• Relacji z podrózy: 17578
  • Zdjęć: 123143
  • Podróżników: 37298
  • Porad: 18825
  • Postów: 132366
  • Tematów: 12495

Wyprawa do Tajlandii i Laosu

robert Wyświetlono: 3716 razy 2005-09-20 14:42:05
  Ocena:2.50 (306 głosów)


Z lotniska we Frankfurcie wylecieliśmy o 15.00 Boeingiem 767 lini Royal Brunei. Mój pierwszy start samolotem bardzo mi się podobał, chociaż na początku obawiałem się jakiegoś pawia. Cały lot czułem się dobrze a moment kiedy samolot odrywał się od płyty lotniska był wręcz rewelacyjny. Po kilku godzinach lotu mieliśmy międzylądowanie w Abu Dhabi (Zjednoczone Emiraty Arabskie). Cała operacja zajęła kilka godzin, bo samolot był tankowany. Lotnisko było bardzo kolorowe, głównie za sprawą podróżnych przybywających tu z różnych części świata. Podczas naszego pobytu przyleciały właśnie samoloty z Pakistanu i jakiegoś kraju Środkowej Afryki. Mimo, że byliśmy tam w środku nocy to temperatura była bardzo wysoka i już czuliśmy powiew wakacyjnej przygody.
Do Bangkoku dotarliśmy o 9.30 czasu miejscowego. Na lotnisku Don Muang musieliśmy wypełnić jeszcze kilka formularzy i mogliśmy ruszać w miasto. W egzotycznym kraju wszystko było inne, nawet samochody jeździły po lewej stronie. Z Lotniska pojechaliśmy klimatyzowanym (niebieskim) autobusem linii 10 do centrum. We wszystkich tajskich autobusach bilety sprzedają młodzi bileterzy (lub bileterki). W centrum udaliśmy się na Khao San Road, gdzie w licznych hotelikach mieszkali podróżnicy ze wszystkich kontynentów. My (Tomek, Olimpia i ja) zamieszkaliśmy w hoteliku „Walley” za 80 bathów za noc. Razem z czekającymi na nas od kilku dni w Bangkoku Darkiem i Dorotą włóczyliśmy się całe popołudnie po okolicy. Na Khao San Road i w jej okolicach można było spróbować kuchni z całego regionu i spotkać przedstawicieli nacji z całej południowo-wschodniej Azji.
obiad Na nasz pierwszy tajski obiad zaserwowaliśmy sobie „noodle soup”. Był to bardzo dobry rosół z długim makaronem, pędami bambusa, mięsnymi kulkami i mielonymi orzeszkami ziemnymi. Noodle soup jedliśmy podczas tej wyprawy jeszcze wiele razy. Po obiedzie i wizycie w hinduskiej dzielnicy wróciliśmy tramwajem rzecznym do naszego hoteliku. Tam wziąłem zimny prysznic. Już dawno zimny prysznic nie dał mi tyle radości. Wieczorem na Khao San Road pojawili się sprzedawcy patthai, pysznych „pancake’ów”, „banana shake’ów” i innych cudów. My skusiliśmy się na smażoną szarańczę i pędraki. O ile szarańcza nie miała jakiegoś charakterystycznego smaku to po pędrakach w ustach jeszcze przez kilka godzin czułem jakąś dziwna zawiesinę. Pędraków nie polecam. Można było jeszcze skosztować smażonych karaluchów, ale tego dnia byliśmy już najedzeni. Na koniec naszego pierwszego dnia w Tajlandii wypiliśmy po pysznym piwku. Przeważały tam dwa gatunki piwa: „SINGHA” i „BEER CHANG”.

Po dobrym obiedzie i super piwku (Beerlao) wieczór spędzamy na tarasie hotelu. Około godziny dziewiątej przyszła potężna burza z ulewą , która trwała do samego rana. Rano wyszło piękne słońce. Ten scenariusz powtórzył się z dużą dokładnością następnego dnia.
Mahaxai Dziewiątego sierpnia z rana poszliśmy wynająć łódź i popływać po okolicy. Po długich targach ustaliliśmy cenę na 50 tyś. kipów za czterogodzinny rejs. Płynęliśmy małym, wąskim czółnem wyposażonym w niewielki silnik. Na początku mieliśmy małe problemy z utrzymaniem równowagi, ale sterownik dzielnie równoważył przechyły łodzi. Rejs ten można uznać za jedną z największych atrakcji w Laosie. Początkowo płynęliśmy w górę rzeki gdzie wokół nas rozciągały się spowite chmurami góry. Następnie popłynęliśmy zobaczyć inne wioski leżące nad brzegiem. Jedna z nich była zalana przez wezbrane wody rzeki.
Następnego dnia z rana opuściliśmy Mahaxai i normalnym już autobusem, po normalnej cenie dojechaliśmy do Thakek. W Thakek przesiedliśmy się na pick-up’a do Savanakhet. Po 2,5 godziny dotarliśmy na dworzec autobusowy. Z dworca do centrum musieliśmy dojechać tuk-tukiem. Po znalezieniu hotelu poszliśmy zwiedzić miasto. Miasto jest bardzo ładnie położone nad brzegiem Mekongu. W porównaniu z innymi miastami było tu stosunkowo dużo turystów. W mieście znajdowało się wiele zabytków starofrancuskiej architektury z czasów kolonialnych. W centrum miasta znajdowała się znana szkoła dla buddyjskich mnichów oraz piękna Vat Saya Phoum. Obok zabytków kultury buddyjskiej przy centralnym placu miasta stał zbudowany przez Francuzów kościół. Było tu też wiele ciekawych restauracyjek, w których można było naprawdę nieźle zjeść. Tego dni około 17 z południa nadciągnęła burza i obfite opady deszczu. Po burzy rozjaśniło się i mogliśmy zobaczyć namiastkę zachodu słońca nad Mekongiem.

Jedenastego sierpnia wypożyczyliśmy rowery i pojechaliśmy zobaczyć oddaloną o kilka kilometrów od miasta słynną stupę Ing Hang. Ing Hang StupaJest ona jednym z najświętszych miejsc w Laosie. Podczas przejażdżki rowerowej Olimpia jechała bez koszulki, w samym staniku. Spowodowało to nachalne oglądanie się facetów. Ciekawie reagowały na to zjawisko kobiety, śmiejąc się na głos i pokazując palcami. Dwie z nich mało nie spadły z motoru, którym jechały. Podziwiam poświęcenie naszej koleżanki, która tak bardzo chciała się opalić. Po godzinie jazdy w okropnym upale dotarliśmy do stupy. Nieliczni wierni w skupieniu modlili się przed całkiem ładnym kwadratowym słupem. Jedna z przybyłych rodzin wniosła przed modlitwą kilka butelek coli do wnętrza stupy, po czym odprawiła modły, wyciągnęła butelki i tak poświęcony napój z przejęciem wypiła. Po obejrzeniu stupy objechaliśmy znajdujące się nieopodal malownicze jeziorko.
Strona:  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:

REKLAMA


TajlandiaWybierz obszar który Cię interesuje

TajlandiaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju