Murmańsk - miasto za kręgiem polarnym. Koleją do Murmańska.
motala Wyświetlono: 10057 razy 2005-09-15 11:30:38![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.58823529412 (34 głosów) |
TRASA
25.12.2002
Poznań Główny - Terespol - Brześć Centralny - Mińsk Pasażerski
26.12.2002 - 28.12.2002
Mińsk Pasażerski - Murmańsk
01.01.2003 - 03.01.2003
Murmańsk - Moskwa
04.01.2003 - 05.01.2003
Moskwa - Brześć Centralny - Terespol - Poznań Główny
Dzień I - 25 grudzień 2002 - LAS MIŃSK VEGAS
O godzinie 6.32 wsiadam do pociągu, którym z Poznania jedzie już Rafał, wyjechał o 2.12. Pociąg miał być o 6.17 ale... jak zwykle PKP ma opóźnienie. Wagon jest średnio ogrzewany, drzwi przedziału nie do końca się domykają. O 9.38 docieramy do Terespola, w wagonie oprócz nas jest jeszcze tylko jeden człowiek. Pociąg do Brześcia jest o 10.20. W wagonie oprócz nas są tylko: 2 polskich kolejarzy, 2 białoruskie prowodnice, 2 Białorusinów (5 lat bez wyroku za wygląd), jakiś dziadek i chłopak z rowerem. Odprawa paszportowa bez kłopotów, choć dziwna pograniczniczka polska sprawdza numer mojego paszportu, po czym stwierdza, że jestem dziwnie miły (tak, tak Tomciu za dużo paplałeś i podpadłeś Pani :)). Mówi też że dziwi się nam, że jedziemy na Białoruś, (bo oczywiście nie wspomnieliśmy jej o tym, że jedziemy do Murmańska), oficjalna wersja to: wyjazd na Sylwestra do Mińska - może dlatego się zdziwiła, dwóch idiotów zamiast spędzić "normalnego" Sylwestra w Paryżu albo w innym Londynie jedzie do Mińska...
Po kilkunastu minutach jazdy jesteśmy po białoruskiej stronie, w carstwie Łukaszenki. Białoruski pogranicznik kilkukrotnie uparcie literuje moje nazwisko i stawia stempel nie na tej wizie. Po zwróceniu mu uwagi kasuje poprzedni stempel i stawia na nowej , aktualnej wizie. Jedziemy na wizę, nie kupujemy "wołczerów" ta sama cena a wiza to wiza. U Rafała literuje kilkukrotnie nazwisko i karze zdjąć okulary. Na stację w Brześciu docieramy o 12.06 (zmiana czasu +1h). Pierwsze kroki kierujemy do kantoru i o 12:13 wymieniamy po 50 USD, 1 USD = 1905.00 BYR, dostajemy po 95250.00 BYR. Mając białoruskie "zajce" próbujemy kupić bilety do Murmańska. Kobieta nim jeszcze spojrzała do komputera, od razu oznajmia, że nie ma miejsc. Może to i dobrze, jak później się okazało. O 12.21 kupujemy bilety Brześć Centralny - Mińsk Pasażerski (344km), na pociąg nr 50 skoryj czyli pospieszny, wyjazd o 14.06, przyjazd do Mińska 18.31, wagon nr 4 płackartny, miejsca 39 - dolne, 40 - górne (Rafał na górze) (trasa pociągu to Brześć - St. Petersburg), cena biletu: 9620.00 rubli białoruskich czyli około 20 zł. W oczekiwaniu na pociąg idziemy na pomost pomiędzy peronami i fotografujemy dworzec. (12:36). Jeszcze tylko zakup wody mineralnej i kilkunastominutowe oczekiwanie w budynku kolei podmiejskiej i ... siedzimy w pociągu. Prowadnica Wiedźma - Złotousta (od złotych zębów, jej wygląd bardzo przypominał te wiedźmy z bajek). Miejsca bakawuszki, (przy oknie, wzdłuż korytarza) przedostatnie. (18:06). Okazuje się, że tuż za nami siedzi ten sam młody człowiek z rowerem. Studiuje na stałe w Mińsku - ekonomię, ale teraz był na kilkumiesięcznym stażu w Uniwersytecie Europejskim Viadrina we Frankfurcie nad Odrą. Po drodze do Mińska niektórzy poszli spać na górną półkę (ja :)) i zapomnieli o całym świecie, a inni (czyli ja) nawiązywali kontakty w sprawie ewentualnej pomocy w zakupie biletów na dalszą trasę.
Do Mińska dojechaliśmy bez opóźnienia, o 18.31 i od razu udaliśmy się do informacji (razem ze studentem - Viadrinem, zapomniałem imienia) w sprawie wolnych miejsc a stamtąd do kas. Student, gdy mówimy mu gdzie jedziemy robi taaaakie oczy, nie wiem co w tym takiego dziwnego, Murmańsk... no daleko i co. Okazało się, że są tylko 3 kupejne ale nie tylko są w różnych przedziałach ale także w różnych wagonach, bierzemy to co jest, o 18.46 kupujemy więc bilety Mińsk Pasażerski - Murmańsk (2283km), na pociąg nr 226 pasażyrskij czyli osobowy (osobowy różni się od pospiesznego tylko liczbą stacji na których się zatrzymuje), wyjazd 26.12.2002 o 8.00, przyjazd do Murmańska 28.12.2002 o 13.12, wagon nr 5 kupejny, miejsce 16, drugie miejsce w wagonie obok, cena biletu: 89120.00 rubli białoruskich czyli około 187 zł. O 5 i o 7 rano będzie można sprawdzić czy zwolniły się rezerwacje. Idziemy "na miasto". Najpierw jednak idziemy do przechowalni bagażu zdać plecaki. Kolejny obowiązkowy punkt to wymiana waluty, (a w ogóle to na następny wyjazd bierzemy tylko karty, są bankomaty).
Mińskim metrem (metro w Mińsku działa na różowe żetony, nawet kiedyś były głupie kawały, że to zamrożony i poplasterkowany język Smoka) dojeżdżamy do placu ПЕРАМОГІ (Zwycięstwa) a stamtąd już główną ulicą Franciszka Skariny kierujemy się do rezydencji Smoka (Łukaszenki). (20:24). Po drodze ciekawym okazał się nowiutki i efektownie podświetlony Pałac Republikański i dość oryginalne gwiazdki przy choince. (20:45). W ogóle to większość budynków podświetlono (21:12), (21:13). Kierując się w stronę rezydencji Smoka niektórzy niesamowicie wygłodniali wypatrują różnego rodzaju pizzerii (no co; byłem głodny i niewyspany). Niestety w tym momencie fundusze białoruskich "zajców" nie pozwalają na to. Idziemy na dworzec po kasę na żarcie, bo jesteśmy strasznie głodni. Mamy białoruskie "zajce" i idziemy na pizzę. Zeszło do 23.00, (Patio Pizza Restaurant i pizza całkiem całkiem, Tomek zapłacił kartą - o 23.14, więc "zajce" niepotrzebne).
O 23.25 docieramy do Pałacu Smoka, jest ponury, klockowaty, oświetlony na zielono, nie można się zbliżyć, chodzą milicjanci. Obok duży kościół, oczywiście oświetlony... W drodze powrotnej na dworzec zahaczamy o sklep spożywczy i robimy kilka ostatnich zakupów, przy drzwiach za ladą siedzi kobieta u której trzeba zostawić torby.
Podczas powrotu na dworzec lodowaty wiatr więc chodzimy w maskach (ludzie się gapią chyba wyglądamy na rabusiów). Temperatura poniżej -20°C. Na dworzec docieramy tuż przed północą. W informacji zmienia się "dziewuszka" i okazuje się, że możemy kupić bilety na powrót z Murmańska. Niestety są tylko płackarty Murmańsk - Brześć (niektórym się zachciało kupejnego przedziału, stąd to niestety). Decydujemy się na zakup, ale Murmańsk - Moskwa. O 00.06 kupujemy bilety Murmańsk - Moskwa (1965km), na pociąg nr 15 firmiennyj Arktika (firmowy pospieszny), wyjazd z Murmańska 01.01.2003 o 21.27, przyjazd do Moskwy 03.01.2003 o 10.12, wagon nr 5 kupejnyj, miejsca 29 i 30, cena biletu: 83472.00 rubli białoruskich czyli około 175 zł.
Podczas tego krótkiego spacerku po Mińsku nasuwa się tylko pytanie: dlaczego Białoruś kojarzy się z bieda? Te okazałe odnowione fasady domów i pałaców postsowieckich, iluminowane fantazyjnie. Wszystko albo wyremontowane, albo w trakcie remontu. Dworzec kolejowy ЧЫГУНІЧНЫ ВАКЗАЎ porównywalny z Terminalem na warszawskim Okęciu, a nawet lepszy. Dużo miejsca, przestronny, 3 poziomowy. Cały kompleks choć oddany do użytku nie jest w pełni wykorzystany. Niestety architekci zapomnieli, że dworzec jest dla podróżnych. W salach ЧАКАННЯ pojedyncze rzędy z siedzeniami to raczej kpina.
To Smok zrobił z Mińska wystawę dla świata, "patrzcie jaka Białoruś, jaki ja jestem dobry...".
Dzień - II 26 grudzień 2002 - 8 godzinne koczowanie na Dworcu Białoruskich Kolei męczy bardzo, ale perspektywa łóżka w wagonie podtrzymuje nas na duchu
O północy dworzec kolejowy niemal zamiera. Przestają działać ruchome schody, gaśnie oświetlenie na choinkach, z głośników sącząca się cicha muzyka milknie. "Upojną" noc spędzamy na dworcu, najpierw w holu centralnym na murku przy schodach. O 1 w nocy dokonuję odkrycia, że tablica z rozkładami pociągów oprócz informacji o godzinie odjazdu pociągu, jego numeru zawiera także informacje o ilości i rodzaju wolnych miejsc, on-line, obserwacja mężczyzny-kupującego-bilet-do-Grodna potwierdza przypuszczenia, z tablicy przy pozycji Grodno znikają dwa miejsca (na Białorusi i w Rosji każde miejsce we wszystkich rodzajach pociągów ma swój numer, więc wiadomo dokładnie "co i kiedy", można również za niewielką opłatą dokonać rezerwacji do pewnej godziny i np. nie odebrać biletu, stąd na elektronicznej tablicy pojawiały się ciągle nowe miejsca UWAGA! Taką tablicę widzieliśmy tylko w Mińsku, w Rosji nie). Pędzimy do kasy sprawdzić, jest - zwolniło się miejsce!, za niewielką opłatą (1276.00 rubli) o 1.05 zmieniamy bilet Rafała i ... mamy już miejsca w jednym wagonie i w jednym przedziale - wagon nr 6, miejsca 16, 15. Jeszcze tylko spacerek do całodobowego sklepu w okolicach dworca po sok i wodę mineralną na drogę i ponowne koczowanie na dworcu. Obserwujemy śpiących ludzi, robimy kilka zdjęć. Przenosimy się do hali kas, na parapet szerokości około 20 cm. Przysypiamy. Jest coraz zimniej. Kolejne godziny upływają powoli, makabra, nie wiemy już jak siedzieć, Rafał siada na posadzce, ja łażę po dworcu. Marzymy o łóżku w przedziale kupejnym Kolei Białoruskich, o białej pościeli, o syczącym samowarze z kipiatokiem... a tu jeszcze tyle godzin, cholera cholera. Położyć się nie można, bo milicja chodzi po dworcu i trąca takich, obok nas siedział jakiś gość, dwa razy go budzili idioci. Obserwujemy śpiących ludzi, robimy kilka zdjęć. Przenosimy się do hali kas, na parapet szerokości około 20 cm. (3:53).
O godzinie 6.30 ledwo żywi pełzamy do pseudo restauracji na 1 poziomie na pseudo kawę i pseudo rogalika. Cóż, obsługa też jeszcze śpi, na stojąco, ale tu jest cieplej.
Godzina 7.30 zwarci i gotowi oczekujemy na peronie na otwarcie wagonu. Oprócz nas czeka facet, oraz babcia z wnusią (lub wnusiem trudno powiedzieć), Rafał upuszcza butelkę z wodą, która stacza się prosto pod koła wagonu, wyciąga ją. Mogliby już wpuszczać do środka, z głośników słyszymy... wg mnie coś w stylu marsza!! umpa umpa, czujemy się jak na komunistycznym pochodzie pierwszomajowym hehe, a potem informację: "Nacinajetsa pasadka na passażyrskij pojezd nomier dwiestie dwadcat szest s sabscienijem Minsk-Murmańsk. Nomiera wagonow s gaławy pojezda", (Rozpoczyna się wsiadanie do pociągu osobowego nr 226 relacji Mińsk – Murmańsk. Numery wagonów z początku składu). Po kilku minutach oczekiwania oczom naszym ukazuje się blond anielica, (hmm powiedzmy), ksywka Aniołek, która otwarła drzwi, spojrzała niechętnie w naszą stronę i... znikła. Po chwili pojawia jeszcze jedna, nazwijmy ją Lessi, (dlaczego? przemilczmy, aha Lessi ma jeszcze metalowy uśmiech, złoto - srebrny, a wcale nie wygląda na starszą osobę). Babcia prosi mnie abym pomógł jej wciągnąć do wagonu walichy, drę spodnie, cholera cholera. Po kilku kolejnych minutach byliśmy już zakwaterowani w przedziale. Szyję podarte spodnie, (pierwotnie spięte moją agrafką). Wstępne próby przekwaterowania się do sąsiedniego, wolnego przedziału spalone. Ale... przed Witebskiem przyszedł do nas zdziwiony Aniołek, dlaczego nie zmieniliśmy tego przedziału. Ochoczo więc zmieniliśmy przedział na sąsiedni ale... w przedziale zastaliśmy 2 potężne i upiornie ciężkie sumki, Aniołek i Lessi coś przewożą na lewo... nieładnie, nieładnie. Stacja Nowosokolniki. (16:59). Na większych stacjach prostujemy kości. Postoje nie trwają tyle ile wg rozpiski - na jednej ze stacji wyszliśmy, a pociąg ruszył niemal 10 minut wcześniej, wsiadamy w biegu. Na postojach prowodnice odkuwają zmarznięte fekalia u wylotu rury WC. Zainstalowaliśmy się na całego :) Dwie dusze w czteroosobowym przedziale. Jedzenie, piwo (powiedziałbym: obżarstwo) i spanie. (17:20). Na większych stacjach prostujemy kości, na peronie jak zwykle można kupić piwo, lody, bułeczki, kartoszki itp. Okazało się, że mimo tego, że pociąg nie ma opóźnienia to postoje nie trwają tyle ile wg rozpiski - na jednej ze stacji wyszliśmy, a pociąg ruszył niemal 10 minut wcześniej, wsiadamy w biegu. Na każdym kroku trzeba się pilnować. Na postojach prowodnice odkuwają zmarznięte fekalia u wylotu rury WC.
Dzień III - 27 grudzień 2002 - -28°C na stacji Lodejnoje Pole
W środku nocy stacja Новгород-на-Волхове do przedziału dobija się provodnica. Jakiś kołek chce wsiadać do naszego przedziału. Trzeba zwolnić jedno miejsce. Niestety. Nad ranem obudziłem się zziębnięty. Dookoła pochmurnie, w przedziale ciemnawo. Nowy śpi. Pospacerowałem po wagonie. Zmienniczka naszego aniołka, niejaka lessi oznajmia, ze zaraz dłuższy postój. Budzę Rafała. Stacja Лодейное Поле 1080km od Mińska. Nazwa stacji sama mówi za siebie. Na dworze temperatura - 28°C, jest 9:55. Na tej stacji postój był zdecydowanie dłuższy, tak więc można było śmiało połazić, (długo nie wytrzymaliśmy). (10:29). Człek, Vlad, który dosiadł do przedziału został określony przydomkiem Kościelny. Dla niego wszystko było nowe i super, nawet nasz smalec hehe. Pytał się nas czy można napić się w pociągu herbaty, dziwne. Dlaczego Kościelny? - na wstępie okazał oprawioną w skórę Biblię - dostał od "przyjaciół z Ameryki". Dłuższy czas bawił się swoją nową komórką, połowa wagonu wysłuchała koncertu-na-35-melodyjek-z-Siemensa-SL45. Coca cola, guma do żucia Excite, M&M'sy i piszcząca komórka naprawdę super pasowała do Biblii. W Biblii Vlad przechowywał zdjęcia, a tak poza tym to ani razu do niej nie zajrzał - może traktował ją jako fotoalbum? Z tego co powiedział, to jest członkiem Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. Mieszka w Nowgoradzie i pracuje w firmie budowlanej. Wiezie 3 duże kalendarze, ładne. Jego rodzice mieszkają w Murmańsku. Reszta dnia upłynęła na spacerowaniu po wagonie, jedzeniu, ewentualnie spaniu. Za oknem śnieg i drzewa. Stacja Pietrozawodsk. (15:50). Cały dzień dyżur pełnił Aniołek, który w pewnym momencie wyrzucił nas z przedziału ponieważ prał na mokro kawałek chodniczka przy pomocy... miotełki z takiej specyficznej białoruskiej trawy, "szuwara" po białorusku.
Dzień IV - 28 grudzień 2002 - UNIWIERMAG W A Ł N A
Dzień dotarcia do Murmańska nastał powoli. Rano znowu chłodnawo w wagonie. Za oknem zdecydowanie pochmurno. Widno zaczęło się robić dopiero po 11. Widać, że to już strefa nocy polarnej. Do Murmańska dotarliśmy o 13.15 i wcale nie było tak ciemno jak to sobie wyobrażaliśmy. Noc polarna nie oznacza tutaj całkowitej ciemności. Od 11 do około 14.30 w zależności od zachmurzenia jest stosunkowo jasno. Żegnamy się z Vladem, w Murmańsku na dworcu odebrała go mama z ciotką. Pozostawił nam numery telefonu domowego i komórki. Prosto z dworca udaliśmy się do hotelu Arktika przy głównym placu Пять Углов (Pięć Kątów). Wystarczyło przejść przez park. Zakwaterowaliśmy się, pokój 717 na 7 piętrze. (13:44). Kobieta z recepcji dała się przekonać do stempli meldunkowych w paszporcie. Niemrawa etażowa (piętrowa - analogia do prowodnicy) pokazała pokój i zaznaczyła, ze jak będziemy zamarzać to jest piecyk. Na 3 piętrze internet.
Wykąpani i odprężeni o 15.30 wyszliśmy na podbój Murmańska. Niestety już o tej porze było ciemno. Przy bankach i kantorach uparcie zaczepiali nas cinkciarze. W centralnej części miasta znajduje się plac przy którym stoi hotel Arktika, naprzeciw hotel Meridian, a obok Универмаг Волна. Uniwiermag Wałna wrył się nam w pamięć, z powodu natarczywej reklamy, półciężarówka z czterema trąbami na dachu, stała przed Arktiką lub snuła się po centrum, natarczywe dźwięki pojawiały się w najmniej spodziewanym momencie i miejscu, męski głos z wielkim przejęciem obwieszczał: "Daragije gosti gorada gieroja Murmanska! Jesli wy żywiotie na Kolskam Połuostrowie, tak imienna dlia was Nawagodnije podarki. W uniwiermagie Wałna na wtarom etaże nawagodnije skidki na wsie juwielirnyje izdzielia pietnadcat pracentov! Nie zabywajtie - uniwiermag W A Ł N A", (Drodzy Goście i mieszkańcy miasta bohatera - Murmańska! Jeżeli mieszkacie na półwyspie Kolskim, to specjalnie dla Was noworoczne prezenty. Na drugim piętrze sklepu Fala obniżki na wszystkie wyroby jubilerskie -15%. Nie zapominajcie - sklep F A L A !). Oczywiście zwiedziliśmy go a potem udaliśmy się prospektem Lenina do księgarni GLOBUS. Wszędzie zdziwieni naszym pytaniem o mapę i pocztówki. Dalej do Детского Мира, gdzie (godz. 17.30) niektórzy nabyli droga kupna czapkę uszankę za 590 rubli (inni też nabyli za dwa dni - bo się skończyły - ale już za 650 rubelków hihi). Kupujemy miód na podziębienie Rafała, w tym samym sklepie nieuczciwa ekspedientka próbuje sprzedać nam stary jogurt. Pierwszego dnia pobytu w Murmańsku co poniektórzy :) byli dość głodni. Udaliśmy się do "wykwintnej" restauracji "Cztery sezony" na całkiem smaczną zapiekankę ziemniaczano-krabowo-małżową pod majonezem. Dwie osoby (w tym 2 herbaty z ogryzkiem cytryny) za jedyne 150 rubli. Milcząca kelnerka - Martwa Twarz - była znudzona, znów musi kogoś obsłużyć, po lokalu szwendał się również kelner? ochroniarz? szatniarz?, kolejna Martwa Twarz. Wniosek: nieliczni w Murmańsku turyści zaglądają tu rzadko lub wcale.
Dzień V - 29 grudzień 2002 - ul. Kominterna - ul. Czeluskinców - ul. Karola Libknechta - pr. Lenina
Obudziliśmy się stosunkowo późno, (świta o 10 to jak tu nie spać :)) Powłóczyliśmy się po mieście. W okolicach Детского Мира kupiliśmy gruzińskie wino Stare Tbilisi - Ałazani, Oczywiście komuś :) zachciało się ryby, a mnie kawioru, będzie extra kolacja w hotelu. Chodziliśmy po mieście i lokalizowaliśmy miejsca gdzie można zrobić zdjęcia, jutro trzeba dobrze wykorzystać krótkie przejaśnienie. Poszliśmy przez dworzec kolejowy w kierunku Pomnika Obrońców Radzieckich Kresów Polarnych, (tzw. Alosza pomnik nieznanego żołnierza). Potem ulicą Kominterna przechodząca w Czeluskincew, w kierunku Aloszy. Robiło się mgliście więc w pewnym momencie zrezygnowaliśmy. W maskach wracamy do Centrum. Na ulicy Libknechta kupiliśmy pomidory i jogurt, ekspedientki śmieją się że wyglądamy jak złodzieje. Skręcamy w prospekt Lenina. Ponieważ była niedziela więc na ulicach niemal tłumy. Chyba wszyscy Murmańczanie wylegli na ulice. Z jednej strony napawać się pięknem swojego miasta z drugiej tak na poważnie już to biegając w szale przednoworocznych zakupów. O!! jaki duży napis PIZZERIA, (wstąpiła we mnie nadzieja, że wreszcie zjem normalną pizze, niestety...). Próba okazała się niepomyślna. Po pierwsze Pani z obsługi chciała nas na siłę dokooptować do dwóch miejscowych "kwiatów północy" - a nasza reakcja to "niet" i wyjście z lokalu, (mina jej się wydłużyła gdy zobaczyła że się zbieramy do wyjścia hihi). Po drugie zamiast pizzy widziałem na sąsiednim stole jakieś płaskie bułki, to ma być pizza?? czy oni nie widzieli normalnej trzydziestocentymetrowej pizzy??? Poszliśmy do dużego całodobowego baru - bistro, który mieścił się u nas w hotelu. Dużo ludzi, to dobrze. Dwie pseudo pizze - bułka plackowata z pokrojona parówką i rozmazanym sosem pomidorowym, sałatka śledziowa i sałatka warzywna, sałatki bardzo dobre, pizza - kicha, ale trochę zapycha. Mało, ale przeżyć się dało.
Tego samego dnia dzwoniliśmy do domów, z 2 różnych typów automatów. Za pierwszym razem z ulicy Czeluskinców, za drugim spod domu handlowego Эльдорадо. O 17.18 w Murmańskim Juvelirnym Centrze kupujemy kubki z herbem Murmańska 160 rubli sztuka.
Dzień VI - 30 grudzień 2002 - Aurora Borealis
O godzinie 9 pobudka, a już przed 10 wyjście z hotelu. Jest nadzieja, że wreszcie zobaczymy Zorzę Polarną - jest bezchmurnie, ale jeszcze szarawo. Autobusem nr 5 jedziemy do końca a stamtąd kawałek pieszo do pomnika Aloszy - Nieznanego Żołnierza. (11:07). Obowiązkowa sesja zdjęciowa. W powietrzu unosi się lodowy pył. Gość w pomarańczowym kubraku odśnieża. Alosza ma około 50m wysokości. (11:21). Muszę jeszcze obejrzeć to coś... (11:35). OK. (11:35). Wracamy, wizyta w sklepie (naprzeciw przystanku autobusu) i uzupełnienie kalorii białą czekoladą. Powrót do centrum. W centrum uwiecznienie na foto dworca kolejowego od strony torów (12:35), herbu Murmańska na dworcu (12:39), wejścia głównego (12:44) oraz i herbu i odznaki dla Miasta Bohatera (Город Герой Мурманск - Miasto Bohater Murmańsk) na budynku stojącym przy centralnym placu miasta Пять Углов. (12:51). Główna ulica miasta Prospekt Lenina - jego pomnik oczywiście jest, ale dalej. (30/12/2002 12:52). Wizyta w sklepie Детский мир, kupuję uszankę - tutaj widać zadziałał mechanizm rynkowy. W porównaniu z sobotą czapka już podrożała do 650 rubli.
Reszta dnia w zasadzie minęła na odpoczynku i... obijaniu się. Wracając ze spaceru po mieście "odkryliśmy" dworzec autobusowy (wcześnie :-|), szczególnie cenny, bo jak się okazało w Murmańsku nie ma pociągów podmiejskich. Dworzec mieścił się 3 minuty od hotelu, obok dworca kolejowego. Plany dotarcia do Заполярный lub Полярный spaliły na panewce, zwyciężył rozsądek. Dojechać tam nie problem ale jak wrócić? Za mało czasu! W sumie według rozkładu powrót był możliwy, ale sezon noworoczny sprzyjał odwołaniom wielu kursów. I co wtedy? A bilety na pociąg powrotny do Moskwy już kupione... Tego dnia także zahaczyliśmy o internet (w naszym hotelu, na 3 piętrze) i pocztę (koło hotelu).
Wieczorem ok. 21 trolejbusem nr 4 wyjechaliśmy w kierunku Aloszy, wybieramy okolice pomnika na punkt obserwacji Zorzy. (30/12/2002 23:10) Rzeczywiście zjawisko to jest pasjonujące. Po wyjściu z autobusu było widać przelewający się kolorami pas światła. Jakby ktoś trzepał kolorowy chodnik, a on mienił się swymi kolorami na słońcu. Albo jakby egzotyczne węże dopadały swoją ofiarę by zapuścić w niej kły. Jesteśmy podekscytowani, biegamy bezładnie krzycząc: - Jest!! jest!! zobacz! zobacz! fioletowa jest!! niesamowite!!... no i dlatego mamy "aż" 2 zdjęcia, w dodatku z włączoną lampą, ale coś tam widać hehe. (30/12/2002 23:11). Tubylcy mijają nas obojętnie, w końcu mają JĄ na co dzień... Doszliśmy na zaplanowane miejsce - tuż przy pomniku i tam obserwowaliśmy Zorzę jeszcze przez moment. Chwilę potem niebo zasnuła mgła (albo mgła i dym z kominów które widać nad Murmańskiem bardzo dobrze). Kilkukrotnie mgła przechodziła i wówczas było widać Zorzę, tym razem w kolorach zieleni i bieli. W trakcie oczekiwania na przejście fali mgły robiliśmy sobie zdjęcia w maskach i biegaliśmy żeby rozgrzać się, jest - 24°C. (30/12/2002 23:50). Następne najście mgły skutecznie utrudniło obserwację więc zrezygnowaliśmy. Wracamy pieszo do hotelu. W drodze powrotnej mijaliśmy wykonanego z zamarzniętego śniegu Sfinksa. (31/12/2002 00:00). Docieramy do centrum miasta. Do hotelu wróciliśmy po północy, zmarznięci, z lodem na rzęsach. A w pokoju hotelowym oglądaliśmy film o człowieku w szklanej masce, na dobranoc wino z resztką kawioru i rybą Семгой, (lekko solona w oleju - pyyycha), ryba z rodziny łososiowatych, siemga czyli - łosoś szlachetny (Salmo salar) - na Białym Morzu zwany siemgą. Forel - (Salmo trutta L. Morfa Fario L.) - to S. trutta i jego podgatunki, które trafiły do rzek i nie mają możliwosci powrotu w morze, pozostają w słodkiej wodzie i przekształcają się w forele, które nigdy nie osiagają takiej wielkości jak S. trutta, żyją i rozmnażają się w rzekach.
Pierwszego stycznia kobieta z recepcji, (ta sama która nas meldowała, Pani miła i kompetentna w przeciwieństwie do innych) powiedziała, że właśnie 27 i 30 grudnia była widoczna Zorza Polarna. My mogliśmy podziwiać ją jedynie 30 (27 byliśmy w drodze do Murmańska). Murmańsk nie jest dobrym miejscem do obserwacji Zorzy, nie z racji położenia to jest bardzo dobre, ale z powodu zanieczyszczenia powietrza dymem oraz światłem.
Dzień VII - 31 grudzień - Sylwester w Murmańsku
W Sylwestra wstaliśmy później - o świcie, czyli o... 11. Dzień zapowiada się pochmurny, pada śnieg (od południa). Wyszliśmy zrobić małe zakupy na Sylwestra. Wszędzie było widać poruszenie jak w naszą Wigilię. Dzikie tłumy, rozgorączkowanie, nerwówka. Zrobiliśmy sobie Ювелирные магазины тур (hmmmm). Poza tym zakup walonek, matrioszek w Wałnie, ryby (to już stało się tradycją :)) - tym razem był to форель (to też gatunek łososia) i łosoś. (31/12/2002 17:16). W powietrzu czuć było ocieplenie i rzeczywiście dworcowy termometr pokazywał -7°C. Pogoda śnieżna, pochmurna. Po powrocie do hotelu małe "co nieco" i drzemka oraz wysyłanie esemesów. O 23.55 byliśmy na placu przed naszym hotelem przy choince, mocno zdziwieni małą ilością Murmańczan. (01/01/2003 00:16), ... na powitanie Nowego Roku - mała burza śnieżna... (01/01/2003 00:27), godz. 2 - a jednak ludzie wylegli na plac i był mały pokaz fajerwerków zorganizowany przez hotel (o godz. 0.00 kilka petard i zimnych ogni). Tłumy najwidoczniej świętują Nowy Rok wg czasu obowiązującego w Polsce hehe, chcą nam zrobić przyjemność :) Sztuczne ognie rozbłyskują przed naszym oknem... (01/01/2003 02:08), ... na dole się bawią a my obalamy flaszkę gruzińskiego wina. (01/01/2003 02:31).
Dzień VIII - 1 styczeń 2003 - Wyjazd z Murmańska
Pobudka o 10. Do 12 trzeba opuścić hotel, a pociąg dopiero 21.27, szwendać się z plecakiem 10 godzin?? o nie. O 11 wizyta u etażowej a następnie w administracji w sprawie przedłużenia do 24.00 użytkowania pokoju za "jedyne" 395 rubli. Już na spokojnie wyjście na pożegnalne tour-city. Przy choince nadal tłumy. Atrakcją są zaprzęgi konne, kuce, przejażdżki na koniu oraz sankami ciągniętymi przez renifera. Przechodzimy przez park - Plac Sowieckiej Konstytucji, za parkiem na ul. Puszkinskaja zatrzymujemy się przy kotwicy przed Pałacem Kultury i Techniki imienia Kirowa obecnie w remoncie. (01/01/2003 13:19). W sklepie kupujemy piwo na podróż. Wchodzimy na równoległą do prospektu Lenina ulicę Софьи Перовской, dochodzimy do ulicy Marksa, dalej znowu prospektem Lenina do ul. Papanina (Папанина) i ul. Polarnyje Zori (Полярные Зори) - w sklepie Woschod połykamy po dwa pierożki odgrzane w mikrofali, kupujemy sok brzoskwiniowy, cytrynę. Pierożki konsumujemy przy stole przy którym zatrzymuje się starsza kobieta aby spakować ćwiartkę wódki, coś tam mówimy między sobą półgębkiem, coś wyczuła bo uśmiechnęła się i powiedziała: STALINOWSKIM ZWYCZAJEM IDĘ NAPOIĆ RODZINĘ NA NOWY ROK, powiedziała to tak jakby się tłumaczyła, zatkało nas... Przez Knipowicza (Книповича) wychodzimy na prospekt Lenina vis-a-vis Dzieckiego Miru. Powróciliśmy do hotelu najczęściej uczęszczanym prospektem Lenina, po drodze kontrolna wizyta na dworcu -7°C, pociąg bez zmian. O 16.00 byliśmy w hotelu, jedzenie, spanie, pakowanie. O 20.32 wyszliśmy z pokoju. Niemrawa etażowa, ta sama która pokazywała nam pokój teraz poszła sprawdzać czy nie wynieśliśmy ręczników :-|. W drodze na dworzec zakup chleba i majonezu.
20.56 jesteśmy na dworcu. Pociąg już stoi. Wagon jest z przodu pociągu. Ma 17 wagonów, podany jest jako Φирменный АРКТИКА, ale szczerze mówiąc nie mamy pojęcia dlaczego jest firmiennyj - czyli lepszy. Prowadnica, mało komunikatywna (widziała, że wypadła mi rękawiczka przy wsiadaniu - ale nic nie powiedziała, tylko utknęła ją w kącie wagonu i dopiero na pytanie czy nie widziała rękawiczki wskazała miejsce jej umieszczenia i powiedziała szczerze: - Tak widziałam jak wypadała), w poplamionym mundurku Ciotka (mundurek = marynarka, bo spódnica to późny Chruszczow, chodzi o datę prania). Ciotka to typowa, wyćwiczona przez lata praktyki naciągaczka. Jej wagon bardzo do niej pasuje - w kiblu na podłodze zamarznięta fontanna, poplamiona ścierka na korytarzu, przykurzony i śmierdzący papierochami wagon. W porównaniu do białoruskiego osobowego nr 226, firmiennyj nr 15 ma się jak pięść do nosa. Pomimo większej biedy na Białorusi dysponują wagonami CZYSTYMI a prowadnice znają swoje obowiązki - sprzątanie korytarza, kibli, wyjmowanie śmieci, przecieranie kurzu na mokro w przedziale (tak!!!! pewnego ranka w drodze z Mińska do Murmy Aniołek wparował do przedziału i jak gdyby nigdy nic zaczęła wycierać mokrą szmatką brzegi oparć) i zamiatanie na mokro w przedziale. Białoruski strój prowadnicy to oficerki, granatowy długi płaszcz, biały szalik i czarne kołpakowate czapki - wszyscy jednakowe. W rosyjskich wagonach pojedyncza obsada (na Białorusi podwójna).
W przedziale jest już towarzysz podróży - osobnik płci męskiej, lat około 20, który zabrał ze sobą jako główny posiłek miejscową kokakolę. Nic dodać, nic ująć. Upojeni atmosferą, obżarci i opici zasypiamy.
Dzień IX - 2 stycznia 2003 - Deska serów... cuchnąca trochę.
O 2 w nocy dosiada do naszego przedziału Bazyliszek, który zajął dolną półkę. Towarzystwo z przedziału spało do 11 czasu moskiewskiego. Potem nieco się rozruszało. Podczas gdy my jedliśmy śniadanie i piliśmy kawę Bazyliszek obserwował nas. Po pewnym czasie przystąpił do pałaszowania czerwonego kawioru do... słodkiej bułeczki. Karelia. Na stacji МЕДВЕЖЬЯ ГОРА - KARHUMÄKI zrobiliśmy sobie spacer i sesję zdjęciową. (02/01/2003 14:42), (02/01/2003 14:46), ... podwozie wagonu (02/01/2003 14:47). Temperatura poniżej -20°C, co niektórym zamarzało w nosie.
Wredna Ciotka zwodzi biednych turystów, wymyśla wymianę drobnych monet. Wzięła łapówkę (sami jej wcisnęliśmy), a wywiązać się nie umie.
Droga upływa na żarciu i słuchaniu zawodzenia Rosyjskich zespołów disco-folklorystycznych (makabra). W Pietrozawodsku wysiadło sporo osób, ale wsiadło również sporo. Przed nami ostatnia noc w tym pociągu. Zaraz zabieramy się za piwo i siemgę i serwujemy deskę serów. s e r y p l e ś n i o w e STOP B a z y l i s z e k z a p e w n e u c i e k n i e STOP l i c z y m y n a t o STOP. Nuda, nuda... Wieczorem robimy zdjęcie śpiącego Bazyliszka, hihi. (02/01/2003 22:43).
Dzień X - 3 stycznia 2003 - MOSKWA
O godzinie 8.00 pobudka i kolejka do toalety. Ciotka zapowiada, że za pół godziny zamyka je. O 10.12 dojechaliśmy do Moskwy, ale nie tak jak jest podane w rozkładzie na dworzec Oktiabrski a na Leningradzki. Na stanowisku obok stał pociąg z Tallina. Po złożeniu życzenia Ciotce "smacznej wódki", bardzo ostrożnie, po pokrytej lodem platformie, nie to nie był lód, to było jakieś tworzywo czy wykładzina, idioci!!! coś takiego na peronie, udaliśmy się do hali dworca i o 10.53 kupiliśmy bilety Л (lux), na trasę Moskwa - Brześć Centralny (1094km), na pociąg nr 131 skoryj, wyjazd o 22.57, przyjazd do Brześcia 13.01, wagon nr 8, miejsca 11, 12, cena biletu: 1762.90 rubli czyli około 230 zł!!!. (tu trzeba dodać, że kolega Tomek bez konsultacji ze mną kupił bilety w wagonie LUX!!!, no cóż dobrodusznie mu to wybaczyłem, zaliczę kolejny typ wagonu ruskich kolei). Dalej, ze stacji metra Paveleckiej (metro moskiewskie jest boskie, ech... Astarożna! Dzwiery zakrywajutsa sledujuścia stancja Domodedowskaja. Z jakim natchnieniem te komunikaty są wypowiadane...), pojechaliśmy na stację Domodedowską. Tu Rafał krążąc w okolicy wejścia do metra, intensywnie się zastanawia: - Jak tam się jechało??? Marszrutką?? tak ale do lotniska... W końcu kobieta w kiosku wyjaśniła mi, że stacja Domodedovska a Domodedovo to 2 różne rzeczy, można tam dojechać, ale autobusem. W tym momencie Rafał doświadczył olśnienia i już bezbłędnie poprowadził nas na przystanek autobusu. Cóż, widocznie źle zrozumiałem Poznańską Pyrkę :) (no ja mówiłem o dojeździe do Domodiedowa a Tomek o dojeździe do hotelu, biedaczek nie wiedział, że to jeszcze 30 km...).
Autobusem nr 466 jedziemy do Domodiedowa (autobus zdecydowanie mało pakowny a babcie wsiadające na trasie wpychały się na siłę, bo "czekamy pół godziny i już zmarzłyśmy". Po 40 minutach autobus podjechał pod dworzec kolejowy Домодедово; ponieważ nie było autobusu nr 6 więc kolega prowadził wycieczkę do gostinicy "Globus" z pamięci. Na miejscu dostaliśmy pokój 2 osobowy 466 rubli, węzeł sanitarny na piętrze również kuchnia. Zostawiliśmy plecaki i powróciliśmy do Moskwy, tym razem elektryczką (prościej niewiele taniej 19 rubli). Ciekawostka: rozkład jazdy sobie, a pociągi "widma" sobie, odjeżdżające o kilka minut przed planem. Trasa do Moskwy Pawieleckoj zajmuje około 50 minut. Z dworca od razu metrem na plac Czerwony. Mimo, że temperatura była znacznie wyższa od tej w Murmańsku to zmarzliśmy. Chyba z uwagi na znacznie większą wilgotność i tzw. "efekt miasta". W Moskwie padał śnieg, więc wielkich możliwości do zdjęć nie mieliśmy. Rozejrzeliśmy się po centrum, w jakieś budce zjedliśmy pieczonego ziemniaka z żółtym serem i sałatką z indyka, zagryzając tostem z salami - jadłem już coś takiego w Kijowie. Powłóczyliśmy się jeszcze, byliśmy w wielkim podziemnym centrum handlowym Охотный ряд na placu Maneżowym. Na placu Czerwonym - Rafał zrobił kilka zdjęć soboru Wasyla Błogosławionego (03/01/2003 18:48), i opłotkami skierowaliśmy się do stacji metra Kitaj Gorad. Ceny w Moskwie, a szczególnie w okolicach centrum są doprawdy... egzotyczne. Ta sama siemga, którą zajadaliśmy się w Murmańsku tutaj kosztuje 1000 rubli za kg (w Murmańsku około 390 rubli !). Niektórzy byli głodni (BAARDZO!!!) stąd wynikła potrzeba zakupu kurczaka z rożna (110 rubli jedzenia od biedy na dwóch) w ścierko-placku ЛАВША. Po zakupie kurczaka i przy okazji piwa Балтика N°7 pojechaliśmy do Domodedowa na jedyną noc w tamtejszym hotelu. Przy kwaterowaniu w hotelu prosiliśmy o stemple meldunkowe analogiczne do tych z Murmańska. Pani z recepcji jednak nie była w stanie nam pomóc stwierdzając, że więcej dowiemy się jutro od księgowej. Tak minął nam pierwszy dzień pobytu w Moskwie.
Dzień XI - 4 stycznia 200 - Snujemy się po Moskwie cd.
Pobudka o godz. 7.45 ale i tak wstaliśmy dopiero o 10. Pierwsze kroki skierowałem do administracji aby uzyskać stempel. Niestety. Kobieta ta, a w zasadzie bambulec stwierdził, że po to to musimy jechać do OVIR-u czyli dla turysty czegoś gorszego niż milicja (kolejki, tłumaczenie, okazywanie wizy itp.), nie podając zupełnie żadnego adresu. Hotel stempli meldunkowych nie posiada - moja wersja - nie chciał posiadać. Załatwiłem tylko przedłużenie pobytu do 20.00 - pierwotnie kończył się o 14.40.
Do Moskwy dojechaliśmy elektryczką (wyjazd 12.43 z Domodedowa). W Moskwie zwiedzamy kolejno: plac Czerwony (wlazłem na gwiazdę przy Bramie Zmartwychwstania i wypowiedziałem życzenie :)), robimy foto Muzeum Historycznego (04/01/2003 14:22), soboru Wasyla Błogosławionego (04/01/2003 14:32), Bramy Zmartwychwstania, Wieży Zbawiciela w murach Kremla (04/01/2003 14:36), człowieka w uszance :), drzwi soboru Kazańskiego (04/01/2003 14:53). Jedziemy na dworzec Białoruski aby na pobliskim targu dokonać zakupów kilku produktów na drogę (komuś zachciało się melona, ale się rozmyślił bo ważył 5 kg :)). Następnie pojedliśmy trochę - południowych wypieków np. coś o kształcie pieroga, z kozim serem - pycha, dalej kierunek dworzec Pawelecki. Po drodze jeszcze "wizyta" w sklepie, bo komuś zachciało się czekolady, (a komuś wina) na drogę :). Snuliśmy się po Moskwie bezsensu, może dlatego że zbliżał się koniec wyjazdu... Po powrocie do hotelu około 18.55 recepcjonistka zamiast meldunku wręczyła nam rachunki za pokój. Pakowanie, prysznic i wymarsz. O 20.20 opuściliśmy pokój - tym razem nikt nie liczył ręczników. Na stację dotarliśmy o 20.50 i elektriczką widmo (ponownie pociągiem którego nie znalazłem w rozkładzie) odjechaliśmy na dworzec Pawelecki. Po dotarciu na dworzec Białoruski kupiliśmy jeszcze w sklepach duże czekolady "Czarodziejka" na prezent, sok, wodę mineralna i typowe z Rosji pamiątki (%).. Zakwaterowaliśmy się w wagonie klasy lux (:-), wymieniając miejsca ze sąsiadem (mieliśmy pierwotnie w sąsiednich przedziałach). Tym razem prowadnica to Wrona. Po ruszeniu pociągu zaraz zgłosiła się aby zapłacić jej za pościel. Taka milcząca i skwaśniała, jeszcze bardziej niż Ciotka. Skład pociągu białoruski. Z uwagi na inny standard wagonu lokalizacja samowara z wrzątkiem inna - nie na korytarzu a w pomieszczeniu opodal przedziału prowadnicy i inny wygląd ogrzewanej niemiłosiernie łazienki. Po pysznej kolacji zasnęliśmy.
Dzień XII - 5 stycznia 2003 - POWRÓT
Przebudzenie około 9 z korytarza dobiegają głosy, że Mińsk. Nie pamiętam czy to, że dojechaliśmy czy, że opuszczamy. Po 10 zwlekliśmy się z łóżek. Okazało się, że po odsłonięciu okna nagromadziło się tam sporo... śniegu. Pomyśleć - i tak to ma wyglądać klasa lux, wąskie korytarze, zakamuflowany samowar, śnieg w przedziale, pierwszy i ostatni raz w wagonie L. Zmieniamy czas z moskiewskiego -1h, na zegarku znowu 10.00. Poranna toaleta. Na stacji Iwacewiczi kilka fotek białoruskiego milicjanta (05/01/2003 11:26). Pakowanie i... już jesteśmy w Brześciu 13.10, minimalne spóźnienie. Kupujemy bilety Brześć - Terespol na 16.50. Nie wystarczało nam białoruskiej waluty, więc pozbyliśmy się części rubli rosyjskich. Kupiliśmy bilety Brześć - Terespol w cenie 6510 rubli za osobę, nie ma co, drogo. Dla porównania pociąg Brześć - Mińsk i w większym standardzie kosztował 9600 rubli. Po zakupie biletów zlokalizowaliśmy na zewnątrz budynku kontakt 220V, zjawił się zaraz jakiś podejrzany typ żeby mu pożyczyć ładowarkę - pytał się czy prąd darmo hehe. Podładowaliśmy trochę moją komórkę i sprawdziliśmy połączenia z Terespola do Warszawy i z Warszawy do Poznania. Na peronie zaczepiają nas kobiety, proponując jedzenie, noclegi itp. Rafał rozpoznaje wśród nich Małą Babcię, w 2001 proponowała oprócz żarcia przyjemności typu kurwy, tym razem chciała nam sprzedać tylko jedzenie hehe. Resztę czasu spędziliśmy w poczekalni (znowu Mała Babcia) i dworcowej kawiarni przy filiżankach paskudnej słodkiej herbaty, spisując wrażenia z kończącego się wyjazdu.
Godzina 15.50 kierujemy się do odprawy paszportowej i celnej. Dziki tłum jak w latach PRL przed sklepami mięsnymi gdy spodziewano się dostawy szynki. Po kilku minutach oczekiwania otwarły się drzwi i białoruski pogranicznik rozpoczął wpuszczanie partiami tego tłumu. Z takim tłumem dawno nie miałem do czynienia. Ścisk, przepychanki i krzyki tych co wypadli poza bramki. Sceny jak z bitwy pod Grunwaldem. Ale i to choć średnio miłe traktuję jako miejscowy folklor. Okazuje się, że to przepychanie było spowodowany wyłącznie lokalizacją sklepu wolnocłowego w tej części dworca. Ci którzy się tam przedostaną kupują alkohol, papierosy i pakują to na siebie lub tam gdzie kto ma koncepcję. Potrzebują na to trochę czasu stąd też takie nerwowe przepychanie. Podstawiają pociąg i kierujemy się do niego. Przy wejściu do pociągu okazuje się, że nasz wagon, pierwszy ma "akurat" awarię i kierują wszystkich do drugiego wagonu na dowolne miejsca. Po pewnym czasie do wagonu wsiada miejscowa handlarko-przemytniczka i na siłę chce wykwaterować Rafała z zajętego przez niego miejsca. W pewnym momencie zaczyna go szarpać, po czym jego plecak. Jestem gotów puścić pani kilka serdecznych życzeń w miejscowym dialekcie ale ona rezygnuje z walki o miejsce po warknięciu Rafała hihi. Zaraz po wyjechaniu z Białorusi widzimy jak z naszego, pierwszego "zepsutego" wagonu wylatują kartony z papierosami, które zaraz odbierają ludzie przy torowisku. Po chwili zapala się światło. Wszystkie nasze przypuszczenia odnośnie przemytu potwierdzają się. Wchodzą polscy pogranicznicy i celnicy. Zaczyna się szum. Z zachowania niektórych z nich jasno widać, że doskonale zdają sobie sprawę z celu wizyty większości pasażerów tego pociągu. Z Brześcia wyjeżdżamy 16.50 do Terespola docieramy o 16.17, znowu czas do tyłu -1h. Kupujemy bilety na pociąg o 18.43: ja do Warszawy, Rafał do Poznania. Dobrze, że to ten sam. Pociąg podstawiają prawie godzinę wcześniej. Jest makabrycznie. Nie ogrzewany wcześniej skład - zimniej niż na dworze. Dopiero za Białą Podlaską w pociągu robi się cieplej.
Godzina 22.12, 5 stycznia A.D. 2003. Dla mnie koniec podróży. Dla Rafała jeszcze 4 godziny. Wyjazd zupełnie inny, z powodu miejsca - Murmańsk i czasu - zima. Na pewno na długo go zapamiętam.
Tomasz Wierzbicki
Rafał Motała
| Oceń relację | ![]() ![]() |
![]() ![]() |
![]() ![]() |
![]() ![]() |
![]() ![]() |
Komentarze
RosjaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju
-

ukajali -

Gryka -

maciek... -

tupungato -

aga_ -

jfigiel -

Liberwig -

nikolajew -

czaya -

murzyn -

Marcjan -

GooRooo -

mrufkaz -

Emenefix -

lukasz


















































ludmiło, byłbym wdzięczny za kontakt z tą rodziną z murmańska.
skrzycho@wp.pl
Byłem tam kilkakrotnie na początku lat 90 i zamierzam powrócic świetny klimat
nie pozostaje nic innego jak zrealizowac swoja wizje
pozdrawiam
i zycze udanego wyjazdu :)
rm
Bardzo mi zbliżyleś wizję wycieczki do Murmańska.Wlasnie przez GG.poznalłam mieszkajacą tam rodzinę o polskich korzeniach.Dziadków wywieziono do Kazachstanu,ojciec nie mówił ani słowa po polsku a teraz dorosły wnuk/żonaty i dzieciaty/zaczął szukać kontaktów z krajem dziadka.Polskiego uczył się z książek..Może warto byłoby poszukać potomków naszych wywiezionych przez komunę Rodaków.Jestem przekonana,że znaleźlibyśmy ich wielu..
jadę na Półwysep Kola!!!