Wyprawa na Mera Peak
Kris Wyświetlono: 2141 razy 2003-11-16 22:03:45![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.18 (78 głosów) |
Niebezpieczeństwo, trud, niepewność... w końcu wielka radość - udało się zdobyć szczyt!
Na pomysł wyjazdu w Himalaje wpadłem wraz ze swoim kolegą ze studiów, a zarazem towarzyszem wielu górskich wypraw, Michałem Lewińskim. Pomysł ów zrodził się w naszych głowach ponad pół roku przed faktycznym terminem wyjazdu. Kolejnym etapem decyzyjnym było wybranie szczytu, na który chcielibyśmy się wspiąć.
W związku z tym, że dwa lata temu podczas wyprawy w Kaukaz udało nam się zdobyć pięciotysięcznik (Elbrus - 5642 m npm - najwyższy szczyt Kaukazu), tym razem postanowiliśmy wejść powyżej 6 tys. metrów Do wyboru było kilkanaście szczytów, na które opłaty za wejście pobierane przez rząd Nepalu są do zaakceptowania dla przeciętnego śmiertelnika.
Wybraliśmy najwyższy z nich - Mera Peak - 6476 m npm.
Przygotowania
Potem przygotowania ruszyły pełną parą. Musieliśmy przede wszystkim dobrze poznać i dokładnie zaplanować trasę, optymalnie dobrać ekwipunek. Nieocenioną pomocą był dla nas Internet - wiele niezbędnych informacji zaczerpnęliśmy właśnie stamtąd. Bardzo dużym problemem okazało się kupno biletów lotniczych do Nepalu jest to dość popularny turystycznie kierunek, a bardzo niewiele linii lotniczych obsługuje tam połączenia. Na szczęście, dzięki pomocy bardzo obrotnego pracownika jednego z biur podróży, udało nam się zdobyć upragnione bilety Co prawda nazwa linii Biman Bangladesh Airlines - nie budziła zbytniego zaufania, ale i tak byliśmy bardzo szczęśliwi, że w ogóle możemy dostać się do Nepalu.
Nareszcie wyruszamy!
Wyruszyliśmy 25 września. Najpierw autokarem z Wrocławia do Frankfurtu nad Menem. Stamtąd samolotem do Daleki w Bangladeszu, a później dalej do Kathmandu w Nepalu. W Kathmandu zainstalowaliśmy się w Hotelu Pisang, w turystycznej dzielnicy Thamel (hotel o wysokim standardzie, 5 USD za nocleg). Następne dwa dni poświęciliśmy na załatwianie kolejnych spraw organizacyjnych związanych z wyprawą (pozwolenie na wejście na Mera Peak, sirdar, bilety na samolot do Lukli). Sirdar to obowiązkowy opiekun - przewodnik, a Lukla to miejscowość w Himalajach, z której biorą początek trasy bardzo wielu himalajskich wypraw W trudnych sprawach organizacyjnych bardzo pomógł nam Madan Sitaula, właściciel Hotelu Pisang, człowiek bardzo uczynny i sympatyczny, choć - jak większość miejscowych - bardzo lubiący szelest zielonych banknotów
30 września rano chybotliwym samolocikiem lokalnych linii Flight Care Aviation polecieliśmy z Kathmandu do Lukli. Notabene dwa dni wcześniej jeden z samolotów tych linii roztrzaskał się o skaliste zbocze, zabijając całą załogę wraz z nieszczęsnymi pasażerami. Cóż, linie te są prywatne, a widocznie najlepszym sposobem redukcji kosztów jest oszczędzanie na mechanikach.
| Oceń relację |
Komentarze
NepalWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju



























Coś wspaniałego , poziwiam i zazdroszczę odwagi i samozaparcia. Wspaniała relacja z wyprawy czekamy na następne.
Tylko pozazdrościć odwagi. Moim wielkim marzeniem są himalaje i baza pod ewerestem. Wiem jedno! nie wystarczy marzyc, pewnego dnia trzeba spakowac plecak i wyruszyc na przygode...
Nie pierwszy, zapewne i nie ostatni raz czytam opis tej wyprawy. Po takiej lekturze serce dyktuje: pakuj plecak i ruszaj w gory. Moze nie od razu na Mara Peak... ale choc na chwile na gorski szlak. Autorowi artykulu i jego towarzyszowi gratuluje zaciecia, odwagi. Taka przygode choc raz chcialabym przezyc. Moze kiedys marzenie sie spelni...
Piękny opis pięknej wyprawy! Podziwiam za odwagę i wytrwałość w postanowieniu zdobycia Mera Peak.