Jurty, konie i stepy południowo-zachodniej Kirgizji - część I podróży do Kirgizji
moraw Wyświetlono: 1638 razy 2005-09-21 23:41:25![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.92 (61 głosów) |
Jurty, konie i stepy południowo-zachodniej Kirgizji, czyli o tym jak wędrowałem samotnie z miejsca na miejsce po tym pięknym kraju w sierpniu 2002, część I - okolice Karakołu i jeziora Issyk-Kul
www.piotrmorawski.com
KARAKOŁ
Tuż u wschodniego końca jeziora Issyk Kul leży jedno z większych miast Kirgizji - Karakoł. Znajduje się tutaj dla większości turystów i wspinaczy główna baza wypadowa na włóczęgi i wspinaczki po okolicznych górach, liczących sobie nierzadko więcej niż 5000 metrów. Tutaj też docierają wszyscy jadący na lodowiec Inylczek, którzy chcą atakować Chan Tengri (6995 m.n.p.m.) od kirgiskiej strony, lub najwyższą górę tego regionu - Pik Pobiedy (7439 m.n.p.m.). Miasto już przy wjeździe straszy zakurzonymi blokami, zazwyczaj wita mocnym słońcem. Ulice, jak w całej Kirgizji, potwornie zniszczone, kierowców całkiem sporo, szalonych i nieuważnych jak wszędzie w centralnej Azji. Jadą środkiem ulicy (utrudnia im to trochę brak pasów na jezdni), wymijają na piątego, albo szóstego, trąbią bez powodu, nawet jak jesteś kilkadziesiąt metrów przed nimi na ich drodze. Nieważne, że zdążysz zejść kilka razy w bezpieczne miejsce, ważne, że Cię akurat widzą. W oddali, poza miastem, widać długie, górskie łańcuchy. Przedsmak wspaniałych przeżyć dla tych, którzy chodzą po górach, jak i dla wspinaczy.
Czekam na dworcu autobusowym. Do tutejszych środków transportu trzeba przywyknąć. Często stare, rozwalone, uruchamiane na korbę. Zazwyczaj przepełnione i oczywiście wysoko podskakujące na wybojach. Wyjątkiem są autokary kursujące pomiędzy dużymi miastami, lub na długich trasach. Dzisiaj jadę do jednego z bardzo znanych miejsc - Dżet-Oguz, siedliska wielkich, czerwonych piaskowych skał. Patrzę z niepokojem jak z odległych, górskich szczytów nadchodzą ciężkie chmury. Po kilkunastu minutach nadciągają nad miasto, zrywa się silny wiatr. Cały Karakoł zostaje przysłonięty chmurą kurzu poderwanego z ulic miasta. Po kilku silniejszych podmuchach jestem cały zasypany brązowym pyłem, piasek chrzęści mi między zębami. Potem na szczęście spada deszcz i cały kurz z powrotem osiada na ziemi.
Co jeszcze można znaleźć w mieście? Mnóstwo agencji turystycznych organizujących wycieczki w ciekawe miejsca oraz wyprawy w okoliczne góry. Dwa wielkie bazary. Mniejszy znajduje się w centrum, można na nim kupić prawie wszystko do jedzenia. Oprócz tego trochę papeterii i konfekcji. Drugi leży troszkę na uboczu. Jest ogromny. Można zaopatrzyć się na nim we wszystko, od kilkudziesięciokilogramowych worków z mąką do chińskich koszul i butów. W okolicy, jak to na kirgiskich bazarach, znajduje się mnóstwo małych lokali oferujących za niewielkie pieniądze (rzędu 20-30 somów) tradycyjne jedzenie typowe dla Centralnej Azji. Dla miłośników pięknych budynków znajdzie się niewiele. Niedaleko od centrum położony jest Chram Świętej Trójcy, piękna, drewniana cerkiew. Oprócz niej, podczas włóczęgi po mieście, można spotkać sporo ładnie wykończonych drewnianych budynków.
| Oceń relację |
KirgistanWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju


















