1 listopad 1998
Obudziłam się ze wspaniałym pomysłem. Mięliśmy jechać z Wojtkiem na północ do Prince Rupert, Wojtek w interesach, my na przyczepkę, ale nie wyszło. Więc... pojedźmy sami. Też na północ, tylko jeszcze dalej. Mamy adres servasowy kobiety w Whitehorse w Yukon. Pojedźmy...
AWŚ 2; 11`1998; USA - Kanada - USA



Kinga2005-09-15 16:10:48
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Tak po prostu. Wystarczy pomyśleć. Już wczoraj, jak wjeżdżaliśmy do Anchorage i widzieliśmy lotnisko z małymi, prywatnymi samolotami, miałam krótką wizję. Polećmy! I dziś z rana, po śniadaniu w przytułkowej stołówce nie mieliśmy pomysłu, co dalej robić. Ja wiedziałam. Chodźmy na lotnisko. Mało prawdopodobne, ale można spróbować. Oczywiście, można sobie wykupić flying tour za kilkaset dolarów dla turystów, ale to nas mało interesowało.
Łazimy wiec wśród oszronionych dwu lub czteroosobowych awionetek i zastanawiamy się, czy ktoś w ogóle będzie gdzieś dziś leciał i jeśli tak, czy nas zabierze. Ogólnie jest pusto, samoloty drzemią jeden obok drugiego zimowym snem. Ale... coś słyszymy, jakby odgłos silnika. Idziemy w jego stronę. Człowiek w małym, żółtym samolociku, gotowy do startu. Wystawiamy kciuki, tak jak zawsze gdy łapiemy stopa. Samolot podjeżdża. Rozmawiamy z mężczyzną: Dokąd chcecie lecieć? Dokądkolwiek? To świetnie. Let`s play. Może zabrać tylko jedną osobę. Lecę pierwsza. Polatamy przez półtorej godziny, potem zmiana.
Aparat. Słuchawki na uszy. Pas. Wzbijamy się. Marzenia się spełniają. Zostawiamy za sobą Anchorage. Lecimy w stronę pobliskich gór. - Chcesz pokierować? Trzymaj stery. Tylko nie zderz się z tą górą. I tak oto pierwszy raz w życiu prowadzę samolot. Na Alasce! Widoki zbyt niesamowite, aby je opisać. Super pogoda, zero wiatru, niebieskie niebo, wschodzące zza gór słońce. Skaliste, ośnieżone góry. Oszronione doliny. I lodowiec. Lądujemy na chwilę w dolinie pomiędzy górami. Potem lecimy nisko, nad samą wodą jakiejś rzeki, a z prawej strony wyrasta wielka, popękana ściana lodowca. I powrót ponad górami. Robimy trzy kółka w powietrzu, aby wzbić się wystarczająco wysoko, aby nie zderzyć się z górą. W samochodzie na lotnisku czeka Chopin. Dolewka paliwa w skrzydła samolotu. I zmiana. Teraz Chopin ogląda Alaskę z góry, a ja siedzę sobie w ciepłym samochodzie Roberta i piszę. Czy to naprawdę się wydarzyło? I co się jeszcze wydarzy? Wiem już, że wystarczy pomarzyć. Ale o czym tu jeszcze marzyć? Nie wiem, czy mam wystarczająco bujną wyobraźnię.
Wieczór. Z powrotem w schronisku. Wszędzie, gdzie spędzam więcej niż jedną noc, czuję się jak w domu. Znajome twarze. Wszyscy nas witają, pytają, jak minął dzień. A dzień minął ciekawie. Robili zakłady, większość obstawiała, że już tu, tzn. do schroniska nie wrócimy.
Zobacz zdjęcia:
Stany Zjednoczone
,
Kanada
Stany Zjednoczone - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj

























