Ze względów towarzysko-familijnych na dalekim zachodzie Niemiec nam ta podróż wypadła. Kraj niewielki, bardzo cywilizowany i mało egzotyczny, więc szybko nam w nim czas zleciał. A że po drodze znalazł nam się Luksemburg, nie omieszkaliśmy do niego wstąpić...
Belgia - sierpień 2002
Cebo2005-09-22 21:40:33
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 1.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
słońce.
W oczekiwaniu na zlot pojechaliśmy do pobliskiego Durbuy, słynącego z wielkiego kukurydzianego labirynktu. Co roku kukurydza na farmie pod tym miasteczkiem siana jest inaczej i tworzony jest nowy labirynt.
Oprócz tego kukurydzianego był tam jeszcze jeden labirynt, o wiele trudniejszy do przejścia. Zbudowany z drewnianych ścianek przejścia zablokowane miał stalowymi bramkami z zamkami szyfrowymi. W momencie naszej tam obecności szyfry tworzyły nawiska malarzy. Znawca, głównie flamandzkiej, sztuki nie miał zbyt dużego problemu. Na szczeście dla pozostałych, pośrodku tego labiryntu na wysokiej wieży siedziała osoba mogąca zdalnie otowrzyć bramkę. Tak, czy inaczej zabawa była przednia.
A popołudnie spędziliśmy spacerując po Durbuy i jego najbliższych okolicach i planując dzień następny.
Dzień 17.
Zgodnie z planami, ustanowionymi poprzedniego wieczoru, wybraliśmy się do "małpiego gaju". Wspięliśmy się na szczyt pobliskiego wzgórza, gdzie tuż pod koronami drzew rozwieszone są liny, belki, siatki. Po krótkim przeszkoleniu i zapoznaniu się z zasadami bezpieczeństwa ruszyliśmy na powietrzną trasę, gdzie bawiliśmy się nieźle przez sporą część dnia.
Po zejściu na dół dla odmiany wybraliśmy się na mały spływ kajakiem. Wywieziono nas razem z kajakami spory kawał drogi od Durbuy i spuszczono na wodę. Przed wieczorem byliśmy ponownie w miasteczku. Bo przecież wcale nam się nie spieszyło.
Dzień 18.
Pierwszy dzień zlotu zabytkowych samochodów w Spa, to meldowanie się załóg. Samochody pojawiały się i znikały. W końcu znudzeni tym wybraliśmy się do Coo, by pooglądać wodospady i zajrzeć do parku rozrywki.
Dzień 19.
Tym razem od rana centrum miasta zaczęło zapełniać się setkami zabytkowych pojazdów. Od popularnych maluszków typu topolino czy mini, poprzez legednarne auta sportowe do arystokratycznych limuzyn sprzed lat. Już samo to było ucztą dla miłośników nieco starszej motoryzacji.
Najlepsze jednak dopiero miało nastąpić - konkurs elegancji i parada. Zasiedliśmy na ustawionej przy głównej ulicy trybunie i z góry ogladaliśmy kolejne załogi podjeżdżające na czerwony dywan. Brak dobrej znajomości francuskiego nam nie przeszkadzał, bo większość scenek rozgrywana była bez słów. Każdy doskonale wiedział o co chodzi i wszyscy się wspaniale baiwli.
Po rozdaniu nagród i dyplomów, gdy dzień zbliżał się już do końca, oldtimery zaczęły rozjeżdzać się w swoje strony. I dla nas przyszedł koniec i moment pożegnania się z Belgią. Wieczorem już przekroczyliśmy niemiecką granicę.
Zobacz zdjęcia:
Belgia
Belgia - wybierz obszar, który cię interesuje:








































