1.09.99
Pierwszy dzień szkoły w Polsce, a nasze nieustające wakacje trwają. I tak się dokładnie czuję, goszcząc w wielkim domu z basenem tuż nad kanałem. Słońce i palmy dookoła.
AWŚ 11; 9`1999; Z Florydy do Arizony



Kinga2005-09-15 15:42:46
Wyświetlono razy (ostatnio: )
ludzi. Posiedzieliśmy w jednym ze słynniejszych pubów, posłuchaliśmy kobiety grającej na fortepianie i śpiewającej głębokim, zniszczonym trochę, ale interesującym głosem.
Do jednego miejsca nas nie wpuścili, bo nie mieliśmy I.D. (dowodu tożsamości), a trzeba mieć powyżej 21 lat, aby w ogóle wejść do pubu. No cóż...
8.09.99
Nasza servasowa gospodyni tu w Nowym Orleanie, Angie, zaprosiła mnie dziś do szkoły, w której pracuje jako psycholog. Szkoła w biednej dzielnicy, prawie same czarne dzieci - śliczniutkie.
Akurat klasa dziewięciolatków miała lekcję w bibliotece, koło biura Angie, więc zostałam przedstawiona, poopowiadałam o Polsce i o naszej podróży. Na pytanie "Czy wiecie, w jakim języku mówi się w Polsce?" usłyszałam od dzieciaków po pierwsze: "po hiszpańsku!", potem było wszystko: chiński, angielski, japoński, francuski. Na polski nie wpadł nikt. Nieszkodzi.
Ja musiałam odpowiadać na ciekawsze pytania:
- "Czy macie w Polsce Mc Donalds`a?"
- "Czy widziałaś rekina?"
- "Czy masz dzieci?"
- "Czy mówisz po afrykańsku?"
- "Zatańczysz dla nas?"
- "Czy mogę pojechać z tobą?"
10.09.99
Żydowski Nowy Rok. Angie zaprosiła nas na wieczorną imprezę do swoich znajomych. Wspólna medytacja i wspaniały posiłek, my dołożyliśmy się z naszą sałatką z brokuła i kukurydzy, i specjalnie przyrządzonymi grzybkami.
11.09.99
Czas znowu ruszyć w drogę. Trochę ciężko, bo od jakiegoś czasu mam problem z pęcherzem. Nie wiem co jest, pierwszy raz w życiu. Ale nie chcę brać żadnych prochów, piję więc masę wody, jak mi Angie poradziła, oraz jakieś witaminy biorę. Zobaczymy. Póki co podążamy na zachód do Teksasu.
W Houston mamy umówionych hostów. Znowu mamy jeden z tych dni, kiedy podwożą nas po ok. 30 mil, w dodatku długo w międzyczasie czekamy. Jeden z przyjemniejszych stopów z czarnym gościem. Kolejny z dwoma białymi. Jeden pyta: ("Do you have Blacks in Poland? No? Really? I wanna move there. Blacks, you know, they used to be slaves here. Now they started to make so many babies and populated Louisiana. They are all over. And they all carry rifles in their cars.")
"Czy macie Czarnych w Polsce? Nie? Naprawdę? Chcę się tam przeprowadzić. Czarni, byli tu kiedyś niewolnikami. Teraz zaczęli tak się rozmnażać, zaludniają Luizjanę. I wszyscy wożą karabin w samochodzie."
Kolejny stop z gościem wiozącym w przyczepie konia wyścigowego: ("You don`t eat meat?!!! Oh man...!!!")
"Nie jecie mięsa?!!! O rany...!!!"
12.09.99
Pobudka na krowiej łące, na której spędziliśmy ostatnią noc. Nie jesteśmy już daleko, powinniśmy szybko dojechać do Houston. Czekamy czas jakiś na "Rest Area".
Zatrzymuje się gościu. Upewnia się, że jesteśmy Europejczykami. Potem wyjaśnia, że Amerykanów by nie zabrał. W ogóle nie zabiera stopowiczów. Przejechał koło nas, zobaczył bijący od nas spokój i jakąś pozytywną energie i wrócił.
Nie bez powodu, jak się okazało. Mamy czas do wieczora, bo wtedy dopiero wraca nasza nowa servasowa gospodyni, więc Mario (miły indiański Meksykanin, ale urodzony tutaj) na początek obwozi nas po mieście. Czwarte co do wielkości miasto w Stanach, a całkiem przyjemne, bo tyle przestrzeni. Pustynia dookoła, mają gdzie się rozbudowywać.
Zamieniliśmy zaproszenie do wietnamskiej restauracji na wspaniały "farmer`s market" z tysiącami świeżych owoców i warzywek, i sałatkę zrobioną osobiście u Maria w domu.
Zobacz zdjęcia:
Stany Zjednoczone
,
Fidżi
Stany Zjednoczone - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj




























