To ostatnia relacja z Azji.
Witajcie po raz ostatni z Indii...

A.szurkiewicz2005-09-18 18:57:45
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 3.00 z 5.00. 2 głosów oddanych
09.03.2003 Delhi
Witajcie po raz ostatni z Indii...
Za niespełna dwie godziny odjeżdżamy na lotnisko. Szkoda nam stąd odjeżdżać. Niestety wakacje się kończą.
Dzisiaj kilka słów o Delhi...
Wyrażenie "Indie, kraj kontrastów" nabiera z każdym dniem innego znaczenia i chyba nigdzie bardziej niż tu nie jest ono aktualne. Delhi to stolica kraju, ogromna metropolia, ale w rzeczywistości to kompozycja dwóch niezależnie żyjących miast: starego i nowego. Miasta te są zupełnymi przeciwnościami a dzieli je jedynie kilka ulic oraz, aż kilkaset lat...
Old Delhi miejsce gdzie człowiek po prostu cofa się w czasie. Małe, ciasne, zakurzone uliczki, często bez nawierzchni, bez poboczy gdzie prawie przez całą dobę toczy się życie dziesiątków tysięcy ludzi. Widać tu ogromne przeludnienie oraz wszechogarniającą biedę. Ludzie poubierani są w byle co, mieszkają w starych, zniszczonych, walących się kamienicach (które – swoją droga - dawno temu musiały świadczyć o potędze i bogactwie mieszkańców), a nad wszystkim wiszą niezliczone kilometry pozwijanych drutów elektrycznych.
Całość uzupełniają krowy, psy oraz ludzie załatwiający wszelkie potrzeby w miejscu gdzie stoją, na oczach tysięcy innych mieszkańców. Miejsce naprawdę potrafi dać do myślenia. A trzeba pamiętać ze pierwszy kontakt z tym miejscem mieliśmy 2 miesiące temu. Była to pierwsza rzecz, jaką zobaczyliśmy w Indiach. Co gorsza dopiero świtało, wszędzie unosiła się mgła potęgowana jeszcze przez dym z palonych ognisk, ludzie leżeli na ziemi, część już się budziła i załatwiała na ulicy, część z nich już nigdy nie miała się obudzić, a jeszcze inni - odziani w koce - snuli się bez celu. To był istny szok. Do tego stopnia ze te same miejsca oglądane 2 miesiące później wyglądają inaczej. Mało tego, musieliśmy być tak przestraszeni, że gdy wysiedliśmy z autobusu z lotniska staliśmy plecami do głównej ulicy Pahar Ganju – miejsca, w którym teraz mieszkamy i które uznajemy za bezpieczną enklawę. Wtedy tego miejsca po prostu nie zauważyliśmy. Old Delhi oglądaliśmy dzisiaj z rowerowej rykszy, to najlepsze rozwiązanie, bo można się wolno przemieszczać nie będąc narażonym na zaczepki. Na ulicach panował trudny do opisania ścisk. Każda ulica to kolejny bazar, na którym sprzedaje się wszystko. Gdzie nie spojrzeć tam tysiące ludzi. Wszyscy mówią, krzyczą, kupują, przemieszczają się, jedzą, modlą...
A wystarczy przekroczyć jedną ulicę by znaleźć się kilkaset lat później... w New Delhi. Miejsce to po raz pierwszy od przybycia do Azji nie różni się prawie niczym od miejsc znanych nam z Europy. Jest niezwykle czysto, przestronnie i zielono. Setki wiecznie zielonych drzew otaczają każdą z ulic, szerokie chodniki i dwu-, trzypasmowe ulice potęgują wrażenie przestrzeni.
Miejsce, w którym można by zamieszkać. Nie widać tu żebraków, lecz ludzi w garniturach jadących do pracy, jedzących lunch w restauracji, McDonaldzie, Pizza Hut... A do tego wszystkiego szklane wieżowce i kolorowe witryny ekskluzywnych sklepów sprawiają, że Europejczyk po prostu czuje się tu dobrze.
Tak wiec, póki co, Delhi zapamiętamy jako miasto kontrastów, ale również jako miasto najbardziej podobne do tego co znamy z Europy. Zapamiętamy je tak do następnego razu. A następny raz będzie na pewno...
Czeka nas teraz 10 godzin lotu: 7,5 do Amsterdamu i 2 do Warszawy. Trasa będzie wiodła przez Pakistan, Turkmenistan, Afganistan, Morze Kaspijskie, Krym, Ukrainę, Polskę, Niemcy, Holandię... Wszystko to na wysokości 10 000 metrów przy szybkości 950 km/h.
Do usłyszenia z Polski...
Krzysiek
Delhi, India 09.03.2003
Zobacz zdjęcia:
Indie
Indie - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj























