Trasą bizonów
pocahontas Wyświetlono: 433 razy 2005-09-21 16:54:55![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.69 (48 głosów) |
Ścieżka Życia Indian Ameryki Północnej
"To taki trzeci świat w Ameryce"
Czerwiec 2001
Dziś droga prowadzi nas prosto do "Black Hills". Na tą podróż czekałam najbardziej. Praktycznie właśnie od książki "Złoto Gór Czarnych", kilka lat temu zaczęła się moja miłość do kultury Indian obu Ameryk. Dla mnie to dotarcie do źródła zainteresowań, natomiast dla Dawida przygotowanie do planowanych ceremonii. Właśnie tutaj musi znaleźć "lekarstwa" i kamienie z których powstanie ołtarz w górach. Już po drodze znajdujemy nieżywego ptaka, jego skrzydła będą jednym z narzędzi podczas tradycyjnych obrzędów. Ponownie mijamy Badlands, do których zawsze chętnie wracam.
Dzikimi drogami, bez pokrycia asfaltowego docieramy do Gór Czarnych. Najpierw przejeżdżamy przez "Custer Park", za co oczywiście trzeba zapłacić następne 10 dolarów. Od razu urządzam polowanie moją kamerą na pieski preriowe. Jest ich tu mnóstwo, stoją na dwóch łapkach i rozglądają się ciekawie naokoło. Są bardzo szybkie, wystarczy mały szmer a momentalnie chowają się do swoich norek. Powoli próbuję podejść bliżej jednego z nich i... prawie mi się to udaje. Zamaskowana za krzakiem, jakiś jeden krok od mojego przyjaciela, leżę na trawie i jestem gotowa do wspaniałego ujęcia. Niestety moja kamera wydaje dziwny dźwięk i piesek ucieka. James i Dawid mieli świetną zabawę obserwując moje podchody, a ja rozczarowana wróciłam do auta.
Nagle drogę zagrodziły nam.... osły. Najodważniejszy z nich wsadził głowę przez otwarta szybę naszego auta. Kiedy w końcu usunęły się z drogi mogliśmy wyruszyć w dalszą podróż. James wypatrywał jednak zupełnie czegoś innego. Nagle wykrzyknął: Tatanka! I naszym oczom ukazało się całe stado bizonów. James stwierdził, że muszę mieć zdjęcie tego świętego dla Indian zwierzęcia, porwał moją kamerę i wyskoczył z auta. Nie zważał na znaki ostrzegające o niebezpieczeństwie. Krzyknął tylko: "Nic mi nie zrobią, jestem szamanem, tańczyłem z Tatanką na Sun Dance", po czym wybrał największe zwierzę i podszedł bardzo blisko. Ja nie byłam taka odważna, no cóż raczej nie mam "ducha bizona" więc tylko z obawą sprawdzałam jak duża odległość dzieli mojego nauczyciela od auta. Na szczęście James wrócił cały i zdrowy trzymając triumfalnie moją kamerę w ręce.
Black Hills zachwycają przyrodą i wielką ilością dzikich zwierząt. Atmosferę jednak psują asfaltowe drogi, którymi można dojechać prawie wszędzie i wielkie ilości kampingów i hoteli. Tak właśnie " biali" podziwiają przyrodę. Nie dziwię się, że Indianie od wieków nie chcieli nam oddać swojej ziemi. Oni szanują i podziwiają ją w inny sposób. Są jednością. Teraz jednak ciężko jest spotkać prawowitych mieszkańców Black Hills na tych terenach. Miejsce to, dzięki wspaniałej historii stało się bardzo popularną atrakcją turystyczną, zostało nieco "poprawione" i zagospodarowane.
| Oceń relację |
Stany ZjednoczoneWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju


















