Dookoła świata - w wielkim skrócie...
Kinga Wyświetlono: 3258 razy 2003-11-18 19:58:34![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.07 (82 głosów) |
Wiedzieliśmy jedno - chcemy przejechać świat dookoła.Jak to zrobić prawie bez pieniędzy?
Jak to zrobić, aby jak najbliżej poznać ludzi i kulturę przemierzanych krajów?
Oczywiście - autostopem!
Bilet w jedną stronę, dwa plecaki, kilkaset dolarów, niewiele planów i dużo marzeń. Tyle mieliśmy ze sobą, kiedy w październiku 1998 wylądowaliśmy w Nowym Jorku. Wiedzieliśmy jedno - chcemy przejechać świat dookoła.
Jak to zrobić prawie bez pieniędzy?
Jak to zrobić, aby jak najbliżej poznać ludzi i kulturę przemierzanych krajów?
Oczywiście - autostopem!
Świat jest wielki, a my chcemy nie tylko objechać go dookoła, ale poznać i przeżyć. Wydarzyło się podczas prawie pięcioletniej podróży tyle, że aby to opowiedzieć trzeba by napisać grubą książkę. Teraz tylko pokrótce.
O tym, że nasz podróżniczy Duch Opiekuńczy wylądował w Nowym Jorku razem z nami dowiedzieliśmy się, kiedy to pierwszej nocy na nowym kontynencie spotkaliśmy Ellen i Eddiego, którzy zaprosili nas do siebie, tak że nie musieliśmy nocować w Central Parku.
Będąc w Kanadzie jednym z najdłuższych stopów od Wielkich Jezior prawie do Pacyfiku, przemierzyliśmy kontynent. Odetchnąwszy trochę u rodziny Kingi w Vancouver, obudziliśmy się jednego poranka z marzeniem odwiedzenia północy.
Myśląc "Yukon", wylądowaliśmy na... Alasce. Po całym dniu i połowie nocy oczekiwania na stopa na ośnieżonej "Alaska Highway" (listopad!) zatrzymał nam się odpowiedni człowiek. Colin przewiózł nas przez kilka tysięcy kilometrów, do Anchorage. Tam przytrafiło nam się jedno z najwspanialszych doświadczeń autostopowych, a raczej nie "auto", bo zatrzymaliśmy na stopa... samolot. Lot ponad górami, przystanek koło lodowca...
Potem wzdłuż wybrzeża, tam gdzie cieplej - do Kalifornii. Tu, przez kilka miesięcy, zasmakowaliśmy życia w jednym miejscu, pracując i oszczędzając aby dać naszym marzeniom możliwość spełnienia.
Kiedy nadszedł odpowiedni czas, znowu spakowaliśmy plecaki i ruszyliśmy w drogę. Przegraliśmy 10 dolarów w Las Vegas, zeszliśmy na sam dół Wielkiego Kanionu, odwiedziliśmy niesamowite parki narodowe w pięknym stanie Utah, wędrowaliśmy kilka dni po Appalachian Trail, przez Smoky Mountains, odwiedziliśmy muzea w Washington D.C., farmy Amiszów w Pennsylwani oraz spotkanie Rainbow.
W Chicago Chopin wpadł na genialny pomysł. Poznaliśmy już dogłębnie drogi i autostrady Ameryki - zamieniliśmy je więc na rzeki. Myśleliśmy o tratwie, ale jak stopem to stopem, tyle że nie "auto...", nie "samoloto..." tylko "łódkostopem". Nie ma rzeczy niemożliwych, jeśli bardzo się czegoś pragnie. Po trzech dniach przy rzece, nadpłynęła łódka marzeń - "Spirit". Przez prawie cztery tygodnie poznawaliśmy Amerykę z innej perspektywy - z perspektywy wody.
| Oceń relację |
Komentarze
Stany ZjednoczoneWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju


























Świetna podróż. Z całego i szczerego serca zazdroszczę Wam, odwagi, sama też maże o takiej podróży i mam nadzieję , ze i mi uda się , także takie coś spełnić.
moge powiedziec jedno-jestescie wspaniali!!!moze kiedys moje marzenia tez sie spelnia...
gratuluje fantazji i odwagi. chetnie czytam relacje z podrozy.sama tez b. chetnie podrozuje, najgorsze, ze zawsze czas ogranicza checi i mozliwosci.pozdrawiam serdecznie i zycze dalszych wspanialych przezyc w zdrowiu i bez ograniczen.