Przedsłowie
Niniejsza relacja składa się w zasadzie z kolejnych listów jakie słałem z Wenezueli do tych spośród moich znajomych, którzy otworzyli swoje skrzynki na mierzone w setkach kilobajtów potoki mojej grafomanii. Późniejsza korekta polegała w zasadzie na usunięciu bardziej pikantnych aluzji, poprawieniu nieskończonej ilości błędów ortograficznych oraz dodaniu kilku nazw geograficznych. Z góry chciałbym przeprosić za łamaną angielszczyznę jaką się miejscami posiłkuję. Czasami po prostu był to jedyny sposób na oddanie panującej atmosfery.
Wenezuela 2003
Bartt2005-09-15 10:58:42
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.00 z 5.00. 4 głosów oddanych
Wenezuela 0:2
Wpieprzyli nam, świnie. Trzeba ich najechać... Ale zacznijmy od początku. Jesteśmy w Puerto Ayacucho. To taka ponoć duża wioska 90 000 mieszk. Na południu Wenezueli. Dalej już koczują tylko Indiance. Wylądowaliśmy w Hotel International, czyli chłodzonej norze bez okien. Wieczczorkiem chlejąc w patio zapoznaliśmy się z tutejszymi studenciakami (Oskar i Bobby). Chłopaki gadają jako tako po angielsku, więc gadka szybko się rozwinęła.
Zostawmy ich na chwile. Warto wtrącić, ze moment później na horyzoncie pojawił się Krzysztof Dydynski, autor naszej biblii - przewodnika Lonley Planet. Swat poznał go do razu, bo w przewodniku widnieje jego zdjęcie. Mieliśmy mnóstwo szczęścia, bo facet na stale mieszka w Australii. Wzięliśmy od niego autograf, wychlaliśmy flaszkę ginu z 7up. Gościu powiedział nam mnóstwo ciekawych rzeczy, pomógł zrozumieć niektóre paradoksy tego kraju.. Niektórych sam nie był w stanie pojąć. Powiedział tez jak wygląda proces tworzenia przewodnika. Napisze o tym później. Fakt faktem, jesteśmy na prawdę dumni, ze go spotkaliśmy i mogliśmy z nim pić. To wielki mistrz.
Następnego dnia świeżo wstaliśmy z naszego barłogu. Kac tu chyba paruje razem z potem. Zaczęliśmy mozolną wędrówkę po miejscowych cinkciarzach. Nasze umiejętności wzrosły już do pierwszego dana, jednak mimo to nie byliśmy w stanie przebić ceny 2300 Boliwarow za dolca. Dla porównania w Caracas można zgarnąć 2800. Straciliśmy kilka ładnych godzin na bieganiu po bazarach, straganach, scierwnych uliczkach. Nagle pojawili się nasi znajomi studenci w pick-upie.
Goście do nas:
What’s up, man?
My do nich:
We’re looking for changing some money, man..
Oni:
Maybe you gonna to go with us, we can help, man?
My:
Sure, man..
No to hop na pickupa, jedziemy.
Goście gówno załatwili. Okazało się, ze młynarze z Kolumbii zalali rynek
...
Maciek, 2007-11-13 22:52:37
Zobacz zdjęcia:
Wenezuela
Wenezuela - wybierz obszar, który cię interesuje:














































kml, 2007-12-13 18:57:52