9-VII-1999
Dziś rano znowu padało. Poszliśmy kupić sobie chleb na śniadanie i okazało się, że w tych piekarniach po 19.00 ceny są obniżane o połowę. I tu się znalazło pole do popisu dla nas. Zważyliśmy też pamiątki Maryha, nie było źle tylko 4,5 kg, ale to już w sumie 5 z przyprawami, które dzisiaj kupił. Potem pojechaliśmy autobusem do Bhaktapur. Jechało nam się miło, ale niestety wysiedliśmy za wcześniej i musieliśmy maszerować 45 minut. Wstęp za 300 rupii, więc myślałem, że będą niesamowite widoki a tymczasem wszystko w rusztowaniach i w dodatku rozrzucone po całym mieście. Nic nadzwyczajnego. Bhaktapur jest pod opieką rządu Niemiec, a Patan Austriaków. Zafundowaliśmy sobie obiadek i z ulgą stwierdziliśmy, że nasze żołądki przyzwyczajają się powoli do tutejszej kuchni. Wróciliśmy do Kathmandu, a tu znowu padało. Zapłaciliśmy rachunki w hotelu i poszliśmy do wcześniej upatrzonych piekarni na ciastka. Ale mieliśmy ucztę. Znowu spotkaliśmy Jit Limbu i znowu nas opił z piwa, które sobie kupiliśmy. W hotelu okazało się, że dzwoniła siostra Maryha Ala. Zaraz jak się o tym dowiedzieliśmy zadzwoniła ponownie. Maryh bardzo się ucieszył a ja poszedłem bawić się swoim nowym aparatem, bo wyglądamy teraz jak dwaj Japończycy, jak to mówił Jit: Jumping And Pumping All Night.
Dziennik - Indie, Nepal, Sri Lanka 1999 - część VI .

Wiczawicza2005-09-20 15:58:42
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
większa i głębsza. Na pocieszenie powiedzieli nam, że pracuje już tam specjalna ekipa budowniczych.
Obudzili nas o pierwszej w nocy i kazali jechać. Ale mieliśmy mały problem, bo nie było kierowcy. Zjawił się po godzinie, bo spał sobie w najlepsze kilka kilometrów od autobusu. W dodatku musieliśmy jeszcze zapychać naszego starego grata. Później to już tylko spałem. Nawet nie pamiętam tej drugiej rzeki. Rano na granicy okazało się, że nasze bilety do Kalkuty to już tylko pamiątka i musieliśmy kupić nowe. Ale wpierw musieliśmy dostać się do Gorakhpur. Autobusik, którym jechaliśmy, był niesłychanie mały. Wysokość była około 1,75 m, więc my musieliśmy stać zgięci w pół, a właściciel dyrygował jak stawiać stopy, tak żeby zmieściło się jak najwięcej pasażerów. Gdy to pisałem byliśmy już w pociągu do Kalkuty. Mieliśmy najwyższe miejsca, więc nie ma powodu do narzekań, ale marzyliśmy tylko o prysznicu po tych 48 godzinach drogi w Nepalu.
13-VII-1999
O 6.30 byliśmy gotowi do wyjścia z pociągu a Kalkuty nadal nie widać. Ale była Kalkuta, tylko, że pociąg spóźnił się o 7 godzin. Już na dworcu obskoczyła nas zgraja żebrzących dzieci, więc jak najszybciej opuściliśmy to miejsce. Taksówką pojechaliśmy do hotelu. Mieliśmy pokój za 150 rupii z łożem małżeńskim i bardzo niskim sufitem. Przez pokój ciągnął się dźwigar, o który co chwilę się uderzaliśmy. Zjedliśmy obiad i poszliśmy spać. Maryh tak się spocił, że jego połowa łóżka wyglądała jak sauna. Po kolacji rozpakowaliśmy nasze plecaki. Rzeczy były trochę przemoczone, a na koszulkach Maryha pomieszały się kolory. Na żółtym niebieski, na białym czarny, tu troszkę czerwonego a tam znowu niebieski. Niestety wymagało to prania. Jutro musimy iść do banku, bo mieliśmy lekko przedarty banknot 500 rupii i nikt go nie chciał przyjąć od nas.
14-VII-1999
CoÅ›
...
Zobacz zdjęcia:
Sri Lanka
,
Nepal
,
Indie
Sri Lanka - wybierz obszar, który cię interesuje:









































