Witam w domu - taki napis powitał mnie nad załogowym wejściem na pokład. Ogromne, piętnastopokładowe statki, o bajkowych wnętrzach prezentowały się wspaniale. Indyjskiego pochodzenia kierownik zaprosił mnie do eleganckiego biura, popatrzył na podanie i zadał tylko jedno pytanie. Czy boi się pani ciężkiej pracy? Zaprzeczyłam, nigdy nie jest łatwo. Zostałam kelnerką. W kontrakcie wypisano zalety, jakie przynosi praca na morzu. Były to m.in. międzynarodowe otoczenie, przyjaciele na całe życie, miłe środowisko pracy, darmowe podróże, wyżywienie, 2- osobowa kabina i zarobki zależne od jakości mojej pracy. Nie zauważyłam jednego, małej notki na dolnym rogu listu, że będę musiała pracować nieco więcej godzin niż na lądzie. Wszystko wyglądało obiecująco: przygoda a zarazem duże pieniądze.
Pływający Dom - Praca dla Wybranych

Pocahontas2005-09-21 17:09:39
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 3 głosów oddanych
dyskotekach i ścieżce do joggingu mogłam tylko pomarzyć. Nie wolno nam było przebywać w miejscach przeznaczonych dla gości, oprócz miejsc pracy. Z dnia na dzień przybywało zakazów i nakazów. Mieliśmy obiecany basen dla załogi, ale miał on niecałe 2 metry długości i był wypełniony słoną wodą, a siłownia nawet ładnie wyposażona, szybko stała się jedynie marzeniem ze względu na zupełny brak wolnego czasu. Jedyną rozrywką był tak zwany "crew bar" (mały bar dla załogi), o niskich cenach alkoholu, który często stawał się odreagowaniem na długi dzień pracy, ale również zabójcą dla zdrowia i snu. Pierwsze półtora tygodnia to wyłącznie wykłady. Wprawdzie trwały całe dwanaście godzin, ale tylko wtedy mieliśmy okazję wykorzystać wszystkie dogodności przeznaczone dla załogi. Lekcje były pomieszane z grami, śmiechem i oglądaniem zabawnych filmów nagranych podczas pracy różnych osób. Uczyliśmy się wszystkiego: od historii firmy poprzez dobry serwis, wybór win, bezpieczeństwo, po walkę ze stresem. Uparcie wbijano nam do głowy jeden cel: pieniądze.
Półtora tygodnia później, wszystko zaczęło się zmieniać. Z całodziennych wykładów przeszliśmy również do praktyk. Pracowaliśmy w najgorszych i najbrudniejszych zakątkach statku: przy myciu naczyń, przy sprzątaniu i załadunku. Całe moje ciało było sine i obolałe. Dzień pracy wydłużył się do 14-16 godzin, siedem dni w tygodniu. Nikt nie zwracał uwagi, że kobiety nie powinny wykonywać niektórych prac, a w szczególności podnoszenia ciężkiego ładunku. Inni pracownicy śmiali się "to dopiero początek". Firma niedawno zaczęła rekrutację dziewcząt do pracy w tej sekcji, dotąd jako kelnerzy i asystenci pracowali tylko mężczyźni. Szybko miałam okazję przekonać się dlaczego.
Po dwóch tygodniach, pierwszy raz zostaliśmy wysłani do restauracji. Od godz. 5.30 rano sprzątaliśmy stoliki na górnym pokładzie
...
marlena, 2008-07-20 13:36:23
a, 2008-02-23 01:12:42
Zobacz zdjęcia:
Stany Zjednoczone
Stany Zjednoczone - wybierz obszar, który cię interesuje:















































A czy podwoch latach nadal pracujesz na statkach???
Ja wlasciwie pol mojego zycia marze o dlugodystansowym rejsie, i czasowej pracy na morzu, jednakze zawsze patrzylam na to tylko zauwazajac te pozytywne strony , dzieki za otwarcie oczu:)...
ale marzenia pozostja marzeniami...i mimo wszystko pragne sprobowac...
artykul swietny
Renata, 2008-09-27 12:50:12