15-VIII-1999
Autobusy jeżdżą na Goa z zawrotną szybkością. 33 kilometry z Panji do Marago pokonaliśmy w 45 minut. Tu poszedłem na stację kolejową Madgon i udało mi się kupić bilety na pociąg do Bombaju. Potem pojechaliśmy następnym szybkim autobusem do Colavy. Tutaj znaleźliśmy nocleg za 100 rupii, co na Goa nie było wygórowaną ceną. Na plaży obskoczyły nas sprzedawczynie wszystkiego. Z ceny 400 rupii za jeden tatuaż, zeszliśmy do 100 rupii za dwa i podziękowaliśmy. Nie ma to jak trening. Może później się zdecydujemy. Ciekawe jak zareagują nasi rodzice na tatuaże, jeśli nam przedtem nie zejdą. Niestety ubogo w tym miasteczku w dobrą kuchnię. Żadnych barów z masalą dosą i nawet targu nie było. Same drogie knajpki dla turystów. Dziś Hindusi obchodzili święto niepodległości. Niestety nie było tu wielkiej fety. W Jeevodaya podobno ziemia się wtedy trzęsie.
Dziennik - Indie, Nepal, Sri Lanka 1999 - część X .

Wiczawicza2005-09-20 16:10:00
Wyświetlono razy (ostatnio: )
nasz ostatni czwartek w Indiach.
20-VIII-1999
Do Bombaju przyjechaliśmy z pięciogodzinnym opóźnieniem. Zamiast o 6.40 byliśmy o 11.40. Okazało się, że ze stacji Kurla na stację Wiktorii kursują tylko pociągi podmiejskie. Musieliśmy przejść 1 kilometr na inną stację, a to wszystko przez to, że mieliśmy tylko 35 rupii. Bilet do stacji Wiktorii kosztował tylko 5 rupii w drugiej klasie. Udało nam się wcisnąć do pociągu dzięki większej masie plecaków. Ale tu był ścisk. A my twardo na dworzec Wiktorii. Z stamtąd poszliśmy piechotą na Colabę, dzielnicę hoteli dla turystów. Zaczął nas oprowadzać miejscowy, który cały czas twierdził, że nie robi tego dla pieniędzy. Gdy byliśmy już w hotelu za 300 rupii za noc, to przyszedł po pieniądze, ale Maryh go zbył. Wzięliśmy szybki prysznic, zjedliśmy masalę, zobaczyliśmy Bramę Indii i poszliśmy do budynku Indian Airlines zorientować się jak odjeżdżają autobusy na lotnisko Sahar. No i klops. Okazało się, że autobusy na lotnisko nie jeżdżą od roku i znowu musimy jechać kolejką podmiejską do Anheri, a potem taksówką na lotnisko. Udało nam się znaleźć bazar niedaleko hotelu. Jutro się tam zaopatrzymy na podróż do domu. I to był nasz ostatni piątek w Indiach.
21-VIII-1999
Największy naleśnik, jaki umiem upiec, ma średnicę talerza, a na śniadanie dostaliśmy pieprzową masalę dosę o średnicy min. 50 cm. Ale była uczta. Zaraz potem poszliśmy na prom na wyspę słoni. Bilet w obie strony kosztuje 70 rupii. O 9.00 ruszyliśmy w rejs trwający godzinę. Z pokładu widzieliśmy cały Bombaj łącznie z portem, w którym stały obok cywilnych także wojskowe statki. Był nawet jeden lotniskowiec. Na miejscu okazało się, że mamy darmowego przewodnika. Oczywiście kamera była zakazana, tak samo jak zdjęcia. Obejrzeliśmy sale wykute w skale, liczne płaskorzeźby i wróciliśmy do Bombaju. Poszliśmy do świątyni
...
Zobacz zdjęcia:
Sri Lanka
,
Nepal
,
Indie
Sri Lanka - wybierz obszar, który cię interesuje:









































