2 06.99
Nowe rodziny. Poznane przez mamę i Ewę w kościele w Knoxville ostatniej niedzieli. Mama z częścią grupy goszczą w olbrzymiej willi u Basi i Rogera nad samym jeziorem. Basia polskiego pochodzenia mówi nawet łamanym polskim. Chopin i ja z trójka dzieci jedziemy z Nancy i jej trzynastoletnią córką Natalie. Duży dom na wsi, olbrzymia przestrzeń. Łąka, strumyk, kawałek lasu. Mają konia i basen. Raj dla dzieciaków i nie tylko. Dobrze trafiliśmy.
AWŚ 8; 6`1999; Z Atlanty do Rainbow



Kinga2005-09-15 15:51:16
Wyświetlono razy (ostatnio: )
mi wstać. Zabiera mój plecak i idzie czegoś poszukać. Wraca w totalnej już ciemności, ale z dobrą wiadomością. Znalazł kawałek płaskiej, trawiastej przestrzeni idealnej na nocleg. Zostawił tam mój plecak. Teraz zabiera swój i idziemy. Ciepła, bezwietrzna noc. Drzewa, gwiazdy. Rozkładamy bety i wyczerpani rzucamy się spać.
9 06.99
Rano. Śniadanko - nasze ulubione: namoczone pestki słonecznika zmieszane z bananem i rodzynkami. Bardzo sycące. Zrobiłam sałatkę na później i ruszamy. Bolą mnie wszystkie mięśnie ramion. Zaczynam nienawidzić swojego plecaka. Okazuje się, że dróżka do naszego schroniska była tuż, tuż. Tylko i tak nie chciałoby nam się schodzić pół mili w dół. Chopin tylko poszedł teraz bez bagaży po wodę. Zaraz ruszymy dalej. Wieczór. Niedoceniliśmy dystansu. Albo przeceniliśmy swoje możliwości. Patrząc na niezbyt szczegółową mapę stwierdziliśmy, że w dwa dni powinniśmy te góry przejść. A dziś znowu szliśmy i szliśmy i nie mogliśmy dotrzeć do kolejnego schroniska. Po drodze nawiedziła nas burza z ulewnym nagłym deszczem. Zanim Chopin wyjął i rozpiął nad scieżką nasz zielony daszek, byliśmy już cali mokrzy.
Pod daszkiem przeczekaliśmy deszcz, przebrałam koszulkę, zwinęliśmy rzeczy i ruszyliśmy dalej. Wyszło nawet słońce. Po to tylko, aby za chwilę schować się za chmurami, z których spadł kolejny deszcz. Kolejny daszek. Odpoczynek. I w końcu w kolejnym przejaśnieniu ukazało się schronisko. Pięć mil przez prawie cały dzień. Z mapy Michelle (poznanej w schronisku edytorki "Backpacker" magazine) wynika, że jak by na to nie patrzeć, jeszcze dwa dni drogi. Nie ma sprawy. W końcu się nie spieszymy. Tylko co będziemy jeść? I tak uważamy bardzo z jedzeniem. Na jutro jeszcze będzie, ale później? Może jakoś przeżyjemy i pojutrze wieczorem dotrzemy do jakiegoś sklepu. Na dzisiaj już dosyć. Zostajemy tutaj i suszymy rzeczy. W końcu przydaje się nasza turystyczna kuchenka, Chopin właśnie suszy nad nią buty i skarpetki.
Zobacz zdjęcia:
Stany Zjednoczone
Stany Zjednoczone - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj




























