GRECJA SIERPIEŃ 1999 - PODRÓŻ
nenia Wyświetlono: 692 razy 2005-09-21 00:57:06![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.07 (72 głosów) |
Opis podróży do Grecji...
http://republika.pl/nenia/
Niedziela, 01-08-1999r.
Godzina 600 pobudka, śniadanko, ostatnie sprawdzenie taboru transportowego i ruszamy na podbój Europy szlakiem starożytnych Greków w składzie: Agnieszka, Aneta, Rysiek, Andrzej i dwóch młodych-gniewnych Piotrek i Mateusz. Za nim jednak dotrzemy do Grecji, czeka nas ciężka przeprawa przez mniej ucywilizowane kraje tj. Rumunię i Bułgarię. Ostatni rzut oka po naszym mieszkaniu, trzask zamykanych drzwi i odjazd.
Nie było nam jednak dane daleko dojechać. Już za Wieliczką okazało się, że Andrzej zapomniał wszystkie dokumenty. Nieplanowany postój gdzieś w okolicach Przebieczan (nie po raz pierwszy zresztą ten odcinek drogi próbuje nam przeszkodzić w dalszym podróżowaniu). Tak, więc co najmniej godzina do tyłu.
Po około 3 godzinach, bez większych atrakcji (zaczyna padać deszcz, jest szaro i ponuro) docieramy do pierwszej naszej granicy w Piwnicznej. Celnicy polscy nie przejawiają najmniejszego zainteresowania naszymi postaciami. Jesteśmy po krótkim oczekiwaniu w kolejce na stronie słowackiej. Słowacja to dla nas teraz jak druga Polska. Jesteśmy spokojni, niczego złego się tu nie spodziewamy. W końcu przekraczamy słowacką granicę siódmy raz w tym roku. Aż tu nagle podchodzi do nas słowacki celnik i przejawia bardzo szczegółowe zainteresowanie artykułami spożywczymi przewożonymi przez nas. Za punkt honoru najwidoczniej postawił sobie warzywa i owoce, ponieważ szczególne zainteresowanie jest skierowane w kierunku ziemniaków. No cóż? Po prostu mamy pecha. Rysiek jeszcze przed samym wyjazdem dokupił w sklepie ok. 25 kg ziemniaków. Po ciężkich i długich perswazjach z naszej strony i obietnicy złożonej przez nas celnikowi, że za parę godzin opuścimy Słowację z całym zapasem ziemniaczanym i nie tylko - zostajemy wpuszczeni do Słowackiego kraju. O co chodziło z tymi ziemniakami - do dzisiaj nie wiemy. Zaraz za granicą robimy zakupy (wiadomo jakie) i w dalszą drogę.
Pogoda zaczyna się poprawiać. Przestało padać, wychodzi słonko. Mijamy kolejne pasma słowackich gór. Po drodze zwiedzamy piękne miasto Koszyce. Urocze, tętniące życiem i muzyką. Niestety i tu nas czeka przykra niespodzianka. Płacimy pierwszy, lecz nie ostatni mandat w naszej podróży. Nieprawidłowo wykupiony bilet parkingowy (na zbyt małą ilość czasu) uszczupla nasze kieszenie o 100 koron słowackich. Muszę uczciwie przyznać, że był to jeden jedyny słuszny mandat, jaki zapłaciliśmy na przestrzeni tych trzech tygodni. A było ich co niemiara. Ale o tym później. Jeszcze w tym samym dniu docieramy do granicy słowacko-węgierskiej na przejście graniczne Hranicna pri Hor.-Tarpyosnemeti. Odprawa celna stosunkowa szybka i sprawna. Po dwudziestu minutach jesteśmy na Węgrzech. Krótki odpoczynek i szybkie konsultacje na przygranicznym parkingu.
| Oceń relację |
Komentarze
GrecjaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju














Super wspomnienia. Tak od serca pisane. Przydały by się tylko jeszcze zdjęcia.