• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28284
  • Porad: 18790
  • Postów: 112579
  • Tematów: 10281

Pik Pobiedy część I

moraw Wyświetlono: 698 razy 2005-09-21 23:26:45
  Ocena:2.35 (98 głosów)


Pik Pobiedy część I - Pierwsza część relacji z pięciotygodniowego ataku zakończonego sukcesem na jeden z najniebezpieczniejszych i najtrudniejszych siedmiotysięczników na świecie, Pik Pobiedy (7439 mnpm), lipiec, sierpień 2002
www.piotrmorawski.com

O TYM JAK ZNALAZŁEM SIĘ POD PIKIEM POBIEDY

Pik Pobiedy jest od dawna celem wielu wypraw, oczywiście głównie rosyjskich. Jednak kilka lat temu warunki, panujące na tym najdalej wysuniętym na północ siedmiotysięczniku, zmieniły się zdecydowanie na gorsze. Śmiałków odstrasza teraz nieprzewidywalna zmienność pogody, nagłe i obfite opady śniegu. Długa grań, prowadząca z wierzchołka zachodniego na główny, jeszcze do niedawna głównie firnowa i lodowa, zamieniła się w białe piekło. Torowanie w głębokim śniegu na poziomie 7000 metrów wysysa ze śmiałków ostatnie siły. Ostatni wspinacz stanął na Pobiedzie prawdopodobnie w 1999 roku, choć i ta informacja nie jest do końca potwierdzona.

Pomysł na zdobycie Pobiedy zrodził się w naszych głowach dość dawno. A właściwie w głowie Marcina. Dwa lata temu, podczas pierwszej próby, dotarł on razem z Jackiem pod wierzchołek zachodni Pobiedy, tak zwaną Ważę, wyrastającą na około 7000 metrów n.p.m. Droga była szybka i dosyć łatwa, pogoda sprzyjająca. Jednak Pobieda nie dała się tak łatwo pokonać. Nadeszło sześć dni załamania pogody, pod koniec czekania jedynym marzeniem Marcina i Jacka było udane zejście na dół. Kiedy na siódmy dzień wróciło wyczekiwane słońce, pokonani wspinacze nawet nie spojrzeli w stronę szczytu i wrócili do bazy.

W 2001 roku pojechaliśmy na wyprawę organizowaną przez Klub Wysokogórski z Warszawy. Naszym celem była sąsiednia, znacznie bardziej popularna od Pobiedy góra, Chan Tengri (6995 metrów n.p.m). Razem z Marcinem zaatakowaliśmy: po kilku dniach szybko i sprawnie znaleźliśmy się na jej wyjątkowo pięknym szczycie. Mój czas się jednak skończył, szybko zszedłem do Karakołu, a potem do Biszkeku. Do Marcina przyjechał Jacek, ponownie zaatakowali niezdobytą Pobiedę. Tym razem gwałtowne załamanie pogody zatrzymało ich na 6100 metrów n.p.m., po pięciu dniach i przy nadchodzącej wichurze wycofali się do bazy. W tym roku postanowiliśmy z Marcinem, że trzeba zorganizować wyprawę, której celem będzie tylko ta wspaniała góra. Od pomysłu do realizacji był już tylko krok.

SZYBKO DO CELU

Drogę mamy już opracowaną. Wcześniej zamawiamy bilety lotnicze w biurze Kyrgyz Airlines w Moskwie. Niestety, trzeba je odebrać osobiście. Kolega Marcina na szczęście w odpowiednim czasie jedzie do stolicy Rosji. W Warszawie kupujemy (po niezbyt przyjaznych dla naszych kieszeni cenach, szczególnie porównując z zeszłym rokiem) bezpośredni bilet kolejowy do Moskwy. W efekcie po 22 godzinach jazdy docieramy do Dworca Białoruskiego, całkiem niedaleko od Placu Czerwonego, dalej metrem gnamy na lotnisko Domodedowo. Ledwie zdążamy na odprawę. Lecimy troszkę podniszczonym samolotem, na szczęście jedzenie podają ciepłe. Cztery godziny lotu i już jesteśmy w Biszkeku.
Strona:  1, 2, 3, 4, 5, 6


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
KirgistanWybierz obszar który Cię interesuje

KirgistanChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju