2 lipiec
Co za noc. Lało, padało od wieczora do rana. Ścieśniliśmy wszystkie rzeczy, plecaki, śpiwory pod nasz rozpięty pomiędzy drzewami daszek, ale i tak zacinało trochę po bokach i hałasowało nieustannie tuż nad głową, tak że nie mogłam spać. Przetrwaliśmy jednak jakoś do rana i niebo powoli i niepewnie zaczęło się przejaśniać. Po nocnym deszczu wszystkie ścieżki zamieniły się w aleje głębokiego błota. Niektórzy chodzą boso po kostki, czy kolana w błocie i się nie przejmują, część ludzi w ogóle chodzi całkiem nago - jak wolność to wolność.
AWŚ 9; 7`1999; Z Chicago rzekostopem do Kentucky



Kinga2005-09-15 15:48:57
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
mają jeszcze jego wpis do książki gości. Miał szczęście, załapał się jeszcze na przejażdżkę samolotem, teraz dziadkowie mają już tylko łódki.
12 .07.99
Ale poszaleliśmy. Jadąc powoli droga nr 6 w stronę Chicago dowiedzieliśmy się, że jest niedaleko park - wesołe miasteczko z największymi na świecie "roller coaster`ami", czyli wagonikami pędzącymi po krętych szynach, robiącymi pętle w powietrzu. Czemu nie?
Nie wydaliśmy oczywiście około 30 dolarów od osoby za wstęp. Ukryliśmy plecaki w krzakach na pobliskiej plaży, ciągle nad jeziorem Erie i obeszliśmy wszystko dookoła w poszukiwaniu dobrego miejsca do przeskoczenia płotu.
Prawie wszędzie podwójne druty kolczaste na górze, ale... jak komuś zależy, zawsze znajdzie dziurę. Znaleźliśmy, Chopin mnie podsadził, skok i jesteśmy. Do jedenastej w nocy możemy korzystać ze wszystkiego aż do bólu.
Zaczynamy dosyć mocno - od nowoczesnego roller coaster`a z podwieszonymi wagonikami i masą obrotów do góry nogami. Stoimy w długiej, ale dość szybko posuwającej się kolejce ludzi i coraz mniej jestem pewna, czy naprawdę tego chce?
Ale co tam, trzeba spróbować. W dodatku Chopin upiera się, że musimy w pierwszym wagoniku. Nadchodzi nasza kolej. Siadamy. Na sam przód. Zapinamy pasy. 2 minuty 40 sekund dzikiej jazdy przed nami. Ruszamy, powoli, powoli pod górę... i nagle, nabieramy prędkości i nic już nas nie zatrzyma, szaleńczy spadek w dół i pętla, i nie wiem już gdzie góra, gdzie dół, tylko pędzimy i wszystko wiruje, ziemia i niebo zwariowały. Ale dojeżdżamy cali. Przeżyliśmy. Teraz już nie straszny nam żaden roller coaster. Idziemy na kolejne.
Tyle tu tego jest, każdy inny. Na koniec zostawiamy sobie najgorszy (tzn. najlepszy!), najdłuższy z dzikimi obrotami, w którym jedzie się na stojąco. My oczywiście z samego przodu, tak aby dokładnie widzieć każdy niekończący się spadek w dół, każdą kolejną pętlę.
Nie potrafię tego opisać, ale maksymalne szaleństwo. Po tym nie chciało nam się już nigdzie iść. Tylko zrelaksować się w kinie IMAX, też wewnątrz parku, kino z olbrzymim ekranem w kształcie kopuły. Niesamowity film "Extreme", po którym to, co przed chwilą przeżyliśmy, wydało się zupełnie niczym.
Zobacz zdjęcia:
Stany Zjednoczone
Stany Zjednoczone - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj




























