Krym 2002
AgaM Wyświetlono: 3507 razy 2003-11-14 13:42:12![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.14 (51 głosów) |
...tajemniczy...niebezpieczny...piękny...egzotyczny...
12.07.2002 Piątek
Rozpoczęliśmy naszą podróż dnia 12 lipca roku pańskiego 2002 nie wiedząc zupełnie, jaka to będzie wyprawa, co nas czeka i czego się możemy spodziewać? Wsiedliśmy do pociągu relacji Gliwice – Przemyśl o godzinie 1:35. Podróż trwająca 6 godzin minęła nam stosunkowo szybko, ale gdzieś w okolicach Łańcuta zaczęła nam delikatnie rzecz ujmując walić szajba. W przedziale poznaliśmy pewną parę jadącą na weekend do Lwowa. Dogadaliśmy się z nimi i postanowiliśmy, że pojedziemy razem z Przemyśla do Medyki busem, następnie pieszo przekroczymy granicę i również razem poszukamy, busa który zawiezie nas do Lwowa. Oczywiście za pół hrywny... No i tak też zgodnie z naszym planem postąpiliśmy. Na granicy nie mieliśmy żadnych problemów, jedynym mankamentem było to, że musieliśmy wykupić ubezpieczenie za 12 hrywien od osoby. Po załatwieniu wszelkich formalności znaleźliśmy pana z busem, który zawiózł nas do Lwowa za 10 hrywien od łebka. Jechaliśmy ponad godzinę, aż wreszcie ok. 10:30 znaleźliśmy się we Lwowie.
Teraz muszę trochę wyjaśnić i cofnąć się w przeszłość...a więc dawno dawno temu czyli mniej więcej dwa tygodnie wstecz planując naszą podróż postanowiliśmy się ubezpieczyć i załatwić sobie w jakiś nieznany nam jeszcze sposób bilety. Nie chcieliśmy być narażeni na wątpliwą przyjemność obcowania z lwowskimi konikami. Wtedy właśnie Piotrek wpadł na pewien prosty, ale jakże genialny pomysł. Znalazł na icq osobę ze Lwowa, która mówi po polsku i zapytał ją czy czasem nie kupiłaby nam biletów do Symfropla (oczywiście na własne ryzyko i za własną kasę, jedynym zabezpieczeniem było nasze słowo, że przyjedziemy). Tą tajemniczą osobą był Iwan ksywa John. Ten oto wspaniały jegomość zrobił to dla nas i zakupił nam owe upragnione bilety.
Przybywając do Lwowa byliśmy nastawieni na to, że bilety są już zakupione. Z Johnem generalnie nie byliśmy umówieni. Plan był taki, że kiedy przyjedziemy to do niego zadzwonimy i wtedy jakoś się umówimy na spotkanie. My oczywiście nie spieszyliśmy się gdyż pociąg mieliśmy dopiero o 0:30 w nocy. I w związku z tym wyobraźcie sobie, jakie było nasze zdziwienie, kiedy podszedł do nas niski szpakowaty gość i zapytał czy jesteśmy z Polski? Jak łatwo się domyślić był to oczywiście John. Byliśmy przygotowani na krótką wymianę zdań, wymianę biletów i kasy za nie, gdyż nie chcieliśmy już nadużywać dobroci naszego ukraińskiego przyjaciela, ale to nie była taka prosta sprawa. John pokazał nam piękny lwowski dworzec, zaprowadził nas do przechowalni bagażu, a następnie do swojego samochodu. Ku naszemu ogromnemu zdziwieniu John zafundował nam kilkugodzinne zwiedzanie Lwowa połączone z profesjonalnymi informacjami dotyczącymi poszczególnych lwowskich zabytków. Mógłby być bez problemu przewodnikiem.
| Oceń relację |
Komentarze
UkrainaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju



























Kshegosh: AgaM :) fantastyczne pióro, na Chmielewskiej Joanny poziomie. Opis wycieczki obudził we mnie duszę nomada. Już się widzę w Alupkach i innych chałupkach w zapomnianych przez Bogów miejscach. Fantastycznie.
Ciri: Hehe, super opis. Dzięki, pośmiałam trochę:) Ja z kolei Alupki będę chyba omijac z daleka - ze względu na bliżej opisane robactwo (jakoś nie żywię zbyt dużej sympatii do populacji sześcionogich i więcej). Za to pozostałe miejsca wyglądaja dość sympatycznie. Myślę, że może niedługo podążymy Waszymi śladami! Pozdrowienia i Bon Voyage!
Przeczytałem wszystkie etapy Waszej przygody. Opis jest bardzo interesujący i obrazowy. Myślę że inni którzy zdecydują się na na podobną wycieczkę ,mają przetarty już szlak ,i będą wiedzieli gdzie i czego mogą oczekiwać w obcym ,ale ciekawym kraju ,jakim jest Ukraina ,a szczególnie Krym
Serdeczne pozdrowienia i dziękuję za sympatyczny opis.