XXII Ekstremalny rajd na orientację Harpagan - Kwidzyn 20.10.2001 r.
bikerszymon Wyświetlono: 312 razy 2005-09-23 20:10:03![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.96 (69 głosów) |
Harpagan nie jest typowym wyscigiem górskim. Należy wspomnieć, że istnieje wariant rowerowy, pieszy, kajakowy i konny (który wyjątkowo się w tym roku nie odbył). Celem rowerzysty jest zaliczenie 20 punktów kontrolnych w czasie 12 godzin. Trasa zawodów nie jest sciśle określona. Każdy sam wybiera najłatwiejszą (według siebie) drogę pomiedzy punktami. Może wybrać dłuższy wariant korzystając z utwardzonych dróg, lub też skrócić sobie drogę przez las. W praktyce stosuje się obie możliwości w zależności od tego, która bardziej się "opłaca". Jedynym ograniczeniem jest w tym przypadku zakaz korzystania z jakiegokolwiek środka transportu poza rowerem. Jak widać, wyścig ten różni się dosyć od typowych zawodów tym, że oprócz nóg trzeba także zaangażowac szare komórki żeby przy pomocy czarnobiałej mapy (skala 1:100000) i kompasu sprawnie poruszać się po nieznanym terenie.
Na pomysł startu w czymś takim wpadł mój kolega Jacek. Chęcią staru w Harpaganie zaraził sie od niego także Paweł. Tak powstała nasza 3-osobowa drużyna. Na początku zamierzalismy dojechac na start pociągiem, ale na szczęście mój starszy wiedział czym to się może skończyć i zabrał nas samochodem. Załadowalismy sie więc wcześnie rano w piątek, żeby dojechać na wieczór i wyspać się przed sobotnim startem (start o 6:00 rano!). Jadąc spóźniliśmy się oczywiście jakieś 5 minut na prom i musieliśmy zapłacic żeby nas przerzucili (gdybyśmy się nie spóźnili, byłoby za darmo). Na promie spotkaliśmy parę dziewczyn śpieszących się na start pieszej trasy (piesi wyruszają o 19:00 w piątek i kręcą się po lesie przez 24 długie godziny i przez 100 długich kilometrów). Po dojeździe do bazy (szkola podstawowa) wyczailiśmy klimaty, dostaliśmy numery (mój - 413), oddaliśmy kozy do szatni i zatroszczyliśmy się o miejsce do spania na sali gimnastycznej. Wrzuciliśmy coś na ruszt i zamierzaliśmy się trochę przespać. Swiatło zgasili około 12 w nocy, a o 3 nad ranem zwłoki wracające z trasy pieszej zaczęły hałasować i nas obudziły. Przespaliśmy się jeszcze do 4:00, ale wtedy już zrobiono pobudkę na całego i trzeba bylo wstać. Jak to przed zawodami "lekko" nerwowa atmosfera i kilometrowa kolejka do kibla. Zabieramy rowerki i zmierzamy na start zorganizowany na rynku. Jest jeszcze ciemno. Jazda przez uśpione miasto sprawia ciekawe wrażenie. Na starcie jest już chyba kilkuset rowerzystów, kręci się wśród nich parę osób rozdających mapy. Zaraz start.
START! wyjmujemy nasze mapy, każda jest podzielona na 2 arkusze, Jacek chyba dostał 2 takie same, he he. Idziemy pod latarnię (bo oczywiście o latarce nikt nie pomyślał), wyjmujemy kompas i próbujemy się zorientować w sytuacji. Za chwilę i tak go chowamy i jedziemy tam gdzie wszyscy - oni mają chociaż światło przy rowerze, wiec lepiej się ich trzymać. Grzejemy więc przez ciemność (Jacek żeby był lepszy efekt, założył jeszcze przyciemniane okulary:-). Dojechaliśmy do Kamionki, tam wszyscy zawracają, okazuje się że przegapiliśmy punkt kontrolny (nie ma co, dobrzy jesteśmy). Zdobywamy pkt 9 usytuowany na małym moście na rzece. Jest tam tyle luda, że zaczęło się prawie przejaśniać zanim dopchaliśmy się do gości z pieczątką, tam dostaliśmy mały ochrzan - od tej pory wiemy, że nie wolno samemu wpisywać czasu dojazdu na pkt kontrolny. Ruszamy do punktu 11. Jedziemy asfaltem, spotykamy grupę osób, która (tak jak my wcześniej) przegapiła dziewiątkę. Zatrzymujemy się, bo mało sprawnie spakowaliśmy nasze plecaki - Jacek ma zamiar wywalić bidon a ja pompkę. Była chyba już godzina po starcie - zrobiło się już jasno. Z asfaltu zjechaliśmy do lasu na zielony szlak. Tam mieliśmy przymusowy przystanek, żeby naprawić łańcuch Jacka.
| Oceń relację |
PolskaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju













