Mont Blanc '98
bartt Wyświetlono: 794 razy 2005-09-15 11:12:13![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.94 (47 głosów) |
Do Francji dojechaliśmy autobusem z Pragi, bo na autostop nikt nas nie chciał zabrać. Ostatni etap z Genewy do Chamonix pokonaliśmy pociągiem. Wysiedliśmy w Les Houches (kilka stacji przed Chamonix) i od razu pierwszą najwyższą górę w zasięgu wzroku, posądziliśmy o"bycie Mont Blanc'iem". Naiwni! Wydała się niezbyt wysoka, więc pełni zapału udaliśmy się ścieżką ku górze, aby tuż za miastem rozbić obóz. Pełni nadziei i zapału poszliśmy spać.
Obudziły nas krople deszczu. Padało 1,5 dnia. Ruszyliśmy 3-go dna w stronę Chamonix po szosie, a dalej już w górę.
Pierwszego dnia doszliśmy do punktu 1 o nazwie Piramidy. Byliśmy skrajnie zmęczeni, więc kąt nachylenia skały =ok. 45 stopni nie przeszkadzał nam rozbić namiotu. Po dokładniejszym przejrzeniu mapy stwierdziliśmy, że następnego dnia dojdziemy do schroniska (punkt3). (czyli już pojutrze będziemy na Mont Blanc -rany jakie to proste!) Jednak następnego dnia udało nam się dotrzeć zaledwie do miejsca op nazwie Joniton czy jakoś tak (punkt2). Byliśmy w szoku, bo oto oczom naszym ukazał się lodowiec zupełnie inny, niż to sobie wcześniej wyobrażaliśmy... Zamiast śnieżnej równi zobaczyliśmy maksymalnie popękaną stertę lodowych kloców (jakbyś nagle się znalazł w pudełku LEGO). Pozostałe pół dnia zmarnowaliśmy na szukanie ścieżki w tym lodowym labiryncie (Musieliśmy przejść zaledwie 300 metrów przez popękany teren, bo dalej zaczynała się już równiejsza, ale za to o wiele bardziej stroma część lodowca (lodowiec nosi nazwę Bossons)). Spaliśmy na granicy lodu .
Następnego dnia około 12 udało nam się pokonać te klocki. Śmieszne, ale zauważyliśmy, że turyści którzy dochodzili tylko do skał graniczących z lodowcem robili nam zdjęcia i filmowali w momencie gdy szliśmy po lodzie (zdj04).Czuliśmy się przez to trochę nieswojo.
Dalej bardzo strome podejście i już już dochodzimy do szlaku...Wtedy pierwszy raz wpadła mi noga aż po dupę w zasypaną śniegiem lodową dziurę. Pierwszy szok. (Jak to? Miało być bezpiecznie!) Po pół godzinie następna szczelina tym razem długości z 1,5 metra. Byłoby nie najgorzej, gdyby całe podejście nie było nachylone pod kątem 70-80 stopni. Tutaj musieliśmy przewalać plecaki na linach. Ciężar moich gaci powiększył się gdy usłyszałem cichnący dźwięk spadającej w dół szczeliny menażki, która to wypadła z jednego z plecaków podczas przerzucania. Dalej coraz mniej szczelin, już mniej niebezpieczne, ale cały czas strach przed zsunięciem się na dół.Było tak stromo, że mimo iż byliśmy spięci liną, nie sądzę, byśmy byli w stanie utrzymać któregokolwiek z nas, w razie obsunięcia... prędzej spadlibyśmy w trójkę.
Dalej schronisko (punkt3) i cały następny dzień luzu. Rozbiliśmy się pod skałą na której było schronisko, a że tamtejsze kible mają wyloty od razu na dół mieliśmy masę fantastycznych doznań obserwując jak gówno leci prawie na nas i rozbija się o ściany.
| Oceń relację |
FrancjaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju















