Witam w domu - taki napis powitał mnie nad załogowym wejściem na pokład. Ogromne, piętnastopokładowe statki, o bajkowych wnętrzach prezentowały się wspaniale. Indyjskiego pochodzenia kierownik zaprosił mnie do eleganckiego biura, popatrzył na podanie i zadał tylko jedno pytanie. Czy boi się pani ciężkiej pracy? Zaprzeczyłam, nigdy nie jest łatwo. Zostałam kelnerką. W kontrakcie wypisano zalety, jakie przynosi praca na morzu. Były to m.in. międzynarodowe otoczenie, przyjaciele na całe życie, miłe środowisko pracy, darmowe podróże, wyżywienie, 2- osobowa kabina i zarobki zależne od jakości mojej pracy. Nie zauważyłam jednego, małej notki na dolnym rogu listu, że będę musiała pracować nieco więcej godzin niż na lądzie. Wszystko wyglądało obiecująco: przygoda a zarazem duże pieniądze.
Pływający Dom - Praca dla Wybranych

Pocahontas2005-09-21 17:09:39
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 3 głosów oddanych
czasie pracy nie wolno było jeść ani pić, co w 30-stu stopniowym upale było koszmarem. Po pierwszym dniu praktyk na własnym stanowisku zupełnie się załamałam. Codziennie spałam nie więcej niż cztery godziny i wynosiłam tonami talerze i odpadki. Przy braku szacunku ze strony kierownictwa praca ta stawała się najgorszym koszmarem. Trenerzy pocieszali i nie pozwalali się poddać. Przechodziliśmy mnóstwo testów, tylko odpowiednia ilość punktów zapewniała nam pracę. Jeśli się nie uda wylądujemy w jadalni dla załogi, pracując równie ciężko, ale za jedyne 400$ miesięcznie. Nadszedł ostatni egzamin. Oceniano zarówno praktyki jak i prace pisemne, opisywano naszą osobowość i wady. Wyniki zostały wysłane do biur w Miami i skrzętnie schowane w teczkach pracowniczych.
Po wyjeździe kolegów z collegu, czułam się bardzo samotna. Zaczęła się praca. Wstawałam o 5.30 rano, aby położyć się spać około 2.00 w nocy. Wszystko działo się szybko, nie pozwolono na dzień wolnego. Zostałam w Cape Canaveral. Podobno komuś zależało, abym nie wyjechała. Do dnia dzisiejszego nie wiem, kto to był. Byłam załamana, ponieważ bardzo chciałam być z Jenny.
Życie na statku nie było łatwe, trzeba walczyć z plotkami, docinkami i "lepkimi rękoma" kolegów z pracy. Musiałam uważać na każdy swój ruch. W razie rezygnacji, ochrona eskortuje na lotnisko i wysyła do Polski, pomimo posiadania amerykańskiej wizy. Honor nie pozwolił się poddać. Jedna z koleżanek została odesłana do domu ze względu na problemy z kręgosłupem. Lekarz pokładowy podawał jej jedynie środki przeciwbólowe. Zaczęła kuleć, ale nadal pracowała. Ignorowano chorobę do czasu, aż nie mogła podnieść się z łóżka. Dziś po trzy miesięcznej pracy na statku, przechodzi ciężką kurację. Z moją nową współlokatorką, dziewczyną z Tajlandii, nie potrafiłam znaleźć kontaktu. Byłyśmy całkiem inne.
Po czterech miesiącach pracy byłam już tak zmęczona i obolała, że przestałam na to zwracać uwagę. Dostałam tygodniową przerwę. Ciężko było ponownie wrócić na statek. Zostałam przeniesiona do Tampy, na 7-dniowe rejsy Floryda -Grand Cayman - Conzumel Mexico -New Orlean. Cieszyłam się, że zobaczę inne porty. Kilka wolnych godzin w tygodniu, było prawdziwą nagrodą. Widok pięknych wysp, palmy wynagradzały długie godziny pracy. Jednak zejście na ląd kojarzyło się z trudnym wyborem: dodatkowe godziny snu, czy spacer. Nauczyłam się doceniać świeże powietrze, wodę i życie. Na statkach spędziłam prawie dwa lata. Nie jestem w stanie policzyć wszystkich godzin pracy, ani ilości talerzy, które wyniosłam do "galley".
Goście pokładowi, na początku każdego rejsu zazdrościli mojej pracy, na końcu mówili:
"Nie mógłbym tego robić, to ponad ludzkie siły, a Wy jeszcze potraficie się uśmiechać !"
marlena, 2008-07-20 13:36:23
a, 2008-02-23 01:12:42
Zobacz zdjęcia:
Stany Zjednoczone
Stany Zjednoczone - wybierz obszar, który cię interesuje:















































A czy podwoch latach nadal pracujesz na statkach???
Ja wlasciwie pol mojego zycia marze o dlugodystansowym rejsie, i czasowej pracy na morzu, jednakze zawsze patrzylam na to tylko zauwazajac te pozytywne strony , dzieki za otwarcie oczu:)...
ale marzenia pozostja marzeniami...i mimo wszystko pragne sprobowac...
artykul swietny
Renata, 2008-09-27 12:50:12