25-VII-1999
Chrzest był bardzo uroczysty. Rodzice przejęci a dziecko płakało. Potem zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie wszystkich mieszkańców Jeevodaya przed kościołem. Było niezłe zamieszanie, każdy chciał być na pierwszym planie. Dostaliśmy od ojca nasiona chili i jedną papaję. Jutro mamy dostać także inne egzotyczne nasiona. Po południu przez 2 godziny graliśmy w karty. Ale mieliśmy ubaw. Gra się nazywała Ono i była podobna do naszego makao. Wieczorem było przyjęcie z okazji chrzcin. Siedzieliśmy na workach po ryżu rozłożonych na klepisku, jedliśmy ryż, dal i kurczaki porąbane na kawałki, tak, że było tam więcej kości niż mięsa. Na pierwszy rzut oka wyglądało to jakby kurczak wpadł pod kosiarkę. Widzieliśmy jak te kurczaki były zabijane. Hindus tłukł je patykiem po głowie, potem wsadzał do wielkiego gara z wrzącą wodą a kobiety go skubały. Odwiedziliśmy też dziecko, które miało dziś swoje święto. Zgodnie ze zwyczajem mała miała już ogoloną głowę, a my wręczyliśmy jej po 50 rupii i poszliśmy spać.
Dziennik - Indie, Nepal, Sri Lanka 1999 - część VIII .

Wiczawicza2005-09-20 16:04:35
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
26-VII-1999
Rano nie byliśmy na mszy z racji popołudniowgo wyjazdu. Cały czas siedzieliśmy w przychodni i tworzyliśmy kartotekę leków. Hindus, który dotychczas się tym zajmował był raczej niezadowolony, a wszyscy inni byli zdziwieni tym, że tak długo pracujemy i piszemy. Na 11.30 pojechaliśmy na mszę do sióstr ze zgromadzenia Św. Anny. Ich przychodnia i klasztor były położone po drugiej stronie Abhanpur. Tu poznaliśmy Indian Time. Msza, która miała się zacząć o 11.30 rozpoczęła się o 12.15. Wspaniały poślizg. Byliśmy tylko my dwoje, Aśka, dr Pyz, Ojciec Abraham, miejscowy ksiądz i trzy siostry zakonne, które były jedynymi mieszkankami tej misji. Cały czas musieliśmy siedzieć. Siostry śpiewały, recytowały i odnawiały śluby zakonne. A potem była uczta. Kurczak na 2 sposoby, ryż, ryba, fasolka, owoce, ciasto......ale się najedliśmy. Zjedlibyśmy jeszcze więcej, ale już musieliśmy wracać.
Z Abhanpur do Jeevodaya szliśmy pieszo, to były trzy kilometry, więc trochę czasu nam to zajęło, a że padało to i przemokliśmy. Do wieczora dokończyliśmy kartotekę leków. Ale tego było, ale mieliśmy jakiś wkład w biurokrację indyjską. Potem pochwaliliśmy się naszą pracą i pamiątkami z Nepalu. Chyba bardziej docenione zostały nasze pamiątki. No cóż taka już kobieca natura. Dostaliśmy też od Ojca Abrahama nasiona papaji i chili. Ciekawe czy one wykiełkują w Polsce, a jeśli tak to czy zaowocują? Pożegnaliśmy się i po ciężkich bojach z drukarką uzyskaliśmy zaświadczenie o odbyciu praktyk studenckich. Przed północą mknęliśmy dżipem Sumo Tata do Raipuru. Kierowca szalał na drodze, raz na krótkich a raz na długich światłach. Ale dowiózł nas szczęśliwie.
27-VII-1999
Nasz pociąg zamiast o 23.15 przyjechał o 1.15. Znaleźliśmy nasz wagon nr S6 i zaczęliśmy wsiadać. Jeszcze nie przeklinałem w tym pamiętniku, ale teraz muszę, O k....!!!
...
Zobacz zdjęcia:
Sri Lanka
,
Nepal
,
Indie
Sri Lanka - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj






















