Polska - Białoruś - Rosja - Kazachstan - Kirgizstan - Kazachstan - Chiny
Wspomnienia z wakacyjnego wyjazdu do Indii i Pakistanu '97 - część I.
Agtw2005-09-21 19:26:21
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 3.00 z 5.00. 2 głosów oddanych
jako taksówki i sokami Fortuny w paru sklepikach (to nas zdziwiło). Tu czekaliśmy dwa dni na autobus do Kaszgaru, który miał być na pewno, ale w końcu pojechaliśmy do granicy starym moskwiczem. W drodze towarzyszył nam tylko bezkresny step, a w pewnym miejscu na tym bezdrożu złapaliśmy gumę, co nas bardzo zaniepokoiło bo ruch na tej trasie o długości ok.180 km nie był duży...
Słyszeliśmy, że przejście graniczne na przełęczy Torugart było tylko otwarte dla zorganizowanych przez agencje turystyczne grup, ale słyszeliśmy też, że pojedynczym osobom lub niewielkim grupom niezorganizowanym udawało się przejść. Jak to mówią, jest ryzyko jest zabawa... chińscy pogranicznicy okazali się bezwzględni. Młodzi funkcjonariusze przepuściliby nas ale jakiś naczelnik siedzący w budynku nie zgadzał się i nam "nada wiernutsa". Zawrócili nas tak jak inną trójkę Polaków - Marcina, Patrycję i Tomka, z którymi się poznaliśmy i podróżowaliśmy dalej do Pakistanu. Zawrócili też jednego Anglika, Johna, który przejechał z nami z Biszkeku aż do Pakistanu. Aby się wkomponować w miejscowych nałożył sobie nawet charakterystyczną czapkę kirgiską, ale i to nie pomogło. Po jedną grupę Amerykanów nie wyjechał autokar z chińskiej strony i ich zawrócili także, ale oni musieli mieć wizę wjazdową do Kirgizstanu. Kiedy pytali się co robić, rosyjski celnik (granice WNP) powiedział im, aby nocowali na pasie ziemi niczyjej w autobusie... ale w takich okolicznościach wszystko da się załatwić za "dolki". Wróciliśmy gruzawikiem (stary ził z budą) do Narynia, a stamtąd do Biszkeku. Ta nieudana przeprawa kosztowała nas po 50 dolarów od łebka. W Biszkeku, gdzie dołączył do nas John, po odpoczynku wyruszyliśmy autobusem do Ałma-Aty. Stamtąd autobusem do Żarkentu (dawniej Panfiłow), który oczywiście po drodze zatarł się i musieliśmy dopakować się do następnego autobusu kursowego (siedziałem w przejściu na desce). Na postoju można zjeść smaczne posiłki serwowane w knajpkach np. "mantę" (rodzaj pierożków) i oczywiście lepioszki. Następnego dnia wyruszyliśmy do Chin przez przejście graniczne w Korgos. Autobus się spóźnił bo kierowcy urwało się mocowanie na przemyt pod podwoziem. Chińczycy przetrzepali nas nieźle. Pytali się kto jest na zdjęciach w gazecie Kurier Lubelski, w którą owinięte były butle z gazem u Tomka w plecaku. Przesłuchiwali też nasze taśmy magnetofonowe. Co nas trochę zdziwiło, w Chinach czekało na nas w knajpkach główne danie - kluski z warzywami (chowmain), a spodziewaliśmy się ryżu. Krajobrazy były wręcz paskudne, cały czas wzdłuż drogi ciągnęły się obskurne domy z gliny. Pod wieczór dojechaliśmy do Yining.
Zobacz zdjęcia:
Rosja
,
Polska
,
Kirgistan
,
Kazachstan
,
Chiny
,
Białoruś
Rosja - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj



























