Witam w domu - taki napis powitał mnie nad załogowym wejściem na pokład. Ogromne, piętnastopokładowe statki, o bajkowych wnętrzach prezentowały się wspaniale. Indyjskiego pochodzenia kierownik zaprosił mnie do eleganckiego biura, popatrzył na podanie i zadał tylko jedno pytanie. Czy boi się pani ciężkiej pracy? Zaprzeczyłam, nigdy nie jest łatwo. Zostałam kelnerką. W kontrakcie wypisano zalety, jakie przynosi praca na morzu. Były to m.in. międzynarodowe otoczenie, przyjaciele na całe życie, miłe środowisko pracy, darmowe podróże, wyżywienie, 2- osobowa kabina i zarobki zależne od jakości mojej pracy. Nie zauważyłam jednego, małej notki na dolnym rogu listu, że będę musiała pracować nieco więcej godzin niż na lądzie. Wszystko wyglądało obiecująco: przygoda a zarazem duże pieniądze.
Pływający Dom - Praca dla Wybranych

Pocahontas2005-09-21 17:09:39
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 2 głosów oddanych
Dwa tygodnie później stanęłam przed moim nowym, pływającym domem. Głównym portem był Cape Canaveral na Florydzie, trasa obejmowała Freeport i Nassau na wyspach Bahama. O takich miejscach wcześniej mogłam tylko pomarzyć. Tutaj odbywało się miesięczne szkolenie. Pełna zapału i dobrych myśli znalazłam się na pokładzie wraz z trzydziestką nowych kolegów. Wszyscy byliśmy tak samo zagubieni i zdenerwowani. Dla niektórych nie był to pierwszy kontrakt, ale jak się dowiedziałam awans do tzw. collegu był nagrodą za pracę na dolnych pokładach. To jest praca dla wybranych mówili Azjaci. Poczułam się dumna, ponieważ od razu tutaj mnie skierowano. Byłam jedną z niewielu dziewcząt. Dopiero niedawno zaczęto rekrutację kobiet do pracy na oceanie. W grupie za to znalazło się mnóstwo Hindusów, Tajlandczyków, Filipińczyków i Latynosów, a spośród 80 narodowości Europa była mniejszością. Po wypełnieniu pakietu ankiet, odebra no nam paszporty i wysłano do kabin.
Moja współlokatorka Jenny, dziewczyna z Bułgarii, doskonale mówiła po polsku. Szybko też stałyśmy się najlepszymi przyjaciółkami. Nie wolno było nam posługiwać się innym językiem niż angielski, ale nikt tego zakazu nie przestrzegał. Na rozpakowanie bagażu dostaliśmy niecałe pól godziny, po czym rozpoczął się pierwszy wykład. Nawet nie zauważyłam, kiedy znaleźliśmy się na oceanie.
Pierwsze dni minęły na ciągłym błądzeniu w labiryncie korytarzy. Trzy dolne pokłady wyglądały identycznie, jedynie numerki kabin wskazywały, w którym miejscu aktualnie się znajduję. Na końcu każdego była wspólna łazienka wątpliwej czystości. Nie mieliśmy okien, więc często trudno było odróżnić dzień od nocy. " Okno to darmowe akwarium" - śmiała się załoga . Kabina to piętrowe łóżko, małe biurko i szafa. Z trudnością zmieściłam tam własną walizkę. Szybko zaczęłam pozbywać się złudzeń. O basenach, pięknych
...
a, 2008-02-23 01:12:42
Zobacz zdjęcia:
Stany Zjednoczone
Stany Zjednoczone - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj





























marlena, 2008-07-20 13:36:23