NETIA K2 POLSKA WYPRAWA ZIMOWA - ZUPEŁNIE INNY ŚWIAT - CZĘŚĆ II
Zupełnie inny świat - część II.


Piotr Morawski2005-09-22 11:50:06
Wyświetlono razy (ostatnio: )
ze ściany. Dopiero po tygodniu zaczęło się trochę rozjaśniać. Niewiele osób było w stanie podjąć kolejne wyzwanie. Do ataku szczytowego byli zdolni tylko Denis, Krzysiek i Marcin. Lider postanowił wykorzystać nadchodzące według prognoz dwa dni pogody. Do góry ruszyły pierwsze zespoły, na rekonesans, co zostało po wichurze. Jedynka stoi! Nienaruszona tylko trochę przysypana śniegiem. Do dwójki dociera już tylko zespół szczytowy, czyli Denis i Marcin. Za nimi, w odstępie dnia, podąża Lider. Dwójka ocalała, trójka także. Podniecenie w bazie rośnie. Jednocześnie z Pakistanu docierają do nas druzgocące wieści. Nie będzie dwudniowego okna pogodowego, mamy do czynienia z najgorszym załamaniem pogody na tym terenie od półwiecza. Słońce może wyjdzie dopiero w pierwszych tygodniach marca. Dla nas za późno, zatem atak trwa. Denis z Marcinem docierają do czwórki. Nie zostało po niej śladu, wichura zmiotła mały namiot ze skalnej grani. Rozstawiają mały namiot, który przynieśli ze sobą i spędzają ciężką noc śpiąc w jednym śpiworze i na linach. Jedyny lek jakim dysponują, to tabletka aspiryny. Rano do bazy dociera od Denis alarmująca wieść, że Marcin jest potwornie słaby i ma kłopoty z kojarzeniem. Kolejne godziny upływają w ciszy, w wyczekiwaniu na kolejne komunikaty. Z bazy wyruszają wszyscy Ci, którzy jeszcze są w stanie działać, niosą tlen, leki, napoje. W górze jest tylko Krzysiek, który momentalnie rusza z lekami i gorącą herbatą z trójki. Uspokajamy się trochę, kiedy Marcin zaczyna powoli schodzić o własnych siłach na dół, ubezpieczany przez Denisa. Dochodzi do nich Lider. Pada stwierdzenie, że to najprawdopodobniej wycieńczenie organizmu, deterioracja, doszli przecież do czwórki w bardzo trudnych warunkach i spędzili w niej ciężką noc. Marcin z każdym metrem w dół idzie coraz pewniej. W mesie nagle wszystkim spada kamień z serca, rozpoczyna się gwar i rozmowy.
Może następnym razem...
Następnego dnia wszyscy schodzą z góry. Wiatr, mgły i chmury wzmagają się, pogoda nie daje żadnych szans na kolejne wyjście. Z ciężkim sercem Lider wypowiada słowa kończące wyprawę... I czas przyspieszył. Zwijanie baz, pakowanie karawany, trzy dni podróży pustymi górami i docieramy do pierwszych oznak cywilizacji. Jeszcze kilka dni w samochodach, kilka dni w Kaszgarze i Biszkeku spędzonych głównie na bazarach i w knajpach i siedzimy w samolocie lecącym do Polski. Już za kilka godzin spotkamy się z czekającymi na nas na lotnisku ludźmi. Z jednej strony radość. A z drugiej smutno, że to już koniec. Że została za mną piękna, mroźna, nadal zimą niepokonana góra, zostało życie obozowe i codzienna walka z zimnem i wiatrem. Wracam do cywilizacji i problemów, o których dawno już zdążyłem zapomnieć. Do zupełnie innego świata...
www.piotrmorawski.com
Zobacz zdjęcia:
Chiny
Chiny - wybierz obszar, który cię interesuje:













































