25-VII-1999
Chrzest był bardzo uroczysty. Rodzice przejęci a dziecko płakało. Potem zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie wszystkich mieszkańców Jeevodaya przed kościołem. Było niezłe zamieszanie, każdy chciał być na pierwszym planie. Dostaliśmy od ojca nasiona chili i jedną papaję. Jutro mamy dostać także inne egzotyczne nasiona. Po południu przez 2 godziny graliśmy w karty. Ale mieliśmy ubaw. Gra się nazywała Ono i była podobna do naszego makao. Wieczorem było przyjęcie z okazji chrzcin. Siedzieliśmy na workach po ryżu rozłożonych na klepisku, jedliśmy ryż, dal i kurczaki porąbane na kawałki, tak, że było tam więcej kości niż mięsa. Na pierwszy rzut oka wyglądało to jakby kurczak wpadł pod kosiarkę. Widzieliśmy jak te kurczaki były zabijane. Hindus tłukł je patykiem po głowie, potem wsadzał do wielkiego gara z wrzącą wodą a kobiety go skubały. Odwiedziliśmy też dziecko, które miało dziś swoje święto. Zgodnie ze zwyczajem mała miała już ogoloną głowę, a my wręczyliśmy jej po 50 rupii i poszliśmy spać.
Dziennik - Indie, Nepal, Sri Lanka 1999 - część VIII .

Wiczawicza2005-09-20 16:04:35
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
dla osieroconych słoni w Pinnewala. Wstęp kosztuje 100 rupii, a kamera 200 rupii ekstra. Zaczepił nas jakiś miejscowy i zaoferował, że za darmo przechowa nasze bagaże. Przechowalnia okazała się sklepem z przyprawami. Z ciężkim sercem rzuciliśmy plecaki za ladę i cały czas zastanawialiśmy się, po co on to robi? Słonie były rozbrajające. Maluchy trąbiły litrowe butelki mleka w 15 sekund. Trąbiły, kołysały się, i bekały jak to po dobrym posiłku maluszkowi przystało. Każde z tych maleństw było przywiązane łańcuchem do betonowej posadzki. Ciekawe, czy one też były tak pogryzione przez mrówki jak my? Potem oglądaliśmy stado słoni hasające po łące. Goniły się, biły bawiły i kopulowały, trąbiły i pozowały dla zdjęć dla niemieckich turystów za banknoty 10 markowe. O 10.00 zostały przepędzone na drugą stronę ulicy do rzeki na kąpiel. Szkoda, że ta rzeka była taka płytka i sięgała im tylko do kolan. Na tym przedstawienie się zakończyło.
Poszliśmy odebrać nasze plecaki a sprzedawca zaczął nas namawiać na kupno ziółek i przypraw, więc my stanowczo odmówiliśmy i poszliśmy na autobus. W Kandy byliśmy po 13.00 i zatrzymaliśmy się w hotelu Thillin, 200 rupii za dwójkę. Trochę nas te ceny zaskoczyły, bo myśleliśmy, że po sezonie będzie tu jeszcze taniej. Dlatego też przed wyjazdem ze Sri Lanki, nie będziemy zatrzymywać się w Colombo, a raczej w Negombo, gdzie powinno być znacznie taniej. W Kandy jest duże sztuczne jezioro, a na jednym z brzegów stoi świątynia z zębem Buddy, jednym z dwóch zachowanych na świecie. Wokół jeziora rosną najróżniejsze gatunki drzew.
W centrum spotkaliśmy Daszę i Tomka ze Szczecina. Pierwsi Polacy od wyjazdu z Jeevodaya. Tu i tak było dużo turystów z Europy, którzy nabijali ceny. Spędziliśmy z nimi cały wieczór. Zwiedziliśmy świątynię Zęba, w której pomiędzy 18.30 a 19.30 grają na bębnach i odsłaniają miejsce,
...
Zobacz zdjęcia:
Sri Lanka
,
Nepal
,
Indie
Sri Lanka - wybierz obszar, który cię interesuje:









































