyścigu szła pielgrzymka, więc poza nieruchomymi obiektami typu drzewo trzeba było jeszcze zwracać uwagę na ruchome obiekty typu dziadek+babcia+pies. Dalsza część zjazdu również była ciekawa. Składała się z dość szybkich szutrowych kawałków poprzedzielanych bardziej kamienistymi odcinkami. Parę razy miałem niezłą niespodziankę, gdy wjeżdżałem w zakręt z dużą szybkością i w połowie łuku orientowałem się, że kawałek dalej z ziemi wystają spore głazy. Dwa razy w czasie tego zjazdu tak wpakowałem się w kamienie, że byłem pewny że złapałem gumę, na szczęście za każdym razem się myliłem. Jadąc trochę na wariata udało mi się w tym miejscu minąć sporo ludzi, wielu z nich sprowadzało rowery. Na długim podjeździe w drugiej części dogoniłem Mateusza. Pod koniec podjazdu doszedł nas Remek i razem zaczęliśmy szybki zjazd. W połowie zjazdu Mateusz złapał gumę na kamieniu. Mi udało się uciec do przodu i na końcówce zjazdu byłem już sam. Potem Remek znów mnie dogonił i aż do rozjazdu jechaliśmy razem. Remek skręcił na metę, a ja pojechałem prosto na długi dystans.
Strona:  1, 2


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
PolskaWybierz obszar który Cię interesuje

PolskaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju