Zapomniałem napisać, że wczoraj przy przeskakiwaniu przez rzekę upadłem i złamałem parasol. Obecnie wygląda on jak parasol dla półgłówka. Z Jhinu wyruszyliśmy o 9.00, oczywiście w deszczu i w towarzystwie niemiłosiernych pijawek, które tym razem bardziej pokochały Maryha. Nie mógł się od nich opędzić. Droga była spokojna, żadnych urwisk i potoków do pokonania. W Tolce po obiedzie udzieliliśmy porady lekarskiej młodemu Nepalczykowi, który miał gorączkę. Skróciliśmy sobie drogę skręcając za Pothaną do Khare. Po drodze mieliśmy ładny widok na całą Pokhare i na jezioro, nad którym leży ta miejscowość. Z Khare taksówką dotarliśmy do hotelu, wzięliśmy prysznic i poszliśmy do Hindusa na dal. Najedliśmy się za wszystkie czasy. Zamówiliśmy sobie także koszulki z naszymi imionami, potwierdzające nasz pobyt na ABC. We wtorek jedziemy do Kathmandu. Byliśmy obolali po trekingu. Czułem każdy mięsień na schodach. Zobaczymy, co będzie jutro. Na szczęście żadna z ran po pijawkach już nie krwawi.
Dziennik - Indie, Nepal, Sri Lanka 1999 - część V .

Wiczawicza2005-09-20 15:56:08
Wyświetlono razy (ostatnio: )
5-VII-1999
Dzień zaczęliśmy od prania. Część zrobiliśmy sami a resztę zanieśliśmy do krawca, który nam robił koszulki. Przy okazji zamówiliśmy sobie następne koszulki z napisem: W 68 dni dookoła Indiuf. Cały dzień chodziliśmy po Pokharze. Kupowaliśmy pamiątki, a i tak Maryh miał ciągły niedosyt. A tak dobrze się przy tym targował, że kupował już chyba po cenie hurtowej. Niestety, gdy znajome Tybetanki zobaczyły moje trekingowe Vansy, na które chciały się wymienić stwierdziły, że są to za duże buty. Maryh próbował je przekonać, że z numeru 46 mogą zrobić dwie pary przecinając je na pół. Wobec tego buty wylądowały w przydrożnych krzakach i nie tknięte przez nikogo leżały tam do późnego wieczoru. Dziwne, ale w końcu to nie są Indie. I stała się rzecz niemożliwa. Przegrałem z Maryhem w szachy.
6-VII-1999
Na śniadanie zjedliśmy mielonkę z pure. Ale to się ciągnęło. Wolałem zejść dobrze, żeby w podróży nie ryzykować posiłku w przydrożnych knajpach. Taksówką pojechaliśmy na pole, z którego odjeżdżały autobusy turystyczne. W naszym były tylko 4 osoby, więc przesadzili nas do drugiego autobusu i pojechaliśmy do Kathmandu. Słońce świeciło i po raz pierwszy widzieliśmy w całej okazałości, góry otaczające Pokharę. Szkoda, że nie mieliśmy takiej pogody podczas trekingu. Po pół godzinie drogi, kierowca nagle zatrzymał się pod jakimś drzewem i staliśmy tam 2 godziny. Potem się okazało, że czekaliśmy chyba na naszego biletowego z grzywką. To on także, zmieniał kasety, fundując nam, co chwila jakieś super przeboje.
Na drodze leżały zwały kamieni lub błota, czasami też wystawały spod nich zmiażdżone ciężarówki. To wszystko to były skutki monsunu. My się tym nie przejmowaliśmy i cały czas graliśmy w szachy. Tym razem Maryh przegrał. W Kathmandu byliśmy o 15.00. Na dworcu czekał na nas posłaniec z hotelu, który
...
Zobacz zdjęcia:
Sri Lanka
,
Nepal
,
Indie
Sri Lanka - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj






















